Przejdź do głównej zawartości

28. Corsa !

I oto jestem- wróciłam z pięknej, słonecznej Korsyki.  Wyjazd był nie tylko udany, ale również bardzo ciekawy. Ludzie żyją tam zupełnie inaczej, coś niesamowitego. Nie będę was jednak zanudzać wszystkimi szczegółami. Może kiedyś spisze wrażenia z tego wyjazdu albo zamieszczę je w którejś z książek.  

W każdym razie po przypłynięciu promem do Bastii udałam się do Saint Adrea di Cotone, gdzie w górach, w dawnym zamku mieszka moje rodzeństwo (już sam nastrój miejsca i ruiny zamkowe na tyłach domu robiły wrażenie). Prócz przepięknych widoków i ciekawostek z tamtejszego życia odbyłam też kilka spacerów i wyjazdów. Między innymi poszliśmy nad śliczny wodospadzik. Poza tym pracowałam przez dzień w winiarni (co dla mnie było niesamowite, zwłaszcza, że kocham wino). Byliśmy też nad morzem a jeden dzień spędziliśmy w Bastii, gdzie spacerowaliśmy, weszliśmy na Twierdzę, do przepięknej, bogato zdobionej katedry oraz do muzeum (które podobało się chyba tylko mi, ale to pewnie ze względu na zboczenie historyczne, reszta się nudziła).

Tutaj pokażę Wam kilka zdjęć, bo to chyba bardziej interesujący i mniej czasochłonny sposób przekazania wrażeń.


Nie mogłam się powstrzymać przed pokazaniem napisu jaki przywitał nas na postoju w Marsylii :)




Przed dworcem PKS w Toulonie



Widok na Bastię z promu. Swoją drogą pierwszy raz płynęłam promem i muszę powiedzieć, że jak w nocy bujało to naprawdę się bałam. Ciągle spoglądałam przez okno, żeby sprawdzić wysokość fal. Jednak za drugim razem (gdy wracałam) było już spokojnie.



Takimi drogami jeździliśmy (lub szliśmy pieszo przez ponad godzinę) prawie codziennie do miasta i z powrotem (na górę) do domu. Kolejna rzecz, która na początku mnie przerażała.



Góra, na której się zatrzymałam (tam mieszka moje rodzeństwo z rodzinami; nie wiem, czy widać, ale czerwonym okręgiem zaznaczyłam nasz dom - dawny zamek, znajduje się na samym szczycie i w tym łańcuchu jest najwyżej położonym domem).



Widok z okna :)

Nad tamą (po drodze z pracy do domu).

Nam cieplutkim morzem :) Swoją drogę muszę wspomnieć, że woda tam jest naprawdę czysta. Szkoda, że nie jest tak czysto u nas w Trójmieście. 

Teraz trochę zdjęć z Bastii:





(Twierdza)

(Widok z murów Twierdzy)
(W drodze do przystani)


Komentarze

  1. Ależ ci pozazdrościłam :D. W zamku mieszkają, o ja :).
    Cieszę się że dobrze spędziłaś czas :)

    OdpowiedzUsuń
  2. tak to jest, zagranicą ludzie żyją kompletnie inaczej niż w Polsce :) mieszkają w zamku? farciarze! :D widok z okna to mają nieziemski :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie że wrocilas cala i zdrowa no i najwazniejsze, ze Ci sie podobalo ;*** mi jakos leca ;p dzisiaj bawilam sie z taaaakim *______* kotkiem!! Boska byla!!! Jak wroce do Gru to chyba trzeba sie znowu spotkac co ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już oczekiwałam czegoś innego po tym "taaaakim" :D
      Nie "chyba" trzeba, tylko na pewno trzeba :)

      Usuń
    2. No ale ze niby czego ;p ja tak mysle ze do Gru wroce pon/wt to jakos sie spotkamy bo potem Wawa, Praga no i wrzesien juz Gru a pozniej przenosze sie do Szczecina

      Usuń
    3. Ach, no to musimy się spotkać koniecznie jak wrócisz, bo:
      1. Ja przed początkiem września wybywam już do Gdańska, żeby szerzyć edukację :D
      2. Szczecin? O,o Jestem bardzo w tyle. A to już duży argument!
      To do zobaczenia wkrótce- mam nadzieję :)

      Usuń
  4. Wow zdjęcia są niesamowite a same wspomnienia tym bardziej muszą być niezapomniane. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. :) uwielbiam ten kolor nieba... taki jak na ostatnich zdjęciach :) ciekawe czy będzie mi dane na żywo oglądać takie niebo podczas tegorocznego urlopu... :)


    P.S. Dziękuję Ci za miłe słowa! Liczę, że kiedyś moje przemyślenia staną się przemyśleniami mojej książkowej bohaterki..

    Jeśli chodzi o Twoją opinię na temat "Crazy, stupid, love" zgadzam się i mamy bardzo podobne odczucia :) Polecam się na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ślicznie tam jest. Aż zazdroszczę takich Ci udanych wakacji! :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku tam jest prześlicznie...też chciałabym tam pojechać kiedyś. Mam nadzieję, że będę miała okazję.

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne widoki :) Masz co wspominać :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…