Przejdź do głównej zawartości

5. "O nas bez nas" czyli historia Polski w oczach innych narodów.


Zastanawialiście się kiedyś co tak właściwie inne narody wiedzą o naszym kraju? Zapewne nie będzie dla Was zaskoczeniem, że nie raz przyszło mi myśleć o tym, czego taki zwykły ktoś w obcym kraju dowiaduje się o historii Polski. I oto ostatnio wpadła mi w ręce książka, której fragment miałam przeczytać na zajęcia, a wciągnęłam ją całą.
„O nas bez nas”

Nie będę tutaj oceniała żadnych walorów artystycznych, wydania. Nie napiszę również co sądzę o treści jako takiej, bo to mija się z celem. Czuję natomiast, że powinnam napisać po prostu: bardzo ciekawa pozycja.
Oczywiście dla kogoś, kto nie czytuje literatury naukowej może być bardzo nużąca ze względu na dużą ilość wymienianych autorów, tytułów, ale o to w niej chodziło (między innymi).
Ad rem.  W literaturze naszych sąsiadów informacje o Polsce są przekazywane w miarę rzetelny sposób (Mówiąc oczywiście o konkretnych okresach, bo na przykład o informacjach przekazywanych w czasie istnienia ZSRR nie zawsze można mówić jako „rzetelnych”. Każdemu wiadomo, że państwa bloku wschodniego nie ujawniały wszystkich faktów- a to by było jeszcze pół biedy, gdyby nie fakt przeinaczania niektórych wydarzeń historycznych w wiadomych celach), chociaż nie wykluczając często stosunku autora do wydarzenia- np. na Litwie odnosi się bardzo negatywnie do Polaków. Również na Ukrainie jesteśmy złymi najeźdźcami. Chociaż oczywiście nie wszędzie i nie zawsze, bo nie możemy wrzucać wszystkich historyków do jednego worka. Niemniej tamtejsze społeczeństwa, gdy uczą się historii to właśnie w taki oto sposób: zła Polska. Za to bardzo pozytywny stosunek do Polaków mają na przykład Węgrzy. Jeśli chodzi o Niemcy to tam dopiero „docieramy się” z niektórymi tematami tabu. W ogóle państwa na zachód od nas niewiele do toku nauczania historii wkładają historii Polski. Jednak jak już wkładają to dobrze.
O ile to wszystko nie wygląda tak źle i rozwiązanie kwestii spornych, czy pewnych ocen może polegać na współpracy i wspólnemu opracowywaniu konkretnych źródeł, rozpracowywaniu wydarzeń, to prawie zakrztusiłam się jedzonym w trakcie czytania wafelkiem ryżowym kiedy to byłam przy Stanach Zjednoczonych Ameryki. Historii Polski poznaje się tam niewiele i na dodatek- o zgrozo!- niepoprawnie! Niepoprawne daty, czy pomieszane wydarzenia- oto czym karmią naszych przyjaciół zza oceanu. Pytanie brzmi: po co? Nie chcę nikogo zmuszać, czy namawiać do nauki. Nie mam zamiaru gloryfikować historii Polski i wciskać jej „europejskiego” znaczenia. Jednak jeśli się już uczyć to poprawnie lub wcale.
Dla zilustrowania przytoczę przykład, który najbardziej zapadł mi w pamięci: otóż w jednym z podręczników przy wspomnieniu o rozbiorach Polski widnieje nawet mapa przedstawiająca stan rzeczy z 1795 roku, na której to Warszawa leży na terenie Imperium Austriackiego (co jak wiadomo jest bzdurą totalną, ponieważ Warszawa była bardzo wyraźnie pod zaborem Pruskim).

Jeśli i was ciekawi co ludzie w innych krajach mogą wiedzieć o historii waszej ojczyzny zachęcam do przeczytania „O nas bez nas”. Może i momentami nudzące, przykładami konkretnej historiografii, to jednak warte poznania.

Komentarze

  1. To jest naprawdę ciekawe. Na początku sceptycznie podeszłam do tego Twojego postu, bo co mnie może interesować, co ktoś tam sobie uronił? Grunt, że ja znam swoją historię i to mi w zupełności wystarcza. Ale będę musiała sięgnąć po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie też nie przejmowałam się dopóki nie zobaczyłam tych bzdur.
      Tak to już jest, że my w Polsce tłuczemy dzieciom do głowy historię wszystkich krajów, gdy tam (hen daleko) mają nas gdzieś i jak wiedzą gdzie leży Polska to jest dobrze.

      Usuń
  2. to, że koledzy z zachodu mają ograniczoną wiedzę o Polsce nie porusza mnie tak bardzo. Ważniejsze dla mnie jest jak nasze dzieje są przedstawiane na wschodzie. Jednak najgorsze jest to, że wielu Polaków nie zna dobrze swej historii. Tak ważne tematy jak wojny światowe, XX-lecie międzywojenne czy komunizm nie są poruszane na lekcjach z powodu braku czasu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dokładnie tak! Uczymy przez cały semestr o starożytności, w której to nie mówi się o naszych terenach jeszcze, ale na historię najnowszą nie ma czasu... A po aktualnych reformach dotyczących nauczania historii to już w ogóle szkoda gadać.

      Usuń
  3. Twój profesor to rzeczywiście mądry facet i ma rację.
    Cieszę się, że chociaż w sieci ktoś mnie rozumie i nie uważa, że się nad sobą użalam... dzięki ;-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…