Przejdź do głównej zawartości

43. Rozmowy z katem

Rozmowy z katem


Po raz kolejny o książce, ale tym razem bez recenzji. Swoją opinię napiszę, jak będę miała czas i wtedy na pewno podam Wam link do niej.

W skrócie tylko przybliżę czego dotyczy książka: Są to wspomnienia, rozmowy więzienne, zapisane przez Kazimierza Moczarskiego. Autor, żołnierz AK, trafił do więzienia (po 1945, wiadomo co się wtedy  w Polsce działo). Spędził 9 miesięcy w jednej celi z człowiekiem, który należał do tego rodzaju ludzi, których wcześniej zwalczał- z generałem SS, katem getta warszawskiego, Jurgenem Stroopem.
Co do autentyczności- przytoczę to, co pisze sam autor- Stroop czekał już praktycznie na wyrok śmierci a więzieniu wszystko działa inaczej, niż zwykle. Nawet taki człowiek jak on mógł po prostu chcieć się wygadać. Czasami co prawda zmniejszał liczbę zamordowanych, etc., ale wtedy wtrącał się trzeci współwięzień (również Niemiec), Schielke, i poprawiał dane, na te realne. Myślę więc, że biorąc pod uwagę warunki w jakich odbywały się te rozmowy możemy postawić na ich autentyczność.


Ta książka ma wiele do przekazania i na pewno jeszcze nie raz po nią sięgnę. Wam w tym wpisie chcę zacytować fragmenty, które należą do tych przerażających i fascynujących jednocześnie. Ciężko jest dzisiaj nam przełknąć całkowitą indoktrynację młodych Niemców w czasie rządów Hitlera a co dopiero wierzących w partyjne przekazy dorosłych już Niemców. Temat do badań historyków, psychologów i socjologów jeszcze na długie lata.
Te wszystkie wierzenie oraz teorie "poparte naukowo" powtarzane raz po raz przez Stroopa, i pewnie wielu innych Niemców w owym czasie, są dla mnie potworne, ale też ciekawe. Chociaż sama nie potrafię wejść w umysł takiego człowieka i zrozumieć co go do tych ideologii ciągnęło.

Przejdźmy jednak do najciekawszej i najbardziej zatrważającej części, czyli cytatów:



1. „- A nie uważa pan, że powstańcy w getcie wiedzieli również, że nie jest najważniejsza śmierć, lecz to, jak się umiera, że bronili godności ludzkiej i przyszłej pamięci swego społeczeństwa?- zapytałem raz Stroopa. Ten natychmiast odpowiedział tonem i językiem wyuczonym, partyjnym, NSDAP-owskim:

- Żydzi nie mają, nie są w stanie mieć poczucia honoru i godności. Przecież Żyd nie jest pełnym człowiekiem. Żydzi to podludzie. Mają inną krew, inne tkanki, inne kości, inne myśli, niż my- Europejczycy, „aryjczycy”, a szczególnie niż my- „nordycy”. „

2.  „- Więc ilu pan, Herr General, ujął łącznie Żydów do 16 maja 1943, do oficjalnego zakończenia Grossaktion In Warschau?- pytam któregoś listopadowego dnia 1949 roku.

- Ogólna liczba Żydów zgładzonych i ujętych w czasie Wielkiej Akcji wynosiła 56 065.
(…) Milczymy. W celi robi się różowawo, bo niebo było bezchmurne i zbliżał się zachód słońca. Schielke przerwał ciszę i rzekł:

- 56 065 Żydów to trzysta tysięcy litrów ludzkiej krwi.”

3.Stroop: „Żydzi to naprawdę nie ludzie w naszym pojęciu. Powiem inaczej: Żydzi, Cyganie i rozmaite Mongoły są w rozumieniu prawdziwej nauki prawie zwierzętami albo niepełnymi ludźmi. Małpa jest także, według Darwina, zaczątkiem człowieka. A jednak do małp strzelamy i futra z nich noszą najinteligentniejsze kobiety. Kochamy psy. Ja również miałam ulubionego wilczura alzackiego, ale gdy się rzucił na mnie i rozdarł spodnie, to go zastrzeliłem, właśnie jak psa, a nie jak człowieka. Nasi biologowie stwierdzili, że krew i tkanki Żydów są zupełnie inne niż „aryjczyków”. A przecież „aryjczycy” są wzorem prawdziwego człowieka.”

4. „- Służące miały sporo roboty- wtrąca się Schielke- bo musiały dbać także o park i ogród.

- Nie- rzekł opryskliwie Stroop- Kucharka i pokojówka obsługiwały tylko mieszkanie, mnie, żonę i dzieci. (…) A ogród, panie Schielke, i wielki park pielęgnowali specjaliści. (…) Roboty parkowo ogrodowe wykonywał nieduży oddział Luksemburczyków.  (…) Ci więźniowie Luksemburczycy (łagodni, zdyscyplinowani fachowcy) byli zadowoleni z pracy u mnie. To zawsze lepiej niż siedzieć za drutami lub harować w kamieniołomach.

- Kto pilnował więźniów?

- Mój synek, Olaf. Miał co prawda tylko osiem lat, ale był bojowy i żołnierski. Sprawiłem mu czarne długie buty z giemzowej skóry i kazałem uszyć mundur SS-mański. Mały wyglądał wspaniale. Pamiętam, jak przechadzał się w pełnym uniformie SS wokół pracujących chłopów i ogrodników luksemburskich. Pan myśli, że był bezbronny? Nie! Mój Olaf, dozorując więźniów, miał sztylet SS-mański oraz prawdziwy karabinek włoski (tylko Włosi produkowali bardzo krótkie karabiny o normalnym kalibrze). Karabinek był nabity.”

5. „- Gdyby nie znajdowały się w naszym narodzie- twierdził- jednostki słabe moralnie, obciążone zgnilizną, to dalibyśmy sobie radę z całym światem. (…)

- Trzeba nam było wcześniej przeprowadzić likwidację- ciągnie Stroop- Rżnąć nożami wyrodków i wieszać na hakach jak połcie w rzeźni, z rodzinami i przyjaciółmi! Wszystkich pod chodnik! Nawet tych, co dali się chwilowo otumanić!

Stroop mówi coraz głośniej. Gdy wypluł strumień nienawiści, kończy:

- Las z drzewami chorymi lub skłonnymi do zarazy trzeba nie tylko wyciąć, ale (żeby się nigdy nie odrodził) wykarczować oraz spalić jego nasiona…”

Wszystkie cytaty pochodzą z:  Kazimierz Moczarski, Rozmowy z Katem, Warszawa 1997.

Komentarze

  1. Szczerze przyznam, że historia to zdecydowanie nie moja bajka, ale jeśli jest cokolwiek, co mnie w niej interesuje to jest to właśnie II wojna światowa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie byłabym w stanie tego czytać. Już mi żyłki wyskakują. Co prawda nie skrytykuje tego, ale nie znoszę filozofii które dzielą ludzi na gorszych czy lepszych (dotyczy się to niemca). Wiem, że to bardziej historyczne. Dlatego też nie znoszę historii :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Te cytaty mnie przerażają. Książka z pewnością jest bardzo ciekawa, ale chyba nie potrafiłabym jej czytać. Czytam dla relaksu, przyjemności, podejrzewam, że ta książka (nawet jeśli jest bardzo ciekawa) nie zrelaksowałaby mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tę książkę trzeba przeczytać jeśli się chce zrozumieć duszę narodu niemieckiego...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…