Przejdź do głównej zawartości

7. Psychologia muzyki

"Wybrane zagadnienia z psychologii muzyki"



Psychologia muzyki dziedzina psychologii, która zajmuje się głównie oddziaływaniem muzyki na człowieka, ale również fazami rozwoju słuchu muzycznego oraz uwarunkowaniami psychologicznymi ludzi tworzących i wykonujących muzykę."



Komentarze

  1. Kurczę, aż postanowiłam czegoś się dowiedzieć na ten temat;). Może też sięgnę po książkę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest ciężka, ale warto :) W końcu czego się nie robi, by poznać o kolejny kawałek świata więcej? :)

      Usuń
    2. Dokładnie - poza tym chciałam zrobić doktorat, więc język naukowy mi tak bardzo nie przeszkadza;)

      Usuń
  2. Psychologia muzyki? Pierwsze słyszę. Powiem, że brzmi mądrze i ciut jak dla mnie skomplikowanie.
    Język naukowy mnie bawi, za głupia na to jestem. Zawsze jak czytam jakiś artykuł z dużym użyciem słów naukowych gubię się ;D Czasami jak mi się chce, to otwieram jakiś słownik i do przodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też zdarzało się często gubić i musiałam przepisywać słowa, żeby je później sprawdzić. Zaś po sprawdzeniu to wszystko nagle brzmi sensownie- jakby nie można tak było od razu! ;D

      Usuń
  3. Mhmm. Ja mogę ci polecić Inteligencję emocjonalną Golemana. Świetna książka :).
    Widzę, że też studiujesz pedagogikę. No to będziemy miały tematy rozmowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością sięgnę po nią jak tylko znajdę czas.
      Chciałam tylko sprostować: nie studiuję pedagogiki, tylko Historię nauczycielską (jest bardzo duża różnica, chociaż oczywiście to się jak najbardziej wiąże). :)

      Usuń
  4. :). Bardzo podobne, bo z pedagogiką ma dużo wspólnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobne jest co do prowadzenia zajęć (mamy praktyki) i dwóch przedmiotów: pedagogika (wykład na II roku) i dydaktyka (konwersatorium na I i III roku), jednak są to elementy pozostające u nas w mniejszości i nie mające dużego wpływu na tok i ocenę studiów (3/4 przedmiotów to po prostu historia, badania historyczne, etc., nie dotyczą nauczania). Wpływ mają one tylko na nasz późniejszy (ewentualny) zawód, ale nikt prócz profesorów od dydaktyki i nas (kiedy jesteśmy w szkole) nie przykłada do tego takiej wagi, jak do historii sensu stricto. Nie wiem czy to źle, czy dobrze- ocenię dopiero po studiach. Wiem tylko, że sama w sobie historia bardzo mocno góruje nad kwestiami pedagogicznymi, których jest niewiele.
      Właściwie mogę powiedzieć, że zajęcia na studiach to inna rzeczywistość (historia) i praktyki to co innego (wtedy dopiero wkracza pedagogika).

      Usuń
  5. Na praktykach to się dopiero uczy. :).
    Utworzyłam bloga na blogspocie. Ten sam adres tylko inna końcówka. Sprawdzam jak funkcjonuje strona. Tam też możesz wpaść

    OdpowiedzUsuń
  6. moja szkoła nie pozwala mi na czytanie książek hobbistycznie. Ledwo skończyłam "Lalkę", a już mam zadane: "Potop", "Nad Niemnem" i "Zbrodnia i kara". zostaje mi zbierać książki do wakacji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki, które masz zadane do przeczytania też są przyjemne. :)
      Moja "szkoła" w ogóle nie pozwala mi na nic spoza materiału, jeśli patrzeć na to ilościowo i czasowo. To tylko kwestia samoorganizacji. :)
      No i na szczęście dużo książek zadanych przez szkołę to moje hobby- w końcu sama wybrałam studia. :)

      Usuń
  7. Jak ty zrobiłaś, że pokazuje, jakie blogi odwiedzasz? Jakoś nie mogę tego ogarnąć ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. ooo, no to ja bym na pewno nie przeczytała tej książki skoro jest napisana językiem naukowym. choć nie powiem, zagadnienie całkiem ciekawe.
    a jeśli chodzi o ściąganie to też jestem bardzo nerwowa, przynajmniej tak mi się zdaje. tyle razy już ściągałam a i tak za każdym razem mam pietra, że nauczyciel zauważy, bo wydaje mi się, że robię się od razu cała czerwona, zaczynam wykonywać jakieś nerwowe ruchy itd.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…