Przejdź do głównej zawartości

6. Esencja związku?

Tak ostatnio wyszło, że moi znajomi coraz częściej narzekają mi na swoje "drugie połówki". Niby poważnie rozmawiamy o związkach, ale jednak zawsze się czuje, gdy z przekąsem mówią o sytuacjach, w których znaleźli się przez "drugie połówki" właśnie. W pewnym momencie padło zdanie, że ja to mam dobrze, bo nigdy się z Ktosiem nie kłócę. W życiu nie słyszałam większej bzdury.

Dlaczego o tym piszę? Po prostu zdziwiłam się, że dla kogoś innowacyjnym wyjściem z sytuacji jest najpierw rozmowa z partnerem a później jakieś ewentualne konsultacje ze znajomymi (których akurat ja nie odbywam, bo nie czuję, bym się z kimś przyjaźniła).

Moim skromnym zdaniem rozmowa z osobą najbardziej zainteresowaną tematem ma pierwszeństwo i jest najlepszym sposobem na rozwiązaniem problemu. Oczywiście istnieją pewne wyjątki, ponieważ czasami ludzie robią coś, co sprawia, że nie mamy ochoty na nich patrzeć a co dopiero rozmawiać. Niemniej jednak jest to jeden z bardziej istotnych elementów.
Nie mam żadnych złotych zasad co do związków. Może to niewłaściwie i ktoś to skrytykuje, proszę bardzo, ale dla mnie chodzi o to, aby umieć się wyrzekać i jednocześnie nie oczekiwać wyrzeczeń. Jeśli oboje się tego trzymamy zawsze możemy dojść do czegoś razem, wspierając się. Nie znam innej recepty.

Co wy o tym myślicie? Najpierw dowiadują się wszyscy wokół a dopiero potem, po milionowych konsultacjach, odbywa się to najistotniejsza rozmowa? Czy może tylko między sobą należy rozwiązywać swoje partnerskie problemy?

Komentarze

  1. Nie ma ludzi, którzy się nie kłócą. Nie powinno się wywlekać takich osobistych spraw na zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieje się tak pewnie dlatego, że ludzie potrzebują otuchy i wsparcia. Gdy spotyka ich jakaś zła sytuacja to chcą, aby ktoś im pomógł. Spotykam się właśnie z takim samym zjawiskiem, bo zazwyczaj wszystko rozwiązuję od razu sama. Nie lubię się radzić kilku osób, bo każdy pewnie będzie miał inne zdanie i potem wynika tylko konflikt 'co zrobić ?' Dlatego lepiej słuchać siebie, swojej intuicji, a pewnie wyjdzie nam to na dobre :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…