Przejdź do głównej zawartości

48. Spacery z cierpieniem



Postanowiłam w końcu się przełamać i wklepać tutaj moje wiersze. Nie napisałam ich wiele. Zacznę od jednej... hmm... "serii", której nadałam tytuł taki, jak poniżej i jak w tytule wpisu. Nie tytułuję natomiast poszczególnych wierszy, nigdy tego nie robiłam. Zachęcam i wręcz proszę  o opinie. Jednocześnie do prośby tej dołączam prośbę o wyrozumiałość- akurat dzisiejsze to dwa pierwsze moje wiersze. Generalnie wiersze, które będę tutaj publikowała w najbliższym czasie pisałam na przełomie gimnazjum i liceum. 


Spacery z cierpieniem

Każde z nas biegnie nieprzerwanie,
                     biegnie w złą stronę,
                     ma serce rozerwane
                     grające główną rolę.

                                                                  Gdzie tak pędziła?
Jaki był cel do nikąd ucieczki?
       Przed czym się chroniła?
                   Przed śmiałością,
                            zazdrością,
                                 złością,
                                miłością?

Dlaczego to, co piękne, tak szybko się kończy
a to, co złe, na wieki w sercu zostaje?
Dlaczego łatwiej oskarżyć, niż wybaczyć?
Dlaczego łatwiej nienawidzić, niż kochać?

Może dlatego, że dla wielu, łatwiej odpuścić, niż walczyć…

~~*~*~*~~

We własnej sieci obłudy
We własnej pustce ciemności
Przez życie prowadzące do zguby,
pędząc, w poszukiwaniu jasności.

Drogi kręte, korytarzy miliony
Bez lampy, świecy, słońca
Przez życie biegnące stokiem stromym
pędząc, w poszukiwaniu końca.

Samotnie, wciąż szczęścia szukając
Patrząc na niewyraźne chmury na niebie.
Przez życie, na oślep, doświadczenia nie mając
pędząc, w poszukiwaniu samej siebie.

Komentarze

  1. Ja to nazwałam labiryntem życia :). Teksty dają do myślenia i w sumie bardziej wiadomo o co w nich chodzi niż w moich i Wiewiórki dziełach XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Te teksty zdecydowanie dają do myślenie! Mi bardziej spodobał się ten pierwszy, ale oba są dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  3. lubię amatorską poezję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że nie tylko ja dostaję grafomanii jak zaczynam pisać poezję - ta mania na temat rozmieszczenia wersów ;)

    Jeśli miałabym powiedzieć coś więcej... Z pierwszego czuć bijącą rozpacz, nie umiem tego wytłumaczyć (to w końcu poezja!). Z kolei drugi jakoś bardziej do mnie przemawia. Taki bardziej... w moim guście. Nie wiedząc dlaczego, czytając go w pewnym momencie ujrzałam obraz psychiatryka... Ale ja widzę różne dziwne rzeczy ;)
    Oba niezłe ;)

    Weny !

    OdpowiedzUsuń
  5. Super! Bardzo mi się podobają!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…