Przejdź do głównej zawartości

54. Pogodzona z Szajsem

Krótki wpisik- jak widać w bocznej kolumnie postanowiłam zaprzestać walki z szajsbukiem i psioczenia na niego. Ostatecznie- cóż szkodzi spróbować wykorzystać go w dobrym celu?

Możecie mnie zlinczować, jestem na to gotowa. Cóż, sprzedałam swoją duszę.
Mimo to zapraszam na profil na szajsbuku: KLIK 
Albo do tzw. "zalajkowania" i śledzenia strony: Histeryczna

Ja będę pisała tam o nowych postach lub, jeśli z waszą pomocą się uda, dowiadywała się, o czym chcecie czytać. Poza tym można tam ze mną popisać ot, prywatnie.

 I to w sumie tyle. Zachęcam do przeczytania poprzedniej notki, o Saharze, jest ciekawsza.

Ps. ... Czuję się szatańsko genialna, zrobiłam i profil, i po katorżniczej pracy wymagającej klikania- stronę. Madness!

Komentarze

  1. Oj tam! Dzisiaj jak nie ma kogoś na fejsie to niemal nie istnieje

    OdpowiedzUsuń
  2. Fejs to zło tego świata xd Gdyby nie fejs to pewnie byłabym mądrzejszym człowiekiem xd
    Dziękuję za mentalne sygnały wsparcia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja niestety filmu do tej książki nie widziałam. jak na razie mama przeczytała ją i była bardzo zniesmaczona.

    ja się fejsbuczkowemu profilowi blogusia nie dam, o nie! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. ja fejsbuka mam, ale praktycznie z niego nie korzystam, czasami zdarzy mi się wejść :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Też nie lubię takich och, ach, srach i blech filmów romantycznych. A ten właśnie jest całkiem inny i przyjemnie się go oglądało ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja też miałam stronę na "fejsie", ale kurde - zablokowałam konto, bo miałam dosyć i niestety nie mam jak tam pisać. Życie ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Też chciałam kiedyś założyć stronę bloga, ale się rozmyśliłam widząc, ilu uczniów mam w znajomych. Zresztą, może mnie już namierzyli, aaaaa!
    Co do poprzedniej notki zaś: moja babcia zawsze narzekała na Amerykanów, że tacy niby nasi przyjaciele w gębie, a jak przyjdzie co do czego, pomagają nam w nikłym stopniu. Ja jej zawsze odpowiadałam, że amerykańscy politycy mają się zająć przede wszystkim amerykańskim społeczeństwem, a nasi naszym. Może już aż tak radykalnie nie myślę, ale generalnie coś z powyższego we mnie zostało: zwłaszcza to, że nasi powinni się zająć nami. Wiem, to egoizm, ale...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest egoizm- to jest trzeźwe myślenie. Polityk powinien zajmować się przede wszystkim dobrem kraju, którym ma zamiar rządzić. Abstrahując już od tego jakich mamy polityków- tak powinno być.
      Tylko szkoda czasami, że na pewne problemy nawet nie zwraca się uwagi i się o nich nie mówi. Bo porozmawiać nie zaszkodzi.

      Usuń
    2. Nie szkodzi, oczywiście. Ale my, w sensie publicznie, wolimy roztrząsać kwestie, na które wpływ nie mamy wcale. Vide dzisiejsza dyskusja w sejmie na temat ratyfikacji budżetu UE. Dyskusja chyba po to, by poudawać, że się pracuje, skoro i tak większość zagłosuje za. O, i dlatego nie oglądam wiadomości - to usłyszałam przypadkiem.

      Usuń
  8. A ja fejsbuczka usunęłam i założyłam nowego. I mam kilkoro znajomych (no póki co). Jest dobrze, czasu nieco więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ja całkiem niedawno zrobiłam to samo i jest mi miło, bo mam tylko kilka osób w znajomych, ale z każdą mogę porozmawiać :)

      Usuń
  9. czemu tak walczysz z fejsbukiem? :)
    ja też zwracam uwagę na tekst, jasne. ale taka gówniana muzyka też musi istnieć, do czego będą tańczyć ludzie w klubach? :p ciężko ich namówić do rock and rolla.

    OdpowiedzUsuń
  10. Szajsbuk ogółem nie jest zły, jeśli się z nim nie przesadzi ;D
    Założenie strony na fejsie pomoże Ci się rozsławić, a trzeba przyznać, że jeżeli ktoś lubi książki to u Ciebie dowie się, co warto poczytać :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…