Przejdź do głównej zawartości

53. Jest sobie daleko taka Sahara Zachodnia...

Pamiętam jak w gimnazjum moja nauczycielka historii biadoliła intensywnie nad tym, że gdy Polska była pod zaborami, później pod okupacją i jeszcze dalej pod reżimem komunistycznym, nikt z wielkich tego świata nie upominał się o nią i nie krzyczał. Chyba, że była dobrą kartą przetargową.
Myślałam sobie wtedy- co to był za świat?! Ja, młody, chłonny umysł, byłam wielce oburzona postawą innych krajów- no, bo jak to?! Taka sobie Polska została zajęta przez inny kraj a co na to reszta? Nic, prócz pustych deklaracji!

Lata po tym potrafię sobie uświadomić dlaczego tak było i spróbować zrozumieć interesy, a nawet podjąć próbę pojęcia geopolityki.

Przychodzi wreszcie taki moment, kiedy siadam, aby napisać wam o książce, którą przeczytałam, a może raczej o miejscu, o którym ona mówi.

Jest sobie bowiem takie miejsce, jak Sahara Zachodnia. Kto by pomyślał, by się tym interesować? Ot, piasek zapewne. Cóż, może nie sam piasek, bo są tam też ludzie, którzy walczą o swoją niepodległość, jak to kiedyś walczyła Polska. I są tam też złoża, ale nie na tyle istotne, by ktoś chciał ich uwalniać. Maroko, które okupuje ten kraj, jest ważnym partnerem dla państw, które mogłyby się tym konfliktem zająć, więc... po prostu one tego nie robią. Cóż z tego, że są tam ludzie, którzy chcą niepodległości już od wielu lat? I cóż z tego, że praktycznie nigdy nie przeprowadzono tam dekolonizacji, chociaż w teorii ONZ jest przeciwna kolonializmowi i "zlikwidowała" go w Afryce?

Mogłabym przytoczyć wam wszystko, co przeczytałam w książce M. Malinowskiego, czy też w książce prof. Kosidło. Tylko po co? Po fakty możecie sięgnąć do internetu albo do wspomnianych pozycji. Nie ma sensu rozpisywać się o faktach, które każdy chętny może spokojnie znaleźć, bo nie ma sensu was zanudzać.

Nie mogę się jednak powstrzymać, by chociaż nie wspomnieć Wam, że taki kraj istnieje i przez pewne państwa jest nawet uznawany. Są ludzie, którzy nazywają siebie Saharyjczykami, jest rząd na uchodźstwie, jest konstytucja, jest określona państwowość od 1976 roku. Mają historię i swoje symbole, które łatwo można znaleźć:


Nie mają jednak wolności.


Póki co duża część tego kraju jest okupowana przez Maroko. ONZ od wielu lat udaje, że energicznie działa w tej sprawie. Natomiast Saharę Zachodnią dzieli ogromny kompleks wałów wyposażonych w najnowszą technologię, przez które nikt się nie może przedostać- ich własny mur chiński, tylko, że mniejszy, zbudowany przez Maroko. Póki co Unia Europejska była w stanie podpisać z Maroko umowy międzynarodowe. Przy konfliktach zbrojnych korzysta się z pomocy Maroka do "wyzwalania" innych regionów, zapominając, że ono samo również jest w pewnym regionie okupantem.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie mamy tam (my, jako Polacy) jakiś szczególnych interesów. Jednak- jaki daje nam to przykład działalności ONZ? Jaki daje przykład przestrzegania praw człowieka na świecie? Jak tak naprawdę to "bezpieczeństwo" się układa, skoro wiemy, że i tak ono nie istnieje?
Ja mogę spróbować sklecić coś o geopolityce, ale przeciętny młody, energiczny Saharyjczyk nie myśli o geopolityce, tylko tym, by mieć własne państwo. Geopolityka to sprawa wielkich. A dla nas, to sprawa etyki, moralności, zwykłych ludzi.

Komentarze

  1. Tak już wygląda nasz świat - ludzie i ich dobro się nie liczy dla tych "wielkich" dzisiejszego świata - ważny jest tylko dochód i pieniądze. Dokąd my zmierzamy? Aż strach pomyśleć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co studiujesz? ;) Ja mam wolne piątki *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdawałam maturę z historii, ale poszła mi wprost tragicznie ;D na szczęście na studia się dostałam :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie no to ja poległam bardziej :D zarządzanie zasobami ludzkimi ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Od razu, czytając początek tej notki, pojawiła mi się mapa polityczna, której dzisiaj się uczyłam. Ta szkoła nie daje spokoju :)

    Meta, mam wrażenie, gdzieś się zatarła. Już nie wiadomo, w którą stronę powinno się iść, a jaką omijać szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. to miłe. :) nie myślałam, że to zdjęcie wywoła u kogoś tak silne emocje. :) cieszę się, chociaż nie jestem pewna, czy powinnam, zważając na to, że te emocje wcale nie są pozytywne.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…