Przejdź do głównej zawartości

45. Przez Oburzenie do Zanussiego

Zanim przejdę do treści właściwiej notki chcę przeprosić z góry za to, że pewnie będzie nieskładna, z błędami, itp. Wynika to z pory (jest już po 22.00) i zmęczenie. Jednak chcę ją napisać dzisiaj.

Nie będę wyjaśniała kim jest Krzysztof Zanussi, bo zapewne każdy o nim słyszał, a jeśli nie, to kilka kliknięć wystarczy, by zdobył podstawowe informacje.

Miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w wykładzie prof. Zanussiego, chociaż on sam starał się unikać takiego określenia ("wykład"), jak i zbytniego przykładania roli do tytułu przed nazwiskiem. 

Wiedziałam, że po wykładzie ma nastąpić projekcja filmu "Oburzeni", który powstał na podstawie krótkiego eseju: "Czas oburzenia" [link do eseju na LC]. Postanowiłam poświęcić czas przed wykładem nie na naukę na zajęcia, tylko właśnie na ten esej. Wybrałam się więc do biblioteki i szybko go wchłonęłam, że tak to ujmę.



Zaczynam od tego eseju, bo chociaż nie zgadzam się z każdym stwierdzeniem w nim zawartym, to ogólnie przyjmuję go do wiadomości i chcę przekazać wam główną myśl tak, jak ją zrozumiałam. Otóż jego autor pisze, że jego pokolenie było tym, które widziało nazizm, stalinizm, za czasów którego (z resztą z osobistym udziałem autora) powstała dopiero Powszechna Deklaracja Praw Człowieka. Mieli zatem z czym i o co walczyć, mieli cel. Dzisiaj natomiast młodzież żyje już w takim społeczeństwie, że nie widzi potrzeby oburzania się. "Ważne, że mi jakoś w życiu idzie, i tyle"- taka jest wizja dzisiejszych młodych ludzi, którzy nie dostrzegają, iż nadal wiele można zmienić. Autor apeluje zatem do młodzieży o porzucenie tej obojętności i porządne oburzenie.

Wracam do Zanussiego. Z takim zapleczem udałam się na jego wykład/spotkanie. Muszę przyznać, że wiele po nim oczekiwałam i nie zawiodłam się. Było, przede wszystkim, bardzo ciekawym przeżyciem. Człowiek z takim obyciem i doświadczeniem życiowy, który dodatkowo potrafi to wszystko przekazać, jest skarbem dla młodych ludzi. Tym bardziej cieszę się, że znalazł chwilę czasu, by się dla studentów i innych gości wypowiedzieć. 
Nie chciałabym przytaczać wszystkich zapamiętanych przeze mnie anegdot, ponieważ oddanie nastroju jego wypowiedzi i tak jest zbyt trudne. Napiszę jednak mniej więcej co powiedział (oczywiście tak, jak zapamiętałam i zrozumiałam). 

Myśl potoczyła się w kierunku zastanowienia się na tym ile my-Europejczycy osiągnęliśmy przez te wszystkie stulecia. Żyjemy w miejscu, w którym zostały zrealizowane (mniej lub bardziej, ale jednak zrealizowane) najważniejsze stawiane kiedyś postulaty: nie ma u nas klęsk głodu, nie ma totalitaryzmów, są demokracje, jest powszechna edukacja, chociaż różnie to bywa, to jednak jest służba zdrowia, która przysługuje się ludziom, różne systemy socjalne, zapomogi, etc. Dodatkowo mamy rozpowszechnioną antykoncepcję- kobiety więc nie muszą się już milion razy nad wszystkim zastanawiać i dokonują innych wyborów, niż w dawnych czasach, jest dostęp do kultury a osoby o odmiennej religii/kulturze, etc. mogą w różnych miejscach Europy kultywować swoje własne tradycje.

Nie ma już nic o co musielibyśmy zawalczyć, co byłoby dla nas motywujące do wszelkich działań.
Dlatego teraz bardziej konsumujemy, niż tworzymy. Ba, konsumujemy nawet to, czego nie potrzebujemy. Pamiętam, jak jedna z bloggerek pisała o reklamach. I tutaj padła kwestia reklamy- ma ona nam wmówić, że potrzebujemy czegoś, co tak naprawdę potrzebne nam nie jest. Rynek trzeba napędzać, więc namawia się nas do konsumpcji.

Co w związku z tym następuje? Pewnego rodzaju zastój a może niedługo regres. Kultura masowa, która (według mojej własnej refleksji) jest o tyle dobra, że dostępna dla każdego, jest jednak jałowa, bardzo niska. Nie sięgamy natomiast wyżej. Prof. Zanussi podał przykład Harlequinów- bo jednak, pomimo tego, że dostarczają pewnego rodzaju rozrywki, to tak naprawdę nie niosą za sobą tyle, ile literatura z wyższej półki. A jednak mają więcej czytelników. 

Odniosłam wrażenie, że prof. Zanussi w pewnym sensie wyraził swoją obawę o to, że ludzie przestają przykładać wagę do swojego rozwoju intelektualnego. Patrzą na to, żeby jakoś im się żyło i fajnie, miło się konsumowało. Tylko gdzie miejsce na coś wyższego?

Odbywałam ostatnio szereg rozmów na ten temat z różnymi ludźmi, w tym jedną dłuższą dzisiaj. I dochodziłam do trochę podobnych wniosków. Chociaż na swoim przykładzie teraz piszę- nie rozumiem jak ktoś może deprecjonować mnie jako osobę, dlatego, że dużo czytam. Niektórzy wyciągają bowiem z tego tylko jeden wniosek- albo jestem nudna, albo zarozumiała, albo jedno i drugie. Bo żebym jeszcze czytała normalne książki (czytaj: tylko powieści) to by uszło. Ale tak to...  Szkoda gadać. Ja uwielbiam literaturę generalnie jednak nie wyobrażam sobie mojego życia bez tej naukowej lub popularnonaukowej.

Nie wiem, czy uznacie, że się mylę, ale nasze społeczeństwo trochę staje na głowie. Jeśli czytasz książki, lubisz rozmawiać na różne tematy to jesteś dziwny, bo lepiej pośmiać się z filmików na youtubie a jak nie będziesz czegoś wiedzieć, to przeczytasz w wikipedii. Ja jak najbardziej oglądam czasami odmóżdżacze, żartuję, śmieję się, chodzę na imprezy, sprawdzam wiadomości w internecie, prowadzę bloga, gadam o pierdołach, czytam fantasy, oglądam filmy... Ale staram się wycisnąć z siebie coś więcej. Być może nie wychodzi mi tak, jak bym chciała, ale próbuję. Jednak czuję się jakby to było coś... odmiennego. Wiem jak niektórzy ludzie mnie traktują i jak traktują robienie czegokolwiek, co wybiega poza ramy "konieczne do życia/do zarobienia na życie/do zdania egzaminu". 

Nie odnosicie też takiego wrażanie, że teraz bardziej "modna" jest obojętność, ignorancja lub zwykła głupota, niż praca nad sobą dla korzyści intelektualnych, moralnych, estetycznych, etc? 

Ja tak. Może właśnie dlatego tak wsłuchałam się w słowa prof. Zanussiego. Może dlatego, choć nie w pełni, przyjęłam esej Hessela. 

Pisałam na początku, że po wykładzie była projekcja filmu. Była to jednak już taka pora, że zmęczenie brało nade mną górę. Nie zostałam zatem, bo nie widziałam sensu, skoro moja percepcja sięgała parteru, a może i niżej. Poza tym i bez opisu filmu notka jest wystarczająco długa, by mało komu chciało się ją czytać w całości.

Komentarze

  1. Zgodzę się całkowicie z twoimi wnioskami. Sama to zauważyłam. Ale ja także nie czytam literatury naukowej tylko bardziej powieści. Ze mnie zły człowiek jest :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie chodzi o to, że ktoś jest złym człowiekiem. Powieści są fantastyczne i dużo wnoszą. Tylko, że niektórzy nie interesują się kompletnie niczym. A ty chyba jakieś zainteresowania, jakąś wrażliwość, etc. masz. Chodzi o pracę nad sobą generalnie. Nie sądzę byś była osobą, która tu wejdzie, żeby mi powiedzieć, że niepotrzebnie czytam i się uczę, bo to nudne i nieżyciowe. Przynajmniej takie mam wrażeni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm, jaki Ty studiujesz kierunek, że masz wykłady z takimi ludźmi? [swoją drogą to ci zazdroszczę, bo mimo mojego zainteresowania fizyką to tego człowieka oczywiście kojarzę].
    Myślę, że jest w tym wszystkim dużo racji, bo niestety, ale większość naszej populacji ma gdzieś innych i ewentualne problemy - nastawieni są tylko na konsumpcję, a tworzenie i zmiany są dla nich rzeczami niestety zbędnymi. Nie rozumieją, że mimo takiego rozwoju jest nam potrzebne wiele zmian i póki one nie nastąpią to niestety, ale nadal będziemy jakby zacofani.

    OdpowiedzUsuń
  4. Masked- studiuję historię na specjalności nauczycielskiej. Spotkanie było zorganizowane przez koło filmowe i szczerze mówiąc nie wiem, czy jest ono związane z jakimś konkretnym kierunkiem, czy jest może międzywydziałowe. Właśnie to jest plusem studiów na uniwersytecie, że nieważne co studiujesz, bo tego typu spotkania/wykłady, itp. są otwarte dla wszystkich. To jest, moim zdaniem, ogromna zaleta studiów. Wystarczy tylko umieć to wykorzystać, bo wiadomo, że wielu studentów nic nie obchodzi i nie chce im się na nic chodzić. Dlatego ty, jak będziesz na fizyce, będziesz mogła wpadać na historię na różne konferencje, jak i historycy do was.
    Ja na przykład lubię pogadanki na fizyce, dzięki którym wreszcie coś z niej zrozumiem. Uwielbiam chodzić na filologię polską- na spotkania z pisarzami. Korzystam też z tego, że budynek Wydziału Nauk Społecznych jest blisko i można wpaść na konferencje psychologów. Chociaż nie będę ukrywała, że szczególnie ważne są dla mnie konferencje historyczne.

    OdpowiedzUsuń
  5. ;) ja się oburzam. Na kilka rzeczy. Oburzam się porządnie. Do tego stopnia, że kiedyś usłyszałam, że jestem "rozżalona życiem" ;D jednak jedna oburzona to za mało...


    P.S. Dzień dobry ;) Internet wrócił do mnie, a papiery w pracy udało mi się oswoić ;D także jestem na wozie :) na razie.... ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. "młodzież żyje już w takim społeczeństwie, że nie widzi potrzeby oburzania się." hmn, wg mnie młodzież dalej się oburza tylko kompletnie w innym kierunku.

    oj tak, najgorszy w tym wszystkim jest wiatr, bo on sprawia, że jeszcze bardziej czuć ten mróz :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Na szczęście znam jeszcze kilku młodych ludzi, którzy czytają. Obym nie doczekała czasów, kiedy nie będę znała żadnych. I w sumie w kwestii czytania nawet nie jestem taka rygorystyczna: pewnie, że niektóre książki nie wnoszą w nasze życie niemal nic, jednak nadeszły czasy, w których już samo składanie liter w zdania staje się czynem chwalebnym.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mała Mi- faktycznie, jedna oburzona to trochę mało. Szkoda, że czasami naprawdę jest coś, co tego oburzenia wymaga, a ludzie potrafią skomentować to tylko czymś w stylu "przestań zrzędzić".

    Saszka- Mi osobiście wydaje się, że autor eseju pojmuje oburzenie w kategorii czynnego działania na co dzień. On np. był oburzony nazizmem i działał we francuskim Ruchu Oporu. Młodzież dzisiaj nie potrafi się zmobilizować. Moim zdaniem też jest do tego zdolna- przykład może nie najwybitniejszy, ale ACTA były taką sprawą. Tylko, że poza takimi akcjami spora część młodych ludzi nie widzi potrzeby rozwoju i "oburzenia" w swoim codziennym życiu. To raczej spontaniczne i wyrywkowe.

    Tanya- ja też nie piszę idealnie, ale bardzo się staram. Wyraźnie widzę, że masz rację, jak np. czasami czytam wypowiedzi pisane w internecie [jakieś dłuższe, bo parę linijek nie zawsze ktoś obmyśla i konkretnie skleca w wypowiedź] lub pisemne wypowiedzi uczniów. Niektórym trudno jest napisać poprawne zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Aż mi wstyd, że nie czytam tego typu książek...ale jakoś nie umiem się zmusić. Ale może po prostu nie dojrzałam jeszcze do tego typu literatury...

    OdpowiedzUsuń
  10. Natalia- przecież jeszcze nie umieramy. Zaczynam się bać, że niektóre osoby wchodzące tutaj, pomyślą, że szkaluję ich przez to, że czytają np. tylko i wyłącznie literaturę piękną. Mam nadzieję, że tak nie będzie, bo nie o szkalowanie i wywoływanie wstydu mi chodziło. Ale cieszę się, że widać jednak jakieś objawy tego oburzenia- ja oburzyłam się na samą siebie, że tak mało robię, niektóre osoby tutaj niezupełnie zgadzają się z tym, co napisałam, twój wpis też mówi już coś o tym, co odczułaś przez te wszystkie słowa obu panów. Widać nie tak źle z nami, bo potrafimy to jakoś przyjąć i przemyśleć.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie mogę się powstrzymać, żeby dopisać, że przecież ty zajmujesz się bardzo szerokim wachlarzem dziedzin, które cię rozwijają. Interesujesz się nie tylko literaturą jako taką, ale też pedagogiką, wydaje mi się, że po trosze psychologią i kryminologią. Na mnie sprawiasz wrażenie bardzo aktywnej i oczytanej osoby. Nie masz chyba powodów do wyrzutów.

    OdpowiedzUsuń
  12. Chciałam odpowiedzieć pod twoim komentarzem ale nie umiem XD
    Racja mam jakieś zainteresowania. Choć wyobraź sobie, że nawet gdy czytam książki powieściowe i tak na mnie dziwnie patrzą. Bo ja je pochłaniam. Oni ciągle mnie widzą z jakąś książką. Albo ciągle coś pisze. Te opowiadania, moje niby wiersze (teraz nie mam natchnienia na nie) powstały kiedy czekałam za czymś. Za koleżanką, w kolejce, za siostrą, za wykładem. Jeśli miałam kartkę i długopis mi to wystarczyło. A lubię tworzyć :D. Dlatego pewnie pochłaniam bardziej powieściowe XD

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie nie da się odpowiedzieć pod komentarzem i nie mam pojęcia jak to zmienić. Uznałam, że to mały koszt, jak na taki dobry szablon :)

    Ja też tworzę i też pochłaniam powieści, jak tylko mam czas. No i właśnie o te spojrzenia mi chodzi! Pomyślałaś kiedyś, że przyjdzie nam żyć w świecie, w którym czytanie/uczenie się/aktywność będą postrzegane jako dziwne i gorsze od obojętności i głupoty?

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie myślałam. A tu proszę :(

    OdpowiedzUsuń
  15. Cieszę się, że masz o mnie takie zdanie. Ale ja już tak mam, że im więcej wiem i im bardziej jestem aktywna, to tym bardziej widzę, że to co już udało mi się osiągnąć to tylko kropla w morzu. Ale to podobno oznaka mądrości;p

    OdpowiedzUsuń
  16. Ach, nie o idealnie tu chodzi, a właśnie o staranie się :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja w odpowiedzi na komentarz u mnie :)


    Nie no, nie obrażę się, "uroczy" brzmi miło, więc biorę to za komplement ;P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…