30 sierpnia 2019

Przedpremierowe oceny i krytyka nieznajomości

Zapewne wiecie, że uważam, iż „50 Twarzy Greya” to absolutne gówno (chociaż przy „365 Dni…”… hmm…). Wspomnę jednak także o innym fakcie związanym z tą książką: PRZECZYTAŁAM JĄ. Tak, mówię zupełnie poważnie – całą pierwszą część i połowę drugiej (dalej nie mogłam, gdyby Dante znał tę powieść, umieściłby ją w najgłębszych czeluściach piekieł). Co więcej, widziałam również film (Anastejżja… KRISZCZEN), który notabene oglądałam z mamą. I chociaż cały ten przydługi wstęp zapewne wydaje się nie mieć sensów, to jednak do czegoś dążę – krytykuję tę książkę niemal z każdej możliwej strony (niemal!), ale nie robię tego bezpodstawnie. Moje przemyślenia wiążą się z zapoznaniem się z nią.



Już samym tytułem wpisu informuję, o co mi chodzi – oczywiście rzecz odnosi się do krytyki nieznajomości. Generalnie nie jestem fanką "Zmierzchu", ale jak toczę bekę z Belli to opieram się na jej „przygodach” (jakże frapujące wpatrywanie się w okna i ściany przez połowę jednej z części sagi), które poznałam, czytając wszystkie cztery części książki (i zakończenie jej nie uratowało…). Kiedy śmieję się ze srającej miny Edwarda, to dlatego, że widziałam film. I albo mi się wydaje, albo coraz powszechniejsze staje się krytykowanie wszem wobec tego, czego się nawet nie zna. Rozumiem, czym innym jest stwierdzenie „Jeśli to romans, to nie jest to literatura dla mnie” albo „Nie lubię filmów z gatunku fantasy, uważam, że są dla dzieci, efekty mnie śmieszą i nie podobają mi się” etc., a czym innym „Ta książka to totalne dno!” albo „Ten film jest beznadziejny” (czy też: nienawidzę muzyki tego zespołu), gdy się danej twórczości nie zna. Opierając się na przypuszczeniach, zostawiamy pole na swoje odczucia (ja pole na takie odczucia zostawiam, gdy ktoś proponuje mi czytanie książki o miłości w Toskanii itp.), ale pisząc coś z całą pewnością, sugerujemy, że coś znamy. Tak naprawdę, bardzo często, dana osoba nie czytała książki, nie widziała filmu i nie słyszała nawet jednej nuty zagranej przez dany zespół, ale i tak uważa, że to chłam. Skąd bierze się taka krytyka nieznajomości?

Z bardzo ciekawą rzeczą spotkałam się przy okazji filmu "Dywizjon 303", który zresztą opisywałam na blogu (właściwie to oba, polski i brytyjski). Pewnie powinnam zauważyć takie zachowania wcześniej, ale może mój umysł w jakiś sposób je wyparł? Daty premier kinowych sprawdzam zawsze na Filmwebie i tak też zrobiłam tym razem. Okazało się, że oba filmy miały już sporą ilość bardzo krytycznych komentarzy… jeszcze przed premierą! Że na pewno gówno, że chłam, efekty nawet zdążyli ocenić, a filmu jeszcze w kinach nie było. Może coś mnie ominęły i ci użytkownicy byli na jakiś prapremierach albo wiecie, tych pokazach dla gwiazd, które grały w danych produkcjach? Albo może po prostu z jakiegoś sobie tylko znanego powodu siedzą i już myślą o tym, jaki to szajs wyjdzie z czegoś, co jeszcze się nie pojawiło? Jak masz dwoje niezbyt atrakcyjnych znajomych, którzy są parą i kobieta zajdzie w ciąże, to mówisz: ale wasze dziecko będzie w ch*j brzydkie, wnioskuję po waszych twarzach? No chyba nie, i to nie tylko kwestia tego, że nie wypada. Może akurat ten bobas nie będzie wyglądał jak wymięty kartofel, a geny piękności odziedziczy w linii wprost od babci, której nie znasz, a która była kiedyś Miss Moskwa.

Wyżaliłam się w sposób odpowiedni. Dziękuję wszystkim cierpliwie czytającym.

A jakie są wasze refleksje na temat przedpremierowych opinii i krytyki nieznajomości?


7 maja 2019

Brawurowa obrona aureoli.

Okazuje się, że polska policja jednak jest w stanie dokonać niezwykle brawurowej akcji. Otóż potrafią w iście Holmesowski* sposób podejść przebrzydłego zbrodniarza, jakim jest pewna pani, w pewnym wieku, która odważyła się okalać Bozię aureolą z tęczy.

Zbrodnia to taka, że, jak wiadomo z ikon i obrazów, Bozi ulubione kolory to biały i niebieski, może trochę czerwony. I szlus. Ale nie o tym mowa.

Skądinąd wiadomo mi, że pewnych wypadkach policji zdarzało się rozkładać ręce. Ot, nie aresztują pana, który soczyście spuścił wpierdziel żonie. Nie, gdy ona zgłosi pobicie - mają kilka dni, wezwą go na komendę, wyjaśnią. Ba, nawet spróbują pogodzić! Sytuację załagodzić, przekonać pana do terapii dotyczącej agresji etc. Ot, takie działania, bo inaczej nie mogą.

I choć mówi się, że telewizja kłamie, to nie raz i nie dwa spotkaliście się na pewno, z tym że ktoś coś ukradł, kogoś pobił, komuś groził czy nawet jest podejrzany o cięższe przestępstwo, a sprawa ciągnie się tygodniami, miesiącami... Zanim te nakazy, zanim go wezmą na komisariat (czy raczej wyślą zawiadomienie i poczekają, aż łaskawca się zjawi)...

A tutaj proszę, obraza uczuć religijnych, no i nakaz się szybko znajdzie, i na komendę nawet podwiozą w celu wyjaśnień, ba! zarekwirują sprzęt, żeby się przebrzydłe babsko nie mogło więcej kalać przestępstwem. Na szczęście nie rekwirują maczet i noży pseudokibicom, którzy latają z nimi po nocach między blokami. Bo co by chłopaki zrobili? Na szczęście nie zamykają tych biednych panów tłukących swe żony ani tych biednych pań tłukących jak opętane swe dzieci, bo jak to tak - śledztwo musi trwać, a jeszcze opinia od sąsiadów i pani z kiosku, a jeszcze rozmowy i wyjaśnienia, zawiadomienia, awiza, świstki.

Ale to co innego, to nie obrona przenajświętszej aureoli.

*jeśli nie ma takiego słowa, niniejszym nadaję mu moc sprawczą na Histerycznej 

___________
Zobacz też:



Znajdź mnie:




31 października 2018

Jak zrobić ozdoby na Halloween? DIY Halloween.

Dzisiaj podzielę się z wami sposobami na domowe ozdoby na Halloween. 

Od razu informuję, że to nie jest perfekcyjne DIY, także wszystkich, którzy pragną sprawić, by znajomym opadły szczęki, zapraszam do wyszukania czegoś innego w Google. Tych, którzy ozdabiają dom tylko po to, by znajomym opadały szczęki, zapraszam do znalezienia nowych znajomych, bo w waszej relacji coś musi być nie tak.

Jeśli natomiast należysz do osób, które nożyczkami mogą co najwyżej poszlachtować się lub wydłubać sobie oczy - idź do sklepu z serii Wszystko za 5 zł i kup ozdoby, będzie bezpieczniej. Chociaż, prawdziwa krew na ścianach jako dekoracja na Halloween też przejdzie.



Do wszystkiego, co widzicie na zdjęciu (poza świeczkami i szklankami) wykorzystałam:

  • 1 kartkę z bloku technicznego, białą
  • 1 kartkę z bloku technicznego, czarną
  • 4 kartki z bloku rysunkowego, białe
  • 1 roleczkę czarnej bibuły i 1 roleczkę pomarańczowej
  • 1 kartkę z "wycinanek" zieloną i 1 brązową
  • klej w sztyfcie, pisaki
  • 5 rolek po papierze toaletowym


Poziom trudności: pomagało mi niespełna 3 letnie dziecko.

Straszydełka (children translate: ludzki łaaaaa!)

Najszybsza i najprostsza rzecz - straszydełka z niedorozwiniętymi skrzydełkami.



1. Rolka po papierze toaletowym musi być wysmarowana. Klejem oczywiście.

2. Rozłóż na stole bibułę (tę czarną, dziecięcą) i owiń nią rolkę, jak przy wałkowaniu ciasta (toczeniu butelki po stole). Wszystko, co wystaje - obetnij.

3. Wytnij z białej kartki technicznej ząbki. Trójkąciki, które zostaną, będą oczami. Po prostu maźnij gały pisakiem. Naklej na ludzika.

Polecam wycinać od brzegu, żeby zużyć jak najmniej papieru. Niech zostanie coś jeszcze z tego 500+.

4. Udawaj, że wycinasz z czarnej kartki skrzydła nietoperza. Gdy już totalnie spartolisz, wymyśl nową nazwę na swojego nietoperza (np.: straszydełko). Przyklej skrzydła.

Voila!

Dynia

Wersja dla równie wybitnych, co ja - wszystko będzie ci odstawać, ale satysfakcja gwarantowana.

1. Weź jedną rolkę papieru i pacnij ją na pół.

2. Z kartki technicznej - białej, powinno zostać ci jeszcze dużo. Potnij ją w paski.



Gdy robiłam sówki ludzie pytali mnie o konkretną ilość papieru. Nie pytajcie mnie tym razem o grubość pasków. Skąd mam wiedzieć jaki macie papier w kiblu i jaka duża jest rolka?


3. Paski przyklej do rolki w taki sposób, jaki widać na zdjęciu. Zrób to oczywiście dookoła - ja zużyłam po 6 pasków na każdą dynię. Ale moje paski były krzywe, bo linie rysowałam sobie od linijki, której nie potrafię równo ułożyć na kartce.

4. Naklejone paski od zewnątrz wysmaruj klejem.

5. Teraz czas na poziom: nerwica. Owiń swój "szkielet" dyni pomarańczową bibułą. Paćkaj tyle kleju aż się przyczepi.

6. To, co zostało na górze i na dole, prawdopodobnie możesz również przykleić. Ja wepchnęłam to do wnętrza dyni, że niby tak miało być.

7. Wytnij dwa paski z zielonej karki. Sklej je tworząc "listki". Przyklej je na górę dyni.

8. Z brązowego (lub jakiego tam chcesz) papieru wytnij japę i oczy. Przyklej.

Gotowe!

Nie pozwól dziecku lizać dyni. Bibuła namoknie cała praca na marne.

Nietoperze-szmateczki na okno

Z pewnością możesz wykonać je staranniej niż ja. Zrobią wówczas lepsze wrażenie. Moja wersja:



1. Narysuj "szablon" nietoperka na trzech kartkach z bloku rysunkowego.

2. Wpadnij na to, że sztywne byłyby lepsze. Sztywne przecież zawsze są lepsze (if you know what I mean). Wzrusz ramionami i rób dalej. Najwyżej będą szmateczki.

3. Wytnij swoje szablony tak, by została "ramka" nietoperz. Wysmaruj ją klejem.



Jeśli podczas paćkania klejem upitolisz nietoperzowi główkę, nie męcz się z przyklejaniem jej. Zrobienie nowego nietoperka zajmie mniej czasu.

4. Obklej nietoperka z dwóch stron czarną bibułą. Wytnij to, co wystaje.

Punkt dodatkowy: 5. Jeśli wyszło ci niedokładnie, ma gdzieś białe prześwity, itd., po prostu pierdyknij na to ścinki czarnej bibuły (jak na jednym u mnie). Że niby tak miało być.



W razie gdyby sąsiad zapytał, dlaczego wieszasz hitlerowską gapę na oknie odpowiedz:
- Ciągnie swój do swego, co?
Z pewnością da ci spokój.

To by było na tyle. Ozdoby ustawić wedle własnego uznania. Dla posiadaczy dwóch kotów i dzieciaków - świeczki stawiacie przy bibule na własną odpowiedzialność!