Przejdź do głównej zawartości

22. "Bóg nie jest wielki. Jak religia wszystko zatruwa"

Książkę przeczytałam już dawno, ale dopiero teraz miałam czas coś o niej sklecić.

Bóg nie jest wielki. Jak religia wszystko zatruwa


Wolnomyślicielska książka, której autor stara się przedstawić swój punkt widzenia na wszelkie religie. Hitchens opisuje nie tylko własne poglądy, ale również podaje fakty dotyczące walk religijnych, różnego rodzaju dyskryminacji, etc. Oprócz tego interpretuje również znaczenie konkretnych relacji w pismach świętych, omawia wierzenia religijne oraz swój punkt widzenia na przekazywane w nich wartości. Poza tym omawia też (oczywiście też ze swoją interpretacją) dowody na istnienie/nie istnienie siły wyższej/stwórcy (jakkolwiek to określić)- jednak nie przykłada do tego aż tak dużej wagi, jak np. Dawkins, dzięki czemu książka nie służy udowodnieniu, że nie ma boga, tylko traktuje o tym, że tak naprawdę religia nie przynosi aż tyle dobrego, jak powszechnie się mniema.

Samo w sobie dzieło jest intrygujące. Autor pisze w ciekawy sposób i przytacza wiele anegdot ze swoich podróży, co sprawia, że dzieło jest przyjemniejsze w odbiorze.  Zaś dodatkowe fakty historyczne nadają treściom wiarogodności (niestety nie pamiętam teraz, czy autor podał dużo konkretnych źródeł).
Dużym minusem jest sam język. Nie wiem, czy to wina tłumaczenia, czy samego Hitchensa, ale czasami ciężko jest nadążyć za myślą autora, miejscami tekst jest niejasny i trzeba czytać go raz jeszcze, co sprawia, że bywa nużący. Ponadto nie czuję się jakbym doznała olśnienia, po prostu kolejna książka, które w gruncie rzeczy jest podobna do innych tego rodzaju. Gdyby nie anegdoty autora oraz wydarzenia (które nie przez każdego są przytaczane) nie wyczytałabym w niej niczego nowego. 

Jednak poglądy autora są interesujące i dlatego ta książka jest warta zachodu.

Komentarze

  1. ...czyli coś, co lubię najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja planuję ją przeczytać, ale póki co muszę się za nią rozejrzeć i ogarnąć się z kolejką książek do przeczytania;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…