Przejdź do głównej zawartości

50. Szanowna młodzieży i Poseł B.

Otóż w pewien mniej lub bardziej, piękny dzień wybrałam się, nie sama zresztą, na spotkanie z posłem Biedroniem.

Usiadłam sobie na sali i spokojnie czekałam aż się zacznie. Niestety nie wszyscy umieli być tak spokojni, jak ja. Przyszli chyba głównie po to, by Pana Posła "disować", jak to się ładnie teraz mówi. W sumie to się tego spodziewałam. Chociaż obraźliwa koszulka to już chyba przesada- jak ktoś chce ukazać swoją dezaprobatę dla Pana B., to może powiedzieć coś mądrego, a nie ubrać koszulkę z obraźliwym, i  głupim skądinąd, napisem.

Szanowny Pan Poseł albo się spóźnił, albo ja źle wyczytałam informację o godzinie spotkania. Przeżyłam jednak oczekiwanie i spotkanie rozpoczęło się.

Cóż, nie można na pewno Panu Posłowi odmówić pewnego uroku i tego, że jest kontaktowy. Pięknie opowiada, maluje wizje o wizjach, etc., momentami był nawet zabawny. 

I tutaj czar się kończy.

Wiem, że to polityk, dlatego nie byłam zdziwiona, gdy ilość konkretów w wypowiedzi oraz późniejszej dyskusji sięgała aż... zera. Nie wiem, czy to młodzi zeszli na taki niski poziom dyskusji, czy Pan Poseł celowo tak nakierował rozmowę, aby nie odpowiadać na merytoryczne pytania. Właściwie, to muszę zaznaczyć jeszcze jeden dar- cudownie Pan Poseł potrafi nie odpowiadać na zadane pytania i mówić o czymś zupełnie innym. Przynajmniej tak było na tym spotkaniu.

Nie chcę obarczać winą za słabość spotkania tylko Pana B. Osoby zadające niewyszukane pytania też się do tego przyczyniły.
Rozmowa właściwie kręciła się wokół tematów: homoseksualizm, ateizm, zachowanie w mediach, pomoc dla młodzieży. Przy czym wszystko bardzo ogólnie i w taki sposób, w jaki rozmawiają o tym licealiści na 5 minutowych przerwach. Było też kilka pięknych historyjek.

Zastanawiam się, czy wszystkie spotkania z naszymi parlamentarzystami tak wyglądają. Mam nadzieję, że nie. Oczywiście tym postem nie chcę nikogo zniechęcić do takich spotkań! Generalnie spotkania z politykami są ważne, dużo dają, chociażby to, że widzisz taką osobę w zupełnie innym świetle- staje ona przed żywymi ludźmi i albo sobie radzi, albo nie.

A wy byliście kiedyś na jakimś spotkaniu z politykiem? Może czas się wybrać?

Komentarze

  1. Widziałam prezydenta Niemiec i Polski, mogłabym się z nimi spotkać, ale nienawidzę osób medialnych :/. Więc raczej nie skorzystam z ich "mądrości".

    OdpowiedzUsuń
  2. Staram się trzymać od polityki jak najdalej mogę, wolę poczuć swą złudną namiastkę wolności.

    OdpowiedzUsuń
  3. mnie jakoś nigdy nie ciągnęło na tego typu spotkania - od polityki wolę się trzymać dość daleko - wystarczy mi tylko wiedzieć, co gdzie, kiedy i kto ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. z jednej strony poszłabym z ciekawości, z drugiej nie wiem czy bym wytrzymała

    OdpowiedzUsuń
  5. Amelia, czemu miałabyś nie wytrzymać?

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety, wiele takich spotkań tak wygląda. Ogólnikowy przekaz, często propagandowy (chyba, że na sali są naukowcy - politolodzy lub historycy, wtedy jest jakaś krytyka i w miarę utrzymany poziom dyskusji), bez konkretów. Chociaż można czasem naprawdę się pozytywnie zaskoczyć, kiedy polityk nie z twojej opcji, demonizowany w mediach "mówi z sensem".

    OdpowiedzUsuń
  7. Hamster, pewnie masz rację. Akurat w tym wypadku na sali byli politolodzy, ale miało to byś spotkanie ze studentami, więc myślę, iż nie wtrącali się właśnie po to, by młodzi sami spróbowali swoich sił.

    Nie wiem ilu było studentów z jakiego kierunku. Większość pewnie z politologii, bo to ich wydział, ich koło organizowało, etc.
    Powiem ci, że przed spotkaniem, wraz ze znajomymi, podczytaliśmy trochę, by pozadawać pytania. Jednak w trakcie tej jałowej dyskusji, która się toczyła, straciliśmy ochotę na przebijanie się i przekrzykiwanie po to, by pytać o komisje sejmowe, etc., skoro ciekawszy dla ludzi na sali jest krzyż i dlaczego Posłowi B. smutno z powodu jakiejś salki, która nie była salką, tylko czymśtam, czy cośtam... Wybacz, że odpowiadam tak elokwentnie, ale tak właśnie odebrałam to spotkanie: jako mówienie kto "cośtam" lepiej lub gorzej. Nic więcej.

    OdpowiedzUsuń
  8. nie byłam na żadnym spotkaniu z politykiem i chyba nie zamierzam, bo wiadomo, że żadnych konkretów tam nie usłyszysz, w większości będą ci tylko wciskać kit jak cudownie jest żyć w naszym pięknym kraju (no z ich pensją to na pewno...)

    hah, pokażę chyba w najbliższym (albo jeszcze następnym) poście :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie byłam. A właściwie byłam, na kilku spotkaniach z politykami lokalnymi. Porażka: gadają dużo i o niczym. Dla porównania byłam na spotkaniu z lokalnym politykiem w Austrii: mówił równie dużo, ale ciekawie i świetnym angielskim. Może to jednak nie reguła, a zwyczajnie miałam szczęście?

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie byłam i nie wybiorę się. Zbyt szanuję swój czas. Nie mam ochoty na słuchanie kłamstw, na odgrywanie jakiejś nędznej roli... nie interesuje mnie to :)
    Może i nie jestem dobrą obywatelką... ale polityce mnie nie interesują. Ich kłamstwa... matactwa... nie, dziękuję!
    A Ty? :) jaki miałaś cel w pójściu na takie spotkanie?


    P.S. Kapeluszy warto szukać w ciucholandach :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie jestem fanką polityki, ale na pewno będę żyła w Polsce (przynajmniej taki mam plan), więc myślę, że warto wiedzieć czasami co się dzieje i kto mną rządzi. A poznanie polityka, nawet jak odgrywa tylko swoją rolę, daje więcej, niż zobaczenie go w telewizji lub na plakacie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Daje więcej? Czyli co? :)


    P.S. A wiesz, że są takie grafiki, na których umieszcza się przedmioty, których nie chcemy zapomnieć? :) Wieszasz taką przy drzwiach i już! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzięki takim spotkaniom można zobaczyć, czy polityk jest w stanie odpowiedzieć na pytania, czy potrafi mówić o czymś konkretnie, jaką ma prezencję na żywo, etc. Spotkanie to jest oczywiście dla nich grą, ale mimo wszystko dowiadujesz się po nim więcej, niż po obejrzeniu programu w telewizji :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…