Przejdź do głównej zawartości

14. O aerobicznych wygibasach Weidera trochę inaczej.

Zapewne co najmniej kilka z Was zna tzw. aerobiczną szóstkę Weidera, której twórcą jest Joe Weider. Wraz z bratem- Benem- założyli Międzynarodowa Federacja Kulturystki i Fitness. Panowie ci również zajęli się Arnoldem Schwarzeneggera dopomagając mu w jego karierze. Ben jest też przemysłowcem o niemałym majątku.

Nie będę tutaj pisała o sporcie, czy aktorstwie- przedstawiam postaci, które znacie, bowiem chcę się skupić na panu Weiderze (Benie) od trochę innej strony.

Otóż Ben podchwycił hipotezę Stena Forshufvuda (nie wiem, czy dobrze odmieniłam)- szwedzkiego dentysty, który stwierdził, iż Napoleon nie zmarł śmiercią naturalną. Według niego został otruty arszenikiem przez kogoś ze swojego bliskiego otoczenia. Pan Weider zorganizował nawet zespół, który miał sprawę zbadać. Były konferencje, artykuły i książki. Czynił zatem wiele wygibasów w tej sprawie, co być może jest cechą rodzinną u państwa Weiderów. Cały mankament tej "burzy" polega na tym, iż podał on, że fakt otrucia Napoleona na Świętej Helenie został udowodniony- i tak też przyjęło się w myśleniu wielu ludzi.

Jest to nieprawą- wielu naukowców nie zgadza się z tym, istnieje całe mnóstwo wątpliwości: od autentyczności próbek włosów Napoleona, przez źródło arszeniku (który jest w próbkach, których autentyczności nie można udowodnić), aż po (ewentualnego) truciciela [bowiem nie została przeprowadzona dokładna analiza źródłowa (na taką skalę, na jaką powinna].

Właśnie podaniu tych informacji ma służyć książka, którą niedawno przeczytałam:

Tajemnica otrucia Napoleona


Samej książki nie będę recenzować, ponieważ składa się ona z konkretnych relacji: jakie są dostępne materiały, co mówią znane nam źródła, co wykazały badania, co twierdzi pan Weider i jego zwolennicy, co widnieje w aktach sekcji zwłok Napoleona oraz jakie są możliwe scenariusze.

Mnie wcześniej takie książki nie interesowały, ale koledzy gorąco polecali, więc postanowiłam poświęcić te dwie godzinki (książka ma 120 stron i bardzo "zwinnie" się ją czyta). 

Nie będę jej wam streszczać, bo wątpię, że ktoś jest aż tak ciekawy, aby czytać wpis o całej sprawie otrucia (albo i braku otrucia, czy też intoksykacji).
Zainteresowanym zaś polecam książkę.

Komentarze

  1. No to pan Weider ma bardzo szerokie zainteresowania ;) Nie zagłębiałam się w tajniki śmierci Napoleona (jak większość zwykłych zjadaczy chleba), ale zaciekawiłaś mnie tym postem. Niech tylko się skończą matury, to się od razu do tego dorwę :) Swoją drogą, dzięki Twojemu blogowi, mam już całą litanię książek do "przeczytania po maturze" i chyba wystarczy mi tego na najbliższe pół roku ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zostałam skrzywdzona- w gimnazjum pani od historii właściwie nauczyła nas, że został on otruty. Dopiero sama doczytałam na studiach, że to nieprawda (a przynajmniej nie jest to w pełni udowodnione) i było mi strasznie głupio.

      Usuń
    2. W ogóle w szkołach to uczą różnych głupstw. Pamiętam, że w podstawówce uczono nas o szerokości geograficznej jakoś inaczej niż w gimnazjum, a w liceum jeszcze zupełnie inaczej. Powinni to wszystko jakoś uregulować, bo człowiek już nie wie, co jest prawdą, a co nie -,-

      Usuń
  2. ja szczerze mówiąc nie słyszałam o tej tezie otrucia Napoleona.

    ja to nie wiem w ogóle kto wybierał te Koko Koko, bo wszyscy byli za Liberem..ta wersja z Tuskiem jest najlepsza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jesteś szczęśliwym człowiekiem, którego nie wprowadzono w błąd. Teraz możesz sama zagłębiać się w temat "na czysto". :)

      Mi się obie wersje równo podobają. :D Mi też się Ino Roz podobali.

      Usuń
  3. oj no łapiesz mnie za słówka :D no fakt, żużel jest bardziej dynamiczny, a noga no co, większość mówi, że 22 głupich facetów lata za jedną piłką przez 90 minut :) ale mi jakoś od małego wszczepiano miłość do piłki nożnej no i tak zostało :)

    OdpowiedzUsuń
  4. imprezka się udała ;) było mało osób, ale ważne, że ci najważniejsi dotarli.
    A przy okazji zmieniłam link, bo onet się ciągle zawiesza, trochę mi szkoda tamtych wpisów, ale mówi się trudno... zapraszam tu: http://heart-soul-silence.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…