Przejdź do głównej zawartości

60. W sumie to nic

Tworzę ten wpis z myślą o niczym, tak właściwie. Daję tylko znać, że żyję i nawet potrafię nadal obsłużyć komputer. Będzie zatem raczej o mnie, osobiście, co się rzadko tutaj zdarza- jak już pewnie zauważyliście.

Oczywiście nie bez powodu piszę teraz o pierdołach. Po prostu mój Internet umarł i nie mam go już dosyć długo. Dzisiaj akurat wybrałam się do przybytku FastFoodów, siedzę tutaj już drugą godzinę z jedną kawą i kradnę internet.

Powiem wam, że czas leci mi tak szybko, że nawet nie zauważam kiedy mijają kolejne tygodnie. Ludzie odliczają czas do matury a ja im zazdroszczę- nie mogę odliczać czasu do obrony dyplomu, bo nawet nie znam jej terminu. W każdym razie tygodnie stawiają zdecydowanie zbyt duże kroki i nie wiem, jak to się dzieje, że zauważyłam to dopiero dzisiaj. Może wasze wpisy mnie do tego skłoniły?

Pewnie mało kogo to interesuje, no ale już się wypiszę, skoro zaczęłam. Moja praca licencjacka, chociaż pomysł jest, leży i kwiczy. Irytuje mnie nie tylko to, że koniecznie trzeba pisać dokładnie takim stylem, jakim życzy sobie promotor (wiem, że to oczywiste, ale mimo wszystko uważam, że styl to sprawa indywidualna...), to jeszcze na dodatek mamy normalnie zajęcia i egzaminy (choć z mojej ulubionej epoki), więc nie mogę zająć się pracą na maksa.
Brak internetu dodatkowo utrudnił sprawę, bo źródło, z którego korzystam biorę z pewnej stronki i nijak nie mogę teraz znaleźć czasu i miejsca, by siedzieć nad tym dzień cały (bo jednak nie spędzę całego dnia w McDonaldzie) i analizować, pisać, etc.

Poza tym wzięłam na siebie trochę dodatkowych spraw, z czego akurat bardzo się cieszę, ponieważ uwielbiam robić ciekawe rzeczy, pomagać, etc.

Nie, nie jestem dobra w pisaniu o sobie i tym, co się u mnie dzieje. No cóż, będziecie musieli więc przecierpieć lub pominąć ten wpis, który niczego nie wnosi.

Zastanawiam się, czy któreś z wchodzących tutaj maturzystów, wybiera się na targi do Trójmiasta?

Komentarze

  1. rada odnośnie pisania pracy licencjackiej. rozumiem, że promotor żąda bezosobowego stylu, pisanie raczej w sposób informacyjny aniżeli oceniający; bez wartościowania? to dobre ćwiczenie na opisywanie bohaterów. nie zostawiaj sobie pisania tego na ostatnią chwilę bo takie pisanie pracy zabija kreatywność - napisał ktoś kto właśnie tworzy pracę magisterską i pluje sobie w brodę, że nie słucha się własnych rad xD

    OdpowiedzUsuń
  2. ilościowo - trochę ograniczało mnie pisanie pracy, właściwie nadal ogranicza. Temat - wpływ dziennikarstwa obywatelskiego na profesjonalne. cieszę się, że mogłem pokazać dobre strony czegoś co z pozoru wydaje się wyłącznie obowiązkiem. zawsze to jakaś wprawka w pisaniu / korzystaniu z źródeł. a Twój temat pracy?

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie internet to chyba jedyny powód, dla którego poszłabym do tych fastfoodów xD Miejmy nadzieję, że niedługo będziesz mogła korzystać z niego u siebie no i napisać tę pracę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze możesz sobie wymyślić jakąś fikcyjną datę i do niej odliczać... przynajmniej na razie, póki nie poznasz prawdziwego terminu. Małe kłamstewko, ale może Cie bardziej zmotywować do wzięcia się za pisanie. Tak myślę... A co się stało z Twoim Internetem?

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak sobie pomyślę o mojej przyszłorocznej pracy licencjackiej, to już mi jej szczerze żal. Dodatkowo dobija mnie, że będę musiała pisać jakieś bohomazy językowe o angielskim w języku angielskim, podczas gdy mój angielski leży i kwiczy (jak twoja praca, albo jeszcze żałośniej).
    Kill me, i wanna die!

    OdpowiedzUsuń
  6. no nie! normalnie brak internetu powinien sprzyjać kreatywności, ale okazuje się zgubny... :<
    rób ciekawe rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym, że piszę o pierdołach, bo nie mam internetu, chodziło mi raczej o to, że nie miałam okazji tutaj wejść i napisać konkretnej notki. Ciekawe rzeczy to ja robię z internetem, czy bez (na tym zresztą przede wszystkim polegają studia), ale nie mam zwyczaju pisać na blogu o wszystkim, co robię, więc taki, a nie inny, beznadziejny wpis się pojawił :D

      Usuń
  7. zupełnie nie wiem, czemu nie chcesz siedzieć całego dnia w mcdonaldsie, haha :D

    OdpowiedzUsuń
  8. dobrze jest czasem mieć trochę dodatkowych spraw :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…