Przejdź do głównej zawartości

59. Nieznośna lekkość bytu


Milan Kundera



















„Cóż może być warte życie, jeśli pierwsza próba jest już życiem ostatecznym”

                Milan Kundera snuje przed nami opowieść umieszczoną w czasach praskiej wiosny. Zabiera nas w podróż do Czech, Szwajcarii, Ameryki… Zabiera nas w podróż w głąb kilku bliskich, a jednocześnie odległych, sobie dusz. Poznajemy bohaterów, których losy splatają się, choć niektórzy z nich nigdy się nie spotkają.
                Gdybym musiała opowiedzieć fabułę książki napisałabym, że jest to powieść o oddaniu. O oddaniu mężowi. O oddaniu kochance. O oddaniu pracy. O oddaniu pasji. O oddaniu swoim przekonaniom. O oddaniu psu.
                Chociaż Kundera połączył wszystko w zgrabnie zgranej fabule, to jest ona drugorzędna. Nie jest istotne, że ktoś coś zrobił. Istotne jest wszystko, co temu towarzyszy- kiedy to zrobił, w jaki sposób, co czuł i wreszcie: dlaczego? Co kieruje ludźmi, gdy podejmują decyzje? Co kieruje życiem, kiedy nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie dokąd nas wiedzie? Co kieruje światem, uczuciami ludzi i psów, ławkami i rzeką?
                Kundera szukał tych odpowiedzi pisząc. I każdy, kto potrzebuje odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie może zagłębić się w „Nieznośną lekkość bytu” i również wszcząć poszukiwania. Znalezienie właściwiej odpowiedzi nie jest gwarantowane. Nie jest też zresztą istotne. Istotą tej książki jest poszukiwanie.

„Człowiek nigdy nie może wiedzieć, czego ma chcieć, ponieważ dane mu jest tylko jedno życie i nie może go w żaden sposób porównać ze swymi poprzednimi życiami ani skorygować w następnych”


Komentarze

  1. Wszystko jest "za chwilę" ... A ja się miałam zabrać za tą książkę i na tym się skończyło.
    Wczoraaj założyłam adidasy, a dzisiaj musiałam wrócić do emu... Ja się pytam, jaki śnieg w weekend?!

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba niedługo sięgnę po ten tytuł, bo opisem strasznie mnie zachęciłaś. To coś, czego od dawna szukałam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja tez nie jestem jakąś wielką fanką musicali, długo musiałam się do nich przekonywać. ale teraz bardzo je lubię, chociaż widziałam tylko kilka. w każdym razie Roxanne to chyba jest najpiękniejsza aranżacja jaką w życiu słyszałam, o! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. oby, bo ja też marzłam mimo wszystko ;d

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny ten drugi cytat.

    OdpowiedzUsuń
  6. w końcu znajdziemy te perspektywy, zobaczysz, tylko musi nas coś natchnąć :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta książka wciąż przede mną. Czeka. Nie wiem na co. Na odczekanie. Swoją drogą, widziałam już film, ale to nie było najlepsze ze wspomnień. Śpiochem jestem, a film zaczął się późno. Po godzinie doszłam do stanu, w którym po każdej zamkniętej scenie czekałam na koniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a ja nawet nie wiedziałam, że jest film. No, ale przy książce na pewno nie uśniesz.

      Usuń
  8. Ciągle szukam czasu, by oddać się jednej z książek, które polecasz i opisujesz na blogu. Niestety chyba ten dzień nastąpi najwcześniej za 2 miesiące. Aktualnie jestem skazana na lektury z zakresu matury podstawowej i książki, których używam w pracy maturalnej. Mój bon z EMPIK-u czeka od grudnia na wykorzystanie ;) Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dokąłdnie, zawsze to coś.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…