Przejdź do głównej zawartości

31. Książkowo

Mój internet oficjalnie stał się jednostką posiadającą wolną wolę. Jest tak ode mnie niezależny, że działa pewnie tylko, jak mnie nie ma. Gdy tylko odpalam laptopa postanawia przejść w stan dziwnej hibernacji.

Jednak z racji przeziębienia połączonej z nudzeniem się postanowiłam powalczyć i dodać wreszcie jakiś wpis.
Praktyki w szkole już zaczęłam, ale opiszę je dopiero po zakończeniu, żeby mieć jakiś pełny obraz.
Poza tym nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło, ale to pewnie przez moje lenistwo połączone z nieogarniętą depresją.

Dlatego dzisiaj nawet nie będę próbowała was niczym zafascynować i dodam opinie o książkach, które przeczytałam jeszcze w wakacje, i o których pisałam na drugim blogu (teraz z tych postów korzystam tutaj a potem go usunę, udaję, że to sprytne).


Widok na taras

 

Treść książki:

Opowieść o trzech młodych dziewczynach, które z małego miasteczka, w którym wszyscy się znają, wyjeżdżają do dużego miasta na studia. Samo dostanie się na polonistykę jest dla nich sukcesem. Jednak w trakcie pobytu na uniwersytecie czeka na nie wiele trudności, które powoli wprowadzą je w  dorosłe życie: nauka, miłość i praca oraz rozwiązanie zagadek przeszłości i zaplanowanie przyszłości.

Subiektywna opinia:

Podchodzę do tego typu książek z wielkim dystansem. Właściwie już gdy słyszę, że będzie o miłości odkładam je. Do tej jednak zabrałam się z braku laku i jestem zadowolona. Jest to jedna z tych powieści, które dzięki lekkiemu językowi czyta się bardzo szybko. Opisy są krótkie, ale barwne i dosadne. Wykreowane bohaterki różnią się od siebie, mimo to przyjaźnią się i wspólnie przeżywają swoje sukcesy i tragedie. Fabuła jest dramatyczna, ale niezbyt trudna do pojęcia. Całość skłania do przemyśleń nie tylko na temat miłości, ale również przyjaźni oraz stosunku do nauki i swojej przyszłości.

Plusy zatem za język, bohaterki i pomysł na fabułę oraz to, że powieść ta przedstawia realia życia młodych ludzi. Nie jest to jednak wymagająca literatura. Właściwie refleksja przychodzi po zapoznaniu się z treścią. Natomiast w trakcie czytania nie trzeba myśleć, co moim zdaniem jest minusem.
Polecam jako książkę na odpoczynek od cięższej literatury.

Ocena: 7/10

Mój Irak

 

Treść książki:

Akcja zaczyna i kończy się w Polsce. Wylot na misję do Iraku otwiera wspomnienia Wojciecha Hajnusa, następnie opisuje on samą misję oraz jej zakończenie. Autor opisuje nie tylko sytuację w Iraku, ale też troski życia codziennego żołnierza na takiej misji, zadania, które należy wykonać oraz sam Irak, stosunek tamtejszej ludności do polskich żołnierzy, itp. Na końcu zostało zamieszczone krótkie kalendarium konfliktu w Iraku. Książka zawiera również fotografie.

Subiektywna opinia:

Nie jest łatwo przebrnąć przez tą książkę. Fachowe nazwy jednostek, sprzętu, etc. spowalniają czytanie tekstu, przez który normalnie można by przelecieć tylko wzrokiem. Poza tym styl autora nie jest zachwycający. Właściwie jest nijaki, zwyczajny. Jednak są to wspomnienia, dlatego nie oczekiwałam, że będą one miały jakąś wybitną formę.

Poznanie życia żołnierza będącego  w Iraku skłania do kolejnych przemyśleń nas sensem tej misji, nad trudami życia w tym miejscu oraz nad organizacją (lub raczej dezorganizacją) oddziałów polskich tam wysłanych. Barwne fotografie (choć niekiedy zaskakuje z czym ludzie potrafią robić sobie zdjęcia…) urozmaicają zapoznawanie się z faktami.

Generalnie rzecz biorąc książka jest wartościowa, chociaż trzeba się z nią zapoznawać uważnie i ostrożnie zastanawiać nad przyswojoną treścią. Dodatkowo pozwala rozumieć sytuację żołnierzy polskich w Iraku jak i sam konflikt. Chociaż nie jest zachwycająca i jak na wspomnienia czasami nudnawa. Polecam, choć z dystansem.

Ocena: 6/10

Talleyrand

 

Treść książki:

Cóż, co tu dużo pisać. Książka ta to monografia poświęcona francuskiemu biskupowi, ministrowi spraw zagranicznych...i człowiekowi, który przez kilka różnych systemów sprawował wiele różnych funkcji – Talleyrandowi.

Subiektywna opinia:

Zaskoczenie wywołuje fakt, jak szybko można przebrnąć przez książkę historyczną będącą dodatkowo biografią. Cóż, Borisow podjął wdzięczny temat- Talleyrand jest postacią barwną, prowadził działalność na wielu polach, mieszał się w różne intrygi, romansował nie tylko z różnymi kobietami, ale również różnymi dworami europy, do tego był biskupem, który następnie wyrzekł się swoich godności. Czy mogłaby to zatem być książka nieciekawa? Nie można jednak odjąć autorowi jego lekkiego pióra, humoru i dobrego doboru cytatów.

Jest to bardzo dobre dzieło o ciekawej postaci, napisane bardzo prostym i przyjemnym językiem, niepozbawione humoru, oparte na rzetelnych informacjach.
Gorąco polecam.

Ocena: 10/10



Komentarze

  1. współczuję przeziębienia :( ja też czuję, że coś mnie bierze, oby mnie nie rozłożyło! w moim typie jest jedynie "Widok na taras" chociaż ogólnie czytam baaaardzo mało, ale jeśli już to właśnie niewymagającą literaturę :)

    no to jak widać nasza wychowawczyni ma specyficzne pomysły. zresztą ja jej ogólnie trochę nie ogarniam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. muszę przyznać, że ta ostatnia książka mnie zainteresowała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnia? No to się zdziwiłam, bo zazwyczaj mało kogo obchodzą historyczne książki, które czytam (z przyjemnością, choć często z przymusu- na zajęcia).
      Jest interesująca, bo sam Talleyrand jest niesamowicie ciekawy. Chyba moja ulubiona postać historyczna.

      Usuń
    2. A no widzisz, a ja ostatnio coraz częściej sięgam po historyczne książki;)

      Usuń
  3. Ja ostatnio jakoś przestałam czytać :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Skończyłam szkołę i wydawałoby się, że będę mogła sobie poczytać książki, a tu guzik -,-

    OdpowiedzUsuń
  5. O, a ja powiedziałabym, że ta pierwsza jest dużo ciekawsza od tej o Talleyrandzie. Ta, ja i historia :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm może na jakąś skuszę się?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…