12 października 2012

34. No i po gimnazjum.

Skończyłam już swoje drugie praktyki. Tym razem odbywałam je w gimnazjum

Chociaż celowo wybrałam szkołę prywatną, żeby mieć trochę więcej spokoju, to nie spodziewałam się go... aż tyle. 
Wyobrażacie sobie dużą przerwę w gimnazjum, na której uczniowie siedzą i rozmawiają, czytają książki, słuchają muzyki płynącej z głośników a ich największe wybryki to tańczenie na holu i bieganie po korytarzu? Nieopisany spokój. Wręcz nudno było. W zeszłym roku nie wiedziałam gdzie mam oczy podziać i jak mam się roztroić, żeby ogarnąć wszystkie bójki na swoim piętrze.

Generalnie młodzież zachowywała się w porządku. Tzn. oczywiście były osoby, które przeszkadzały, etc. Jak to w szkole. Nie spotkałam się natomiast ze standardową, stereotypową i wciąż atakowaną "gimbazą". 

Praktyki bardzo mi się podobały. Mogłam prowadzić lekcje po swojemu. Uczniowie często zadawali pytania i niektórzy, interesujący się historią, robili to nawet zręcznie. 

Co do poziomu - było duże zróżnicowanie. Czyli znowu- nic nowego, jak na szkołę. Słyszałam opinie o niesamowitym poziomie uczniów w placówce, którą wybrałam. Cóż, ja bym tak nie kolorowała. Skala była bardzo różna. Czasami zdążyłam rozszerzyć materiał a czasami musiałam wykładać treści bardzo łopatologicznie. Ogólnie starałam się dostosować prowadzoną lekcję do klasy oraz zadania do osób. 

Myślę, że nie wypadłam aż tak źle. W każdym razie nauczyciele mnie chwalili. Chociaż dla mnie ważniejsza była ocena uczniów i wydaje mi się, że jest ona raczej pozytywna. A przynajmniej tak to okazywali (chociaż nie mieli w tym interesu, mam nadzieję,  bo cóż mogą ode mnie zyskać na odchodnym? ).

Zawiodłam się trochę na organizacji. Po tak dobrze ocenianej szkole spodziewałam się ... krótko mówiąc ogarnięcia. Panował straszliwy bałagan. Często nie wiedziałam co i kiedy prowadzę, musiałam robić to, że tak powiem "z bomby". Mi to nie przeszkadzało, wolę takie lekcje, ale zdarzało się, że nauczyciel się czepiał, że nie powinnam. Gdzie tu w takim razie logika? Nie musiałabym prowadzić bez żadnego przygotowania, gdyby dawali plan z większym wyprzedzeniem, niż dzień przed albo tego samego dnia rano. Cóż, złożono to na karb rozgardiaszu początku roku. Dziwne, że w poprzedniej szkole, w której byłam, umieli sobie z tym poradzić.

Co do nauczycieli to bardzo różnie- niektórzy byli mi całkowicie obojętni, zaś inni stwarzali miłą atmosferę, pogadali trochę, pośmiali się. Ważny był też oczywiście nauczyciel historii (generalnie w szkole jest trzech), który bardzo mi pomógł przez ten czas jakoś to wszystko ogarnąć. Może to dlatego, że sam całkiem niedawno był na moim miejscu?


To tyle z moich wrażeń. Może powinnam była się bardziej rozwinąć i opisać to ciekawiej, ale nie mam jakoś weny na tworzenie wpisu.
Wrażenia mam mieszane co do samej szkoły, organizacji i niektórych nauczycieli. Natomiast co do uczniów i prowadzenia lekcji - mogę powiedzieć tylko, że było fantastycznie. Nadal, z każdą lekcją i każdym spotkaniem z uczniami, przekonuję się, że wybrałam świetny zawód. Mam tylko nadzieję, że uczniowie podzielają moje zdanie.

2 komentarze:

  1. spokojni gimnazjaliści - jak dla mnie to jakaś anomalia, bo mam zupełnie inne doświadczenia;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Wczytuję się w te Twoje opowieści i czuję się tak, jakbym czytała powieść fantastyczną ;O

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą opinię.