Przejdź do głównej zawartości

12. O nowej "chorobie psychicznej" słów kilka.

Ostatnimi czasy w Internecie każdy mógł mieć tę niekłamaną przyjemność przeczytania informacji i artykułów o tym, że Światowa Organizacja Zdrowia (dalej po prostu: WHO) miała uznać wegetarianizm za chorobę psychiczną. WHO wystosowało sprostowanie dementujące ową plotkę, co niektóre portale (podające wcześniej taką informację, notabene pozyskaną z portali obcokrajowych, z tego co wiem to głównie rosyjskiego) pominęły lub też niezbyt wyraźnie to zaznaczyły. Na nasze szczęście jednak sprostowanie można znaleźć w internecie równie łatwo, co samego "newsa". Przyznam szczerze, że nim znalazłam informację od WHO mówiącą o tym, iż podana informacja jest nieprawdziwa, z ogromnym zapałem podeszłam do szukania jakiegoś uzasadnienia uznania wegetarianizmu za chorobę na samej stronie WHO. Nie znalazłam tam żadnej informacji (oczywiście dopiero później mogłam dowiedzieć się, że wynikało to z faktu niezaistnienia takiej czynności organizacji). Niezależnie od tego, że to tylko głupia plotka, postanowiłam podjąć dosyć ciekawy temat.

A jednak informacja ta zdążyła obiec Internet. Mi została przekazana w formie ustnej i dlatego teraz piszę tego właśnie posta- ponieważ dowiedziałam się o niej od osób, które były przekonane, iż WHO ma rację. W międzyczasie (uzyskanie informacji - zdementowanie jej przez WHO) zdążyłam już porozmawiać z kilkoma osobami na ten temat. Okazuje się, ku mojemu osobistemu zdumieniu, że naprawdę jest spora grupa osób, które uznałyby taką decyzję za słuszną.

Argumentacja opiera się mniej więcej na tym, iż natura stworzyła nas (uogólniam; kreacjonista, ewolucjonista, czy ktokolwiek wierzący w jakikolwiek sposób stworzenia organizmów żywych jakimi są ludzie, niech przekształci sobie to zdanie tak, by mu pasowało) mięsożercami ergo niejedzenie mięsa jest urojeniem, zaprzeczeniem naszej natury, chorobą. 

Po części się z tym zgadzam- faktycznie ludzie to mięsożercy od zarania dziejów. Jednak nie sądzę, by wegetarianizm był chorobą psychiczną. Dla mnie stanowi on raczej świadomy wybór ze względu na indywidualną moralność (np. nie chcę zjadać zwierząt, ponieważ uważam, że nie zasługują na śmierć ze względu na moje potrzeby) lub też upodobania dietetyczne (np. uważam, że będę przez to bardziej zdrowym człowiekiem; uważam, że bez mięsa schudnę), i tym podobne. Nasze preferencje żywnościowe, czy też prawa moralne, których chcemy przestrzegać nie są raczej chorobą psychiczną (dopóki nie ocierają się o skrajności prowadzące do samounicestwienia lub krzywdzenia innych ludzi: anoreksja, bulimia, kanibalizm- zaznaczam, że nie wrzucam kanibali i anorektyków do jednego worka, wymieniam po prostu przykłady). 
Nie znam się na organizmie ludzkim i wartościach odżywczych pokarmów różnego rodzaju na tyle, aby mieć jakiś prawomocny głos w dyskusji: czy dieta wegetariańska jest wystarczająca dla człowieka? Z tego co wiem to występują w tej diecie produkty, które skutecznie mogą zastąpić mięso. Spożywania takich zamienników wegetarianie podejmują się z resztą na własne ryzyko. 
Poza tym bzdurą jest jakoby ludzie od ZAWSZE jedli mięso prawie codziennie. Nic bardziej mylnego- wyobrażacie sobie średniowiecznego (albo i nowożytnego, czy XIX wiecznego?) wieśniaka, który wcina codziennie mięso? Oczywiście ludzie wtedy żyli krócej, zwykłe choroby mogły ich zabić- było wiele przyczyn tego, między innymi niewłaściwe odżywianie. Jednak bogaci również żyli wtedy krócej a oni zaś spożywali często spore ilości mięsiwa. Nie będę teraz podejmować się tematu bilansowania diety, czy gdyby zmienili dietę już wtedy to żyliby dłużej, etc. Chodzi mi o sam fakt wykorzystywania nieprawdziwego argumentu, który w jednym zdaniu zestawia ze sobą słowa nie mające prawa występowania razem: "kiedyś wszyscy prawie zawsze/codziennie jedli mięso".

Pomimo tego, iż dodanie przez WHO wegetarianizmu do listy chorób psychicznych zostało zdementowane jako zwykła plotka postanowiłam ten temat podjąć, aby poznać Wasze stanowisko na ten temat (bo jak się okazuje zdania na ten temat mogą być bardziej zróżnicowane, niż mi się wydawało):

Jak myślicie, czy wegetarianizm można uznać za chorobę psychiczną?

Komentarze

  1. to był wykład na temat antyku z Toruniu, raz w miesiącu jeżdżę na takie wykłady. Nazywa się to Liga Starożytnicza, niżej podaję link, gdybyś chciała poznać szczegóły ;)
    http://www.traditio-europae.org/Table/Liga_starozytnicza/traditio-europae.html
    pozdrawiam ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jest chorobą psychiczną. Jaki argument? To tak jakby nazwać buddyste czy chrześcijanina chorego psychicznie. No bo wierzą w istoty, które nie istnieją. Wegetarianizm to wybór człowieka w co wierzyć. On wierzy, że ratuje zwierzęta, bo nie przyczynia się do jedzenia ich. Zaś w religii... jest podobnie tylko inaczej. Na temat religii wole nie pisać, ale to dobry przykład ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. absolutnie nie. przecież to jest wybór każdego człowieka a choroby psychicznej się raczej nie wybiera. poza tym to, że jest to niby zaprzeczeniem naszej natury i co z tego? chyba najważniejsze, żebyśmy dostarczali naszemu organizmowi odpowiednie ilości witamin itp. a w czym będą one występować to już nie jest ważne.

    OdpowiedzUsuń
  4. historia z wosem to są same pytania zamknięte. większość to po prostu wybór A,B,C czy D, ale jest też kilka z prawda/fałsz, były z tego co pamiętam dwa teksty i do tego pytania, uzupełnianie zdań, wskazanie wydarzenia chronologicznie pierwszego i ostatniego, po dwa zadania były z mapką, budowlami, jedno z drzewem genealogicznym. ogólnie rzecz biorąc takich zadań na wiedzę dużo nie było, większość to po prostu odczytywanie z mapki, tekstu itp. albo po prostu na logiczne myślenie :) zresztą jeśli chcesz to możesz poszukać jak wyglądał ten egzamin, bo jest arkusz na kilku stronach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jako wegetarianka czuję się dotknięta:) Fakt, zbyt normalna nie jestem, ale żeby zaraz choroba psychiczna?...Mogłabym tu pisać i pisać, dlaczego uważam to za bzdurę, ale to chyba nie miejsce do tego. Napiszę jedno: nie wierzę wszelkim organizacjom, zwłaszcza tym o zasięgu światowym, które chcą mi dyktować, jak żyć, co jeść, czego nie, itp...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…