Przejdź do głównej zawartości

34. No i po gimnazjum.

Skończyłam już swoje drugie praktyki. Tym razem odbywałam je w gimnazjum

Chociaż celowo wybrałam szkołę prywatną, żeby mieć trochę więcej spokoju, to nie spodziewałam się go... aż tyle. 
Wyobrażacie sobie dużą przerwę w gimnazjum, na której uczniowie siedzą i rozmawiają, czytają książki, słuchają muzyki płynącej z głośników a ich największe wybryki to tańczenie na holu i bieganie po korytarzu? Nieopisany spokój. Wręcz nudno było. W zeszłym roku nie wiedziałam gdzie mam oczy podziać i jak mam się roztroić, żeby ogarnąć wszystkie bójki na swoim piętrze.

Generalnie młodzież zachowywała się w porządku. Tzn. oczywiście były osoby, które przeszkadzały, etc. Jak to w szkole. Nie spotkałam się natomiast ze standardową, stereotypową i wciąż atakowaną "gimbazą". 

Praktyki bardzo mi się podobały. Mogłam prowadzić lekcje po swojemu. Uczniowie często zadawali pytania i niektórzy, interesujący się historią, robili to nawet zręcznie. 

Co do poziomu - było duże zróżnicowanie. Czyli znowu- nic nowego, jak na szkołę. Słyszałam opinie o niesamowitym poziomie uczniów w placówce, którą wybrałam. Cóż, ja bym tak nie kolorowała. Skala była bardzo różna. Czasami zdążyłam rozszerzyć materiał a czasami musiałam wykładać treści bardzo łopatologicznie. Ogólnie starałam się dostosować prowadzoną lekcję do klasy oraz zadania do osób. 

Myślę, że nie wypadłam aż tak źle. W każdym razie nauczyciele mnie chwalili. Chociaż dla mnie ważniejsza była ocena uczniów i wydaje mi się, że jest ona raczej pozytywna. A przynajmniej tak to okazywali (chociaż nie mieli w tym interesu, mam nadzieję,  bo cóż mogą ode mnie zyskać na odchodnym? ).

Zawiodłam się trochę na organizacji. Po tak dobrze ocenianej szkole spodziewałam się ... krótko mówiąc ogarnięcia. Panował straszliwy bałagan. Często nie wiedziałam co i kiedy prowadzę, musiałam robić to, że tak powiem "z bomby". Mi to nie przeszkadzało, wolę takie lekcje, ale zdarzało się, że nauczyciel się czepiał, że nie powinnam. Gdzie tu w takim razie logika? Nie musiałabym prowadzić bez żadnego przygotowania, gdyby dawali plan z większym wyprzedzeniem, niż dzień przed albo tego samego dnia rano. Cóż, złożono to na karb rozgardiaszu początku roku. Dziwne, że w poprzedniej szkole, w której byłam, umieli sobie z tym poradzić.

Co do nauczycieli to bardzo różnie- niektórzy byli mi całkowicie obojętni, zaś inni stwarzali miłą atmosferę, pogadali trochę, pośmiali się. Ważny był też oczywiście nauczyciel historii (generalnie w szkole jest trzech), który bardzo mi pomógł przez ten czas jakoś to wszystko ogarnąć. Może to dlatego, że sam całkiem niedawno był na moim miejscu?


To tyle z moich wrażeń. Może powinnam była się bardziej rozwinąć i opisać to ciekawiej, ale nie mam jakoś weny na tworzenie wpisu.
Wrażenia mam mieszane co do samej szkoły, organizacji i niektórych nauczycieli. Natomiast co do uczniów i prowadzenia lekcji - mogę powiedzieć tylko, że było fantastycznie. Nadal, z każdą lekcją i każdym spotkaniem z uczniami, przekonuję się, że wybrałam świetny zawód. Mam tylko nadzieję, że uczniowie podzielają moje zdanie.

Komentarze

  1. spokojni gimnazjaliści - jak dla mnie to jakaś anomalia, bo mam zupełnie inne doświadczenia;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Wczytuję się w te Twoje opowieści i czuję się tak, jakbym czytała powieść fantastyczną ;O

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…