Przejdź do głównej zawartości

55. W jednej osobie - John Irving

"Kształtuje nas to, czego pragniemy"


Myślałam, że moje wątłe siły fizyczne nie starczą na to, by udało mi się przepchać przez tłum niezrozumienia i nietolerancji oraz wielu innych "nie...". Na szczęście, przy pomocy łokci, wyćwiczonych dzięki komunikacji miejskiej, wydostałam się wreszcie na świeże powietrze pełne Irvinga. 



 
Muszę powiedzieć, że Irving już dawno zawrócił mi w głowie i jest jednym z tych pisarzy, u których wulgarność niektórych zdań mi nie przeszkadza,bo absolutnie wpasowuje się w treść.

"W jednej osobie" to kolejne jego dzieło, które przenosi nas w realia, których większość z nas nie zna i nie pozna. Przenosi nas, wydawałoby się, całkiem niedaleko, a mimo to, w odlegle miejsca. Pełna ciekawych postaci powieść, której fabuła jest kompletnie nie jak wszystkie inne. Jest to książka- emocjonalnie kryminalna - która ma całe mnóstwo akcji i uczuć w sobie. Czytając ją ciągle chcemy wiedzieć więcej o głównym bohaterze. To nie tylko wydarzenia, ale też jedna, wielka myśl.

Tyle można pomieścić "w jednej osobie". Irving wiele w nią włożył, dzięki czemu książka jest tak interesująca. 

Proszę was tylko- nie wierzcie tym, którzy mówią, że to po prostu książka "o gejach/pedałach/transach". Oczywiście, jest ona o tego typu osobach, jakkolwiek by ich ktoś nie określił. To czyni ją w pewien sposób wyjątkową, ponieważ fenomenalna narracja sprawia, iż czytelnik czuje się, jakby rozmawiał z narratorem osobiście i wreszcie dogłębnie poznawał coś, z czym nie każdy z nas ma styczność na co dzień. 
Ma ona jednak w sobie coś więcej, klucz tkwi w czymś innym. Każdy chyba jednak musi znaleźć własną drogę do zrozumienia jej treści.
Mi się wydaje, że jeszcze nie do końca dotarło do mnie to, co mogłam w niej wyczytać. Na pewno wrócę do tej pozycji jeszcze nie raz. A was zachęcam do zapoznania się z nią. 

"Od kochanków można się wiele dowiedzieć, 
jednak- przeważnie- przyjaciele są z nami dłużej 
i
 mogą nas nauczyć jeszcze więcej"

Komentarze

  1. Słowa te są fragmentem piosenki happysadu :)
    Co studiujesz? Marzę o tym, aby moje plany się powiodły, w każdym bądź razie bardzo się postaram. O marzenia trzeba walczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jasne - https://www.youtube.com/watch?v=AnkvO-Yc2GY :).
    a więc mówię - o mój boszęęęęę! :DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jednak najważniejsze, że tobie się podoba!:)

      Usuń
  3. Zapowiada się ciekawie, więc pewnie książka trafi na moją listę do przeczytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z jego książek czytałam jedynie "Świat według Garpa" i jakoś mi się niedobrze robiło, choć już teraz nie do końca pamiętam dlaczego. Może powinnam spróbować jeszcze raz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, pewnie zależy od gustu. Akurat "Świat według Garpa" to jedna z moich ulubionych książek (nie Irvinga, tylko ogólnie).
      Może mnie tak bardzo pociąga wizja takiego pisarza? I ja kiedyś chciałabym być pisarką a dążenie do tego i pisanie łatwe nie są. Zresztą pisałam o tym kiedyś taką pokrętną, chyba zbyt długą, notkę: http://histeryczna.blogspot.com/2012/10/35-pisanie-o-pisaniu.html

      Usuń
    2. Kupiłam dziś. Daję mu drugą szansę. Jak mnie przekona może wrócę do Garpa - czytałam jakieś dziesięć lat temu, a może i wcześniej, gust mi się na pewno zmienił.

      Usuń
    3. Niesamowicie ucieszyłam się na ten komentarz. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz. Albo- jeśli tak- nie zrugasz mnie za polecenie tej książki ;)

      Usuń
  5. jeśli ktoś lubi czytać to nawet genialny :) ja bardzo chciałabym dostać taką zakładkę. Słyszałam o tej książce, skusiłaś mnie do jej przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niezbyt przepadam za takimi książkami, jakoś mnie nudzą :D

    OdpowiedzUsuń
  7. brzmi ciekawie, ale wydaje się być jednocześnie dość ciężką lekturą :)

    eh no jakoś muszę, jeszcze byle wytrzymać 2,5 roku...chociaż na studiach pewnie też będę się męczyć, bo na humanistyczne kierunki raczej się nie wybieram.
    a z chorowitością właśnie to samo mówiła mi koleżanka...strasznie nad tym ubolewam, bo ogólnie od małego mam słabą odporność, ale od jakiś 3 lat chorowałam zdecydowanie rzadziej a teraz znowu coś kiepsko.

    OdpowiedzUsuń
  8. Irving, Irving... w pierwszej chwili pomyślałam o herbacie. Ciekawa pozycja, trzeba będzie przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. jak znajdę tylko trochę czasu to przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ;) ja też myślałam o herbacie ;) ale Twoja recenzja brzmi intrygująco :)


    P.S. Przepraszam, że Cię "zawiodłam" walentynkowym wpisem ;) u mnie już znacznie lepiej :) dziękuję! My po prostu nie robimy z tego dnia święta... i tak dziś pomyślałam, że może warto zacząć świętować?? :)

    I miłego oglądania "Django" :)

    OdpowiedzUsuń
  11. hmm nie czytałam nic Irvinga, ale podoba mi się Twój opis jego narracji :) też lubię taką namacalność w książkach.
    szajsbuk, haha. tak, rozumiem Twoje wątpliwości, ja stwierdziłam, że nie ma co się kłócić - jak usunę fejsa to jak sprawdzę na kiedy trzeba oddać projekt i obejrzę zdjęcia z wakacji dalszych znajomych? ._.
    a że na fejsie jest ekshibicjonizm... no cóż. na szczęście ludzi można blokować i wywalać ze znajomych :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Już od jakiegoś czasu mam zamiar wziąć się za tego autora, a teraz jeszcze bardziej mam na to ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  13. no ja mam nadzieję, że pozaliczam wszystko jak najszybciej i nie będę się musiała rozwlekać na dwa tygodnie. chciałabym, aby ten rok skończył się czym prędzej.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale znaleźć prawdziwego przyjaciela nie jest łatwo. Po książkę sięgnę pewnego dnia... :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…