Przejdź do głównej zawartości

41. Feminizacja słownictwa?

Zaczęłam ostatnio zastanawiać się nad tym, co niektóre kobiety (w tym osoby publiczne) robią, lub czego próbują dokonać, w związku ze słowami używanymi w języku polskim. Chodzi mi o takie przypadki, jak mówienie "ministra" zamiast "pani minister", czy "politolożka" zamiast "pani politolog", itp. Przykłady można mnożyć i bawić się w ich tworzenie, ale nie o to mi chodzi. Zaznaczę tylko, że poprzez słowo "feminizacja" w tym kontekście rozumiem nadawanie słowom form żeńskich, aby wyrazić (prawdopodobnie) chęć podkreślenia, że konkretne zawody/czynności mogą mieć cechy żeńskie, być wykonywane przez kobiety.


Moim zdaniem jest to zupełnie niepotrzebne. Z tego, co wyczytałam (chociaż przyznam się, że za wiele nie szukałam) formy te są dopuszczalne i poprawne. Jednak nie mam naglącej potrzeby zmiany przyzwyczajeń językowych. Co więcej jestem prawie pewna, że nie da się tego zrobić tak po prostu. Język potrzebuje czasu na przekształcenie i niczego nie narzuci mu się siłą. 
Wątpię, by w odległej przyszłości (abstrahując już od tego, czy moje plany i marzenia się zrealizują) przeszkadzało mi, że ktoś mówi do mnie "doktor" lub "profesor". I nie widzę nawet powodu, by wymyślać do tego specjalne formy żeńskie. Tak naprawdę nie będzie mnie interesowało, czy ktoś przyłoży wagę do tego, czy jestem  panią profesor, czy profesorą (?)- ważne, by za tym tytułem szła realna wiedza oraz realne umiejętności i osiągnięcia, na które rozmówca będzie zważał, zamiast na płeć.

Dążę do pytania- czy jest to w ogóle potrzebne? Czy wy, drogie panie, czujecie potrzebę zachęcania/nawoływania do tego, aby takich właśnie form używano? Czy obraża/obrażałoby was używanie zwrotów: minister, socjolog, premier ?
I jeśli jakiś facet się tu zawieruszy- to co panowie o tym właściwie myślą? Jak podchodzą do takiego zachowania niektórych kobiet?

Komentarze

  1. Mi tam jest całkiem obojętnie czy ktoś będzie mówił do mnie "profesor" czy tak jak Ty to napisałaś [szczerze to aż mi się zachciało śmiać]. Tak jak stwierdziłaś ważna jest wiedza, a słów nie mam ochoty się czepiać. Może i jestem za prawami kobiet, ale aż tak feministycznego nastawienia nie mam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też irytują takie na siłę tworzone kobiece odpowiedniki męskich wyrazów. Dlatego też niektórzy dziwią się, że mówię o sobie, że "jestem pedagogiem", zamiast "jestem pedagożką"

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze mówiąc żeńskie formy niektórych słów są dla mnie drażniące i nienaturalne. Zgadzam się, że zmiana przyzwyczajeń językowych jest kwestią czasu, język jest dynamiczny, cały czas się zmienia, ale niech te zmiany toczą się prawidłowym rytmem, a nie na siłę. Szczerze mówiąc wolałabym być panią premier/minister, a nie premiera/ministra. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ludzie już po prostu nie wiedzą, co mają wymyślać. Osobiście, taką nowomowę uznaję za całkowicie bezsensowny twór, bo przecież samego słówka "minister" się nie mówi i jest to zazwyczaj w takiej pełniejszej formie "pan/i mister" i już tutaj jest zaakcentowane, jakiej płci jest.

    OdpowiedzUsuń
  5. denerwuja mnie psycholożki, a ministra już w szczególności, ministra to może być teczka ;) ja jestem za wszelkimi pani... i nigdy tych nowych form nie będę używac ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…