Przejdź do głównej zawartości

18. Biurokratyczny Kościół.


Pomimo moich przekonań mój brat poprosił mnie o tym, bym została matką chrzestną jego córki. Miałam opory, ale zgodziłam się. Przekonał mnie bracki tym, że on uważa, iż matka chrzestna powinna być osobą odpowiedzialną, mądrą, która zaopiekuje się dzieckiem i będzie umiała je pouczać i prowadzić, niezależnie od własnych przekonań.

Wybrałam się zatem do swojej parafii po zaświadczenie. Nie otrzymam go. Wiecie dlaczego? Nie, nie ze względu na przekonania, bo tych przecież ksiądz nie zna. Ponieważ w liceum (szkole, którą skończyłam już jakieś 2 lata temu) nie chodziłam na religię. Powiedziałam, że religia nie miała dla mnie duchowego znaczenia, ponieważ niczego nas tam nie uczono (chyba każdy wie jak wygląda większość lekcji religii), co więcej tłumaczono nam np. że homoseksualiści są jak muzyka techno (w sensie, że przeszkadzają, niesamowite uprzedmiotowienie). Poza tym nawet gdyby miało to znaczenie to podobno każdy ma prawo do powrotu na łono kościoła i każdego się przyjmie. Poza tym moim rodzice nie przyjmują kolędy, co też ma ponoć znaczenie.  Kiedy tłumaczę, że to moi rodzice decydują a nie je (a nawet, że według Pisma Św. Podlegam władzy rodziców, póki nie opuszczę ich domu)- nic to nie daje. Ksiądz był niemiły, bezczelny, nie miał żadnych argumentów poza swoją kartoteką (Notabene czy to nie było nielegalne, że księża uczący w szkołach robili listy uczniów niechodzących na religię? Chyba nawet była o to awantura w TV). 

Nie chodzi już teraz  o mnie – będę chrzestną, czy nie… przynajmniej będę czuła, że mam czyste sumienie  nie biorąc udziału w czymś takim. Chociaż robiłam to dla brata i dla małej. Chodzi o to, że gdyby naprzeciw tego księdza siedziała wierząca osoba byłaby naprawdę poszkodowana. Naprawdę- jak tak można?
Cóż, jeśli coś takiego ma prawo się dziać jestem rada, że nie mam zamiaru należeć do tego kościoła. 

Niemniej i tak pójdę tam raz jeszcze. I będę chodziła aż dostanę to zaświadczenie tylko po to, aby je oddać i powiedzieć, że ksiądz przekonał mnie do tego, że kościół to nie wiara a tylko biurokratyczna machina.

Edytuje wpis, aby odnieść się do tego, co napisałam wcześniej- spotkało to również osobę niewinną (w przeciwieństwie do mnie i moich przekonań). Mianowicie chłopak wybrany na chrzestnego też nie dostał zaświadczenia (chociaż ma ślub kościelny, wszystkie sakramenty, jest wierzący, etc.), ponieważ ostatnio nie przyjął raz lub dwa razy kolędy.

Komentarze

  1. Moim zdaniem między kościołem a Kościołem jest tyle różnic, że można powiedzieć, że to dwie zupełnie odrębne rzeczy. Wielka głupota, żeby zapisywać, czy ktoś chodził na religię, czy nie. U mnie religia do drugiej gimnazjum była niby normalna. Niby było napomknienie, że homoseksualiści to zło, ale to tylko raz, jedne malutki raz, który nigdy nie wejdzie mi do głowy. W tym roku miałam super religię. Mam napisane może z 3,4 katechezy, bo poza nimi to oglądaliśmy jakieś filmy. Istny śmiech na sali. Jedyne, co te lekcje miały wspólnego z religią była szybko zaczęta modlitwa (nie ważne, że dopiero z pięć osób weszło do sali, ksiądz się modlił) ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No też właśnie. To tylko dowód na to, że można wierzyć i nie chodzić na religię, czy nawet nie przyjmować kolędy, etc. Przecież nie o to w prawdziwej wierze chodzi.
      Przez takie pierdoły cierpią niewinni (bo wierzący) ludzie.

      Usuń
  2. ...a później się dziwują, że coraz więcej ludzi odchodzi od wiary katolickiej :) Ja tam na religię uczęszczałam (pomimo tego, że jestem niewierząca) i wychodziło na to, że te lekcje były po prostu żałosne - co i rusz zadawałam jakieś trudne, egzystencjalne pytanie, które zawsze było przez siostrę zbywane tym, że powinnam już to wiedzieć. Ha! Do mnie ksiądz po kolędzie już nie zawita. Taką jazdę miał w tym roku, że ledwo co na serce nie padł ;P Mam strasznie rozbrykanego kota... no i jak Matka Rodzicielka zapalała świeczki, to temu kotu płonący brokat się spodobał i siupnął na ten stół, wypieprzając wszystko (świeczki, krzyż etc.), co na nim było, oblewając księdza wodą święconą. Słodziutki kiciuś :) Diabeł wcielony. Jak jego pani ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mogłam zdzierżyć lekcji religii. Myślałam, że nie będę się nimi nigdy przejmowała. Aż do momentu, w którym dzieci w szkole (w kt. byłam praktykantką) oświadczyły mi na lekcji, że ksiądz uprzedził ich, że pani na historii będzie im mówiła o Darwinie i ewolucji a to nieprawda!
      Kotka masz przekochanego :D Mój piesek (który już nie żyje) wsadził kiedyś księdzu cały łeb pod sutannę (a to wilczur był, ksiądz się troszkę wystrachał).

      Usuń
    2. Darwin ssie, nasza babka od biologii twierdziła, że życie na Ziemi powstało dzięki kosmitom i przyznam szczerze, że najbardziej mi się ta teoria podoba :)

      Hahahaha ;D Spadłam z krzesła x)

      Usuń
  3. Ehh, rozumiem - masakrą jest to co się dzieje w Kościele...mam dwóch chrześniaków i też nie było jak się z tego wymiksować. Zapewne kiedyś dokonam apostazji, bo już dawno przestałam być katoliczką.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…