Przejdź do głównej zawartości

25. Romansidło !?

Romanse nigdy nie były książkami, które mnie zachwycały. Zazwyczaj czytałam je tylko tak sobie, ku relaksowi. 

Już od jakiegoś czasu piszę kolejną książkę. Pomysł na nią przyszedł mi jakoś sam z siebie, więc postanowiłam, że to spiszę i zobaczymy co dalej. A zatem tworzę i tworzę, jednak nie wymyśliłam niczego nader ciekawego. Niczego, co mogłoby dodać temu pisaniu głębi. Po prostu stworzyłam jakiś świat. Sama w to nie wierzę, ale ja chyba naprawdę od ponad miesiąca jestem w trakcie pisania romansu, do którego nie znalazłam żadnego drugiego dna, ani dobrego przesłania. Po prostu historia.

Nie mam pojęcia co z tym fantem zrobić. Może w trakcie dalszego pisania coś samo przyjdzie?

Komentarze

  1. W sumie czasem potrzebne są takie lekkie historie bez konkretnego przesłania i też są dobre.

    OdpowiedzUsuń
  2. Romansidła i relaks? Mi się te książki bardzo, bardzo źle kojarzą. Pałam do nich przeogromną nienawiścią. Ze względu na to, że są takie durne, płytkie i zakończenie już jest możliwe do odgadnięcia po przeczytaniu mniejszej połowy. No, ale nie wylewam już swoich żali na ten gatunek literacki. Życzę powodzenia w pisaniu :) Pomysły najczęściej przychodzą tak same z siebie. No i w związku tym, nie ma sensu się stresować tym, co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Romansidła czytuję zwykle latem w pełni słońca. Wtedy są idealne: myśleć nie trzeba, a nawet jeśli coś człowiekowi w czasie czytania umknie, nic to, i tak wiadomo, do czego fabuła zmierza.
    Twój romans ewentualny zaś... nigdy nie wiadomo, gdzie nas myśli zaprowadzą, może być intrygujący. A jeśli nie wyjdzie? To mi go podrzucisz, przeczytam któregoś lata :)

    OdpowiedzUsuń
  4. piszesz książkę? ciekawe :) jestem pewna, że coś tam ci przyjdzie do głowy. wena czasami płata psikusy, jak jej chcesz to ani widu ani słychu, ale potem przyjdzie i będziesz mieć takie pomysły, że ulalala :)

    chyba jesteś pierwszą kobietą, którą znam, która nie lubi zakupów : O

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej hej:) Z tej strony mandarynka z piękniejszych:) Usunełam tam konto ale znalazłam Ciebie tutaj- i będę regularnie czytała Twoje wpisy:) Ciesze sie ze u Ciebie dobrze. No i że dostałaś tą propozycję od tego wydawnictwa- to znaczy, że w przyszłości pojawią się kolejne:) Zobaczysz. I dobrze, że nie skorzystałaś z tamtej propozycji- mam niemiłe doświadczenia z tamtym wydawnictwem.
    Buziaki!!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…