Przejdź do głównej zawartości

20. Kolejne tytuły: "Romans" oraz co tworzy Eric-Emmanuel Schmitt

Romans


Bardzo łatwa i przyjemna w odbiorze książka, która właściwie nie mówi o niczym konkretnym- po prostu jacyś bohaterowie i jakaś historia będące wytworem wyobraźni autorki. Postaci są bardzo różne i ciekawe a akcja wartka. Opowieść ta jest przepełniona też stereotypami narodowymi, nad którymi warto się zastanowić.

Mam jednak nieodparte wrażenie, że autorka chciała jednak coś przekazać. Mianowicie istotę samodoskonalenia- chociaż moim zdaniem główna bohaterka ukazuje w tym tylko swoją ignorancję i snobizm. Wydaje mi się również, że autorka (Amerykanka) chciała powalczyć trochę ze stereotypem głupich Amerykanów. I niestety, według mnie, nie wyszło- jak już napisałam głowna bohaterka, mimo swoich deklaracji i wysiłków, okazała się ostatecznie ignorantką. Co więcej w narracji napotkałam na kilka sformułowań, które są co najmniej niepoprawne (nie mają racji bytu)- mam nadzieję, że nie są to poglądy autorki (i nie obrazują jej wiedzy) tylko zwyczajna część narracji. No i ostatnia rzecz, którą główna bohaterka robiła, czyli obrona swojej tożsamości jako Amerykanki i buntownicze nastawienie wobec krytyki tego kraju- nie uczepiłabym się tego, gdyby nie fakt, iż właśnie ta postać chciała stać się Francuską! Gdzie tu zatem miejsce na obronę swojej tożsamości, której ktoś dobrowolnie się wyrzeka a nawet wstydzi się swojego akcentu?
Podsumowując- jestem prawdopodobnie dziwna, ale kompletnie nie wiem co autorka mogła mieć na myśli tworząc tak niesamowicie sprzeczną, niezdecydowaną i najzwyczajniej w świecie głupią główną bohaterkę.

Książka jest dobrą rozrywką, nie nudzi, ale niczego mi nie przekazała. I chociaż czytałam ją właśnie w celu zrelaksowania się to nadal pozostaję przy swoich poglądach- książka musi coś przekazywać, ta mi niczego nie dała.
 
5/10
 
Teraz przejdę do dzieł autora "Oskara i Pani Róży"- książki, o której słyszałam tak wiele dobrego, że aż postanowiłam ją przeczytać. Niestety nie zastałam jej na półce wypożyczalni, dlatego też chciałam uraczyć się innymi dziełami tego samego autora. 
 

Pan Ibrahim i kwiaty Koranu


Króciutka historia o problemach życia codziennego przeniesionych do świata symboli.
Zapewne jest to jedno z tych dzieł, których celem było skłonienie czytelnika do refleksji nad swoim życiem. Bardzo podoba mi się symbolika własnego Koranu- własnej recepty na szczęście. I nad tym głównie zastanawiałam się czytając tą opowieść.
Wydaje mi się jednak, że taka pozycja w ręku zbyt młodej osoby może ją skłonić do czynienia rzeczy nieodpowiednich tylko po to, by osiągnąć własne szczęście (nawet kosztem innych).
Sama fabuła jest na tyle ciekawa, by nie znudziła czytelnika oraz na tyle intrygująca, aby dobrnął on do końca.
Spodziewałam się jednak więcej po książce autora, o którym słyszałam prawie same pochlebne opinie. Może kolejne jego dzieła okażą się lepsze. A może po prostu to kolejna książka, której nie zrozumiałam?

5/10

Moje Ewangelie


Nietrudno jest się przebić przez to dzieło w bardzo krótkim czasie. Podoba mi się spojrzenie na Jezusa oraz Piłata od ludzkiej strony. I to chyba wszystko co działa na korzyść tej książki.

Opowieść ta przypomina mi trochę "Not the Messiah" (musical), tyle że to drugie było chociaż zabawne.

3/10

 Ponawiam pytanie- czy można zmienić nazwę etykiety? Czy ktoś wie jak tego dokonać?

Komentarze

  1. Hehe. Do żadnej nie sięgnę :). Nie potrafię przebrnąć przez takiego typu książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to i dobrze, Twoje biedne "ja" nie ucierpi jak moje. :D

      Usuń
  2. Nic z tego do mnie nie przemawia. Już nawet po samych tytułach, a jak przeczytałam recenzję, to całkowicie się zniechęciłam ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Z powieści autorstwa Érica-Emmanuela Schmitta przeczytałam "Oskar i pani Róża" (polecam, bardzo ciekawa i wzruszająca) oraz "Dziecko Noego" (również świetna, o czasach wojny). Obie książki były lekturami w trzeciej gimnazjum i wyratowały moją opinię o dotychczasowych lekturach. Wydaje mi się, że reszta książek tego autora musi być również tak genialna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tych książek Schmitta, o których wspomniałaś jeszcze nie czytałam, więc ciężko jest mi się na ich temat wypowiadać. Ale tak jak pisałam Ci u siebie - każdy ma swój gust, a ja polubiłam tego autora i zawsze chętnie sięgam po jego książki.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…