Przejdź do głównej zawartości

58. Telewizyjne szyderstwa- Otchłań namiętności

Uprzedzam, że post będzie długi. Ci, którzy dotrwają do końca nie pożałują niezapomnianych wrażeń (i prawdopodobnie urazu psychicznego na resztę życia).

Tematem dzisiejszego posta jest- Otchłań namiętności. 





Jest to porywający serial, który możemy oglądać na TV 4. Na wasze potrzeby zamieszczam fantastyczny, prawie hollywood'zki trailer:


Specjalnie dla was postanowiłam podzielić się wrażeniami z 15-minutowego fragmentu 1 odcinka! Możecie obejrzeć go w całości pod tym adresem:

Otchłań namiętności- blog fanki

Nie jest to obowiązkowe, obiecuję bowiem, że postaram się zrelacjonować KAŻDE najważniejsze wydarzenie!  Zapraszam!




Pierwsze minuty odcinka upływają nam na oglądaniu sielanki: świnki latają, krówki ćwierkają a ptaszki biegają po polach i lasach. Czy tam dzieci, wszystko jedno. Notabene- mnie za bieganie po polu kiedyś pewien Pan skrzyczał, a tu taka swawola. Chociaż to może dlatego, że miałam wtedy 18 lat, a nie 5. No, może też znaczenie miał fakt, że było koło którejś tam nad ranem. Że byłam z latarką. Że byłam niezbyt trzeźwa i tak… bo, dobra, właściwie to nie biegałam, tylko akurat szłam się położyć, a to nie były pole oddzielone grządkami, tylko pszenica.

No i już się mnie czepiacie…

Wracam do oglądania. Opening podpowiadał mi, że jak rozbierasz się przy kimś nad wodą, to za chwilę może wydarzyć się coś jeszcze ciekawszego. Mimo to dziewczynka bawiąca się z dwójką chłopców nad jeziorkiem nie ma tego problemu i ochoczo podejmuje wyzwanie. Po chwili dołącza do nich kolejna osóbka, trochę starsza, mamy zatem czworokąt… do zabawy, oczywiście. Po chwili jednak ucieka nam, zaraz  po otrzymaniu head-shota kamieniem w głowę. Jakby nie wiedziała, że to podryw! Mamy zatem pierwsze nieporozumienie i dramat. Aż strach myśleć, co będzie działo się dalej.

Już po kilku sekundach odkrywamy mroczną tajemnicę rodzinną przybyszki, której babcia jest czarownicą. Z tymi oskarżeniami mogliby się cofnąć do wieku… A nie!  Moment! To Meksyk. 

Niestety ten fascynujący wątek zostaje po chwili urwany na rzecz zapoznania nas z najważniejszym charakterem w każdym dobrym serialu. Tak, bowiem każdy szanujący się serial ma swoją Starą Jędzę-żonę-intrygantkę [jak się później okaże- Alfonsinę], która zrzędzi na męża, jednocześnie zajmując się tym, czym każda gospodyni domowa- opieprzaniem służącej.  

Reżyser już w pierwszym odcinku uraczy nas również widokiem miejsca pracy Męża Jędzy, którym jest przetwórnia czegoś… co wygląda dla mnie jak nasze jabłka papierówki. Dobra wiadomość jest taka, że butelkują to, co zrobią. Można więc przypuszczać, że i w Meksyku zakorzeniła się polska tradycja robienia Jabola. Jest to też zapewne wskazówka od nadawcy, że należy się napić przed obejrzeniem dalszej części serialu, co też na pewno uczynię, aby przetrwa… ee… spełnić oczekiwania. 

Pojawia się w końcu coś ciekawego- czyli mężczyźni z super mięśniami. Jeśliby wyłączyć dźwięk, to nawet idzie popatrzeć. Szkoda jednak tracić odgłosów kolejnej sceny- już w I odcinku mamy seks i jest to… jak przypuszczam Mąż Jędzy. Tak, to on. Ale niestety- to nie seks, imho się miziali. Szkoda, czas łyknąć coś więcej… 

Jedziemy dalej.

Po tym, jak okazało się, że imię Jędzy- Alfonsina pasuje do sprawowanej przez nią funkcji (opieka nad mężem) wracamy do niej i tragedii rozgrywającej się w domu: Czy ty też zostałaś kiedyś zaproszona przez serdeczną przyjaciółkę całego miasta, której szczerze nienawidzisz? Czy ty również konkurujesz z jakąś „dzidą”? Czy ty też masz w szafie 49239807287402974027 sukienek i nie wiesz jaką wybrać!? Jest to odcinek dla ciebie! Zaraz dowiemy się jak rozwiązać ten problem! Otóż należy… opieprzyć, znowu, bogu ducha winną służącą. Cóż za rozwój akcji…

Poznajemy za to nową, śliczniusią, bielusią bohaterkę. Wywiązuje się pierwszy poważny dialog o pierwszym poważnym spisku. Pozwolę sobie przytoczyć:

- „Przyszła Pani aż do przetwórni, choć wszyscy wiedzą, że Pani mąż uprawia chilli”.

Jebs! Prosto w oczy, tępa dzido! Pamiętaj, jeśli ktoś wybiera się do przetwórni po chilli- wiedz, że coś się dzieje! W ten sposób poznaliśmy Estefanije, do której na kolację wybiera się Żona Jędza, i którą posuwa Mąż Jędzy. 

Tak swoją drogą- ups, chyba to nie były jabłka, chyba nie był to jabol i chyba miałam nie pić. No, ale jak już otworzyłam… 

Akcja przenosi się do szklarni, które w jakości anty-HD prezentują się jak cieplarnie z marihuaną. Poznajemy tam męża Estefaniji, który prowadzi rozmowę z mężem Alfonsiny (odpowiedź na pytanie skąd się tam wziął mogłaby brzmieć: nie wiem, ale brzmi: teleport). Rozmawiają oni o kolacji oraz kłótni pomiędzy ich żonami. Dzięki tej rozmowie mąż Estafaniji dowiaduje się od swojego przyjaciela, uwaga cytuję:

- „Twoja żona, w przeciwieństwie do mojej, zawsze chętnie coś robi” 

Kolejna dzida między oczy. Czy tam w plecy. Nie pamiętam jak odnosiło się położenie dzidy w stosunku do niszczenia przyjaciela. 

Do domu wraca dziewczynka, która na początku bawiła się nad wodą. Kiedy okazało się, że Estefanija jest jej matką cała sytuacja z początku serialu nabiera sensu: widocznie mała ma po mamie, że zawsze chętnie coś robi. 

Tym razem to Estefanija przystępuje do wybierania sukienki. Usadowiłam się wygodnie, napiłam (na potrzeby niepełnoletnich czytelników bloga) soczku i patrzę… jak Estefajnija wybiera sukienkę… w niecałą minutę. Mamy zatem rozwiązanie zagadki. Panie, już wiecie co robić w wyżej opisanym przypadku- Mieć w zanadrzu Nowo Kupioną sukienkę!  Nie zapomnijcie również o szałowej sukience dla swojej siostry- razem będziecie mogły zarzynać każdą Alfonsinę, która stanie na waszej drodze!

Ostatnią postacią, którą dzisiaj poznamy, jest Ksiądz. Ojciec… ekhem, opiekun jednego z chłopców znad jeziorka. On już wie, że coś się dzieje i zabrania swojemu podopiecznemu zabawy z dziewczynką, która, przypomnijmy, zawsze chętnie coś robi. Zabrania również chłopcu wyjścia na kolację do jej domu.

Drugi chłopiec, syn Alfonsiny, dostaje od ojca pozwolenie na udanie się na ową kolację. Chociaż sama Żona Jędza jest przeciwna zabraniu go do „TEGO!” domu. Jednocześnie dowiaduje się od Męża, że on Estefaniji w przetwórni dzisiaj nie spotkał.

Minęło już 15 minut odcinka dlatego, aby nie zepsuć wam zabawy, nie będę więcej spoilerowała!

Czy chłopcy będę mogli pójść na kolację? Czy ksiądz wie, co się dzieje? Czy Alfonsina też w końcu zechce chętnie coś robić? I wreszcie- co wydarzy się na kolacji Estafaniji?!

To wszystko możecie zobaczyć w dalszej części odcinka 1. Zachęcam was również do obejrzenia całej serii!

Jeśli chodzi o to, co wywnioskowaliśmy (mam nadzieję, że wy wspólnie ze mną) z przesłania owej fascynującej, pełnej żywej akcji i nieprzeciętnych postaci oraz złożonych dialogów, telenoweli:


  • Kowbojski kapelusz prawdopodobnie oznacza, że stoisz wyżej w hierarchii społecznej, niż inni.
  • Meksykanie robią jabola z chilli.
  • Wyjście z domu po chilli może być powodem do oskarżenia z artykułu numer 19873419826.
  • Chilli rośnie na plantacjach. Marihuana prawdopodobnie użyźnia dla nich glebę.
  •  Jeśli nie wiesz co zrobić- opieprz służącą.
  •  Nowe sukienki biorą się z szafy.
  • Zazwyczaj Latynoskie służące pracują w domach Amerykańskich bogaczy. Ten serial obala stereotypy i walczy z rasizmem. Tutaj Latynoskie służące pracują dla Latynoskich bogaczy.
  •  Ksiądz zawsze wie, że coś się dzieje, więc jego podopieczni NIGDY nie będą zadawać się z córkami kobiet, które „zawsze coś chętnie robią”.
  • Jak Estefanija robi przyjęcia, to trzeba być, nie ma chuja we wsi!


Pogrążona nie tylko w otchłani namiętności, ale również w otchłani ubrań i służących, dzieci i marihuany, i wreszcie kiczu oraz bezmózgowia, niniejszym żegnam się pięknie i dziękuję za przeczytanie!






Komentarze

  1. I znowu się powtórzę. Pisałam już na dwóch blogach, to i tu sobie przytoczę swoje słowa. Niektórzy mogą stwierdzić, "Co, piszesz listy? Przecież to przeżytek, dawno trafiło do lamusa. Och jakie to obciachowe. Komu by się chciało?!". Wierutne bzdury, wyssane z palca, o! Nie jeden by się uśmiechnął na widok koperty zaadresowanej do nas z listem, przed którego przeczytaniem z pewnością każdy by zadawał sobie pytach "Ciekawe co tam jest napisane??". :) Ja już trochę tych listów dostałam od paru blogerek. Z resztą u mnie jest taka akcja jak "Lisztomania". Jeśli ktoś chce po korespondować, to pod opisem "o mnie" znajduje się ikonka koperta z długopisem wystarczy na nią kliknąć, a dalej podałam wskazówki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam być szczera? Przerwałam w połowie, bo już doszłam do wniosku, że tę produkcję będę omijała szerooonkim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. powiedziałbym ciekawa forma, choć na pierwszy rzut dość ciężko się czyta. postaram się wpadać ;) pozdrawiam i zapraszam do siebie :)
    http://e-maginacja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. a czy ten "luźny styl" to coś negatywnego czy pozytywnego, bo nie do końca zrozumiałem? może jakaś rada jak to poprawić jeśli to negatywne? co do licencjata to życzę powodzenia :) zapraszam do śledzenia bloga jako obserwator :] pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. w takim razie bardzo mi miło :) przy okazji dodałem Twojego bloga do listy czytelniczej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ej, ale ja zrozumiałam ten sarkazm xD Po prostu jak się naczytałam, że to takie straszne to padłam i się poddałam, bo miałam dosyć już po samym opisie ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięka BUGu ! Już się przeraziłam, że ktoś tak może o mnie pomyśleć xD

      Usuń
  7. Jak tak patrzę na tą zapowiedz, to widzę wiele wątków, z egzorcyzmami włącznie (no spójrzcie na minę tej kobiety, jak patrzy na księdza, COŚ się musi tam dziać!! pewnie ma pomalowane paznokcie!!). To coś musi być naprawdę wyjątkowe, skoro to jest w polskiej telewizji, przecież gniotów by nie puszczali, nie?
    Bueno!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…