Przejdź do głównej zawartości

61. Pakt Ribbentrop - Beck







Pakt Ribbentrop-Beck

Autor:  







„Pakt Ribbentrop – Beck”, czyli książka, o której dużo było ostatnimi czasy słychać. Jestem na 99% pewna, że jeśli ktoś jej nie czytał, to i tak zna ten tytuł. Akurat mi przyszło zabrać się za lekturę tej pozycji i postanowiłam podzielić się z Wami refleksjami na jej temat.

                     Wizja, w której Polska nie traci tylu milionów obywateli w II wojnie światowej a być może jest też lepiej traktowana na konferencjach pokojowych, to, niewątpliwie, bardzo piękny obraz. Kto by nie chciał, aby ludzie nie ginęli, aby nie było w Polsce obozów zagłady, aby polskie miasta nie były pustoszone, aby po 1945 r. nie został wdrożony w Polsce stalinizm? Taką właśnie rzeczywistość kreuje Zychowicz, starając się udowodnić, że mogło tak być – wszystko, według niego, zależało od decyzji Józefa Becka, który sprzymierzył się z Wielką Brytanią i Francją, zamiast z Hitlerem.

         Nie będę opisywała wszystkich argumentów Zychowicza i przedstawiała jego wizji – zainteresowanych odsyłam do książki. Moim zdaniem nie są to silne argumenty. Autor w zbyt prosty sposób kreuje machinalne działania Hitlera. Nie jest to mój autorski kontrargument, ale zgadzam się z nim, więc przytoczę – jeśli wyjmiemy z historii jeden fakt, to cała reszta, która po nim nastąpiła, również ulega zmianie. Dosyć logiczne. Nie można zatem założyć, że jeśli Polska sprzymierzyłaby się z III Rzeszą, to Hitler zaatakowałby Związek Radziecki tak, czy inaczej, w czerwcu 1941 r. Autor stwierdza to, dodając jedynie, że poważne kampanie zaczyna się wiosną, więc atak nie nastąpiłby wcześniej. Ja, idąc trochę za Suworowem, nie zapominałabym, że ZSRR nie był bierny, zbroił się (jak ktoś buduje mosty, to nie szykuje się do obrony…). Nie twierdzę, że zaatakowałby pierwszy, ale nie zakładałabym też tak prosto, że atak nastąpiłby w tym samym czasie, w którym nastąpił w rzeczywistości. Poza tym, jak na moje oko, autor momentami przeczy samemu sobie. Twierdzi, słusznie zresztą, że do polityki nie należy podchodzić emocjonalnie, jednak sam również to robi, pisząc, że gdyby Polacy sprzymierzyli się z Hitlerem, to nie oddaliby „swoich” Żydów, na pewno (podpiera to, co prawda, przykładami innych państw, nie jest to jednak dla mnie decydujące). 

            Nie można ująć Zychowiczowi, że rozpatrywał scenariusz z różnych stron – założył też przegraną. W tym wypadku znowu historia miałaby potoczyć się tak, jak się potoczyła: ponieważ traktowanie państw po wojnie nie zależało od tego, po której stronie walczyły, tylko od umów tzw. wielkiej trójki. Ja jednak wolałabym zauważyć, że Polska nie byłaby jakimś tam krajem, ponieważ leżała na drodze z ZSRR do (po wojnie) NRD. 

            Konkludując mam ochotę napisać – czytajcie! Naprawdę, zachęcam. Nie zgadzam się z tą książką, ale na pewno rozbudza ona wyobraźnię a przeczytana przez większe grono znajomych może wywołać świetną dyskusję. Dodatkowo sama w sobie jest ciekawa. Nie mogę też pominąć faktu, iż Zychowicz ma bardzo lekkie pióro. Pisze naprawdę przyjemnie, interesująco. Kto wie, może mógłby pokusić się na napisanie powieści umieszczonej w wykreowanych przez siebie realiach, zamiast takiej pracy?

Komentarze

  1. pizgawica! xD ja chciałabym wolną środe, bo to oznaczałoby, że nie mam kolokwium z rachunkowości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tego typu książki mogą wywołać tylko skandale, ale na pewno nic nie zmienią, bo historia jest już za nami i nie dowiemy się "co by było gdyby..." - wtedy podejmowano decyzję, którą uważali za najlepszą i aktualnie wiedząc to wszystko, o czym tamci ludzie nie mieli pojęcia może moglibyśmy ich osądzać, ale jest to raczej coś niepotrzebnego i bezsensownego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie z tej perspektywy stara się to rozpatrywać autor książki- jego zamiarem jest branie pod uwagę tylko ówczesnego stanu wiedzy. A na ówczesnej scenie politycznej najbliżej miało nam być do III Rzeszy. I dlatego, nie patrząc na wydarzenia, które my już znamy z historii, uważa on, że nasz minister s.zagranicznych zrobił niewybaczalny błąd.

      Dla mnie, jak napisałam, takie książki mogą być, ale miło by było, gdyby ukazywały się np. jako powieści. Wtedy można wywołać ciekawą dyskusję. W innym wypadku "gdybologia" często marnuje potencjał naukowy na coś, co w społeczeństwie wywoła nie konkretną debatę, ale często po prostu kłótnie pełne emocjonalności lub lekceważenie.

      Usuń
  3. nie wiem czy pytałaś, ale odpowiem :D
    mój temat: dzieło literackie a adaptacje filmowe, a piszę o Weselu i Romeo i Julii.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa byłam zdania kogoś, kto ją przeczytał. Sama przejrzałam fragmenty w Angorze, które zapowiadały się intrygująco, aczkolwiek nie jestem na ich podstawie ocenić całości, bo ani ze mnie historyk, ani po wycinku nie da się wysnuć wniosków z całości. Tak czy inaczej, chyba nie przeczytam: wolę beletrystykę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tο jеst ωłaśсiwie znakomіty а także użyteczny kawałeκ danych.
    Jeѕtem szczęśliωa, że trаfiłam na Twój blog.
    Dzięki zа uԁοstępnienie.

    Ηеre is mу ѕіte - wycieczki Szkolne jednodniowe

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz w swoim życiu to chyba powiem: mam dość historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, a to czemu, aż tak cię zraziłam?

      Usuń
    2. Nieee... po prostu za dużo tego w ostatnim czasie i mam ochotę na coś innego, nie związanego z historią. Ale i tak ją lubię, więc pewno niedługo mi przejdzie :)

      Usuń
  7. Przeczytałem tę książkę. Świetnie napisana. Wywód ostry, czasem emocjonalny, ukierunkowany w jedną stronę, ale logiczny.
    Jak dla mnie jedyna rzecz, o którą rzeczywiście można się spierać, to kwestia, jak rzeczywiście przebiegałaby wojna w efekcie polskiego sojuszu z Niemcami, ale to, że substancja narodowa ucierpiałaby w dużo mniejszym stopniu - co jest podstawową tezą Zychowicza, pomijaną skwapliwie przez wielu"recenzentów" - wydaje się oczywiste.
    Można jeszcze tylko zapytać retorycznie:
    Jak bardzo cenili honor nasi sojusznicy, popijając kawkę za Linią Maginota?
    Jak dalece obchodził kogokolwiek na świecie los eksterminowanych żydów, skoro Zachód wyśmiał Himmlera, kiedy ten oferował ich wymianę za ciężarówki?
    Jak bardzo Polska jest poważana w świecie za swoją bohaterską postawę podczas IIWŚ, za swoje "First to fight"?
    Odpowiedzią na te i podobne pytania są "polskie obozy koncentracyjne", o których wie już więcej ludzi niż o tym, kiedy i dlaczego wybuchła wojna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno mi się nie zgodzić z tym, że książka jest napisana dobrze, o czym już wspomniałam.
      Faktycznie, twierdzenie, że mniej byśmy ucierpieli ma akurat sens. I to, co piszesz o honorze, o Zachodzie- o tym też Zychowicz mówi, że od tego kraj ma władze, żeby one go broniły, a nie zajmowały się innymi państwami. Stąd nic dziwnego, że Wielka Brytania, może niezbyt honorowo, ale broniła tylko interesu Wielkiej Brytanii.
      Są w tej książce twierdzenia ogólne, z którymi mogę się zgodzić. Niemniej jednak z samą dalszą argumentacją się nie zgadzam. Budzi za wiele wątpliwości i można jej zbyt wiele przeciwstawić.

      Usuń
  8. Może jakieś przykłady?
    Jak dla mnie argumentacja jest mocna i dosyć spójna. Moje uwagi dotyczą tylko dwóch rzeczy:
    Nazbyt optymistyczna ocena wyszkolenia i wyposażenia armii polskiej i możliwości polskiego przemysłu zbrojeniowego.
    Ocena ówczesnej Armii czerwonej jako dziadowskiej i wyposażonej w przestarzały sprzęt. To akurat nieprawda. Natomiast zgodzę się, że była kiepsko zorganizowana i dowodzona.
    Te mankamenty nie zmieniają jednak mojej pozytywnej oceny tej książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem na przykład pewna, czy Polacy nie "oddaliby" Żydów. Zakładając, że nasi politycy powinni myśleć pragmatycznie i podjęliby się sojuszu z III Rzeszą, to kto wie, czy nie otrzymaliby jakiejś dobrej propozycji w zamian za pomoc w załatwieniu sprawy żydowskiej? Do tego założenie, że Polska dobrze administrowałaby ziemiami wschodnimi, nie tak okrutnie, ponieważ (według Zychowicza) dzięki temu ziściłaby się spuścizna Piłsudskiego. Jednak w tej samej książce Zychowicz pisze, że u władzy byli ludzie, którzy odchodzili od polityki Marszałka i jej kompletnie nie rozumieli. Skąd więc założenie, że w tym przypadku postępowaliby według jego planów?

      Poza tym przy kampanii wojennej Zychowicz zakłada toczenie wojny według takiego porządku w jakim szła (chodzi mi o atak na ZSRR). Zakłada, że Hitler zadziała mechanicznie, przemyślanie (?). A sam też nazywa go kretynem. Hitler nie był obliczalną osobą, nie wiemy więc jak by się sprawy toczyły. Zwłaszcza, że, jak pisałam, nie można wyjąć jednego faktu z historii i zakładać, że kolejne będę miały podobny przebieg (czyli podobny czas ataku na przykład).

      Traktowanie Polski po wojnie, według autora, obojętnie jakim wynikiem by się zakończyła, na pewno nie mogłoby być gorsze, niż było w rzeczywistości. Faktycznie, wszystko odbywało się według umów, a nie z jakimś głębokim namysłem nad tym, czy ktoś był z Hitlerem, czy przeciwko niemu. Jednak Zychowicz zakłada, że Polska byłaby jednym z ważniejszych sojuszników Hitlera. Do tego Polska nie jest pierwszym lepszym krajem, jej położenie pomiędzy Niemcami a ZSRR jest istotne. Tutaj już wchodzę we własną gdybologię, może niepoprawnie, ale cóż tam: idąc scenariuszem Zychowicza, w którym wojna zaczyna się później, tracimy mniej substancji narodowej (logiczne); ostatecznie wojnę i tak przegrywamy, tylko, że jako sojusznik Hitlera; postanowienia konferencji są mniej lub bardziej podobne do tych, które rzeczywiście miały miejsce. Czy naprawdę ludność, podziemie, etc. (którzy i tak zostali potraktowani brutalnie) nie byliby traktowani jeszcze gorzej? To już też tylko gdybanie, ale coś musiałoby się przecież zmienić.

      Co do oceny armii- w notce tylko napomknęłam o czymś zasłyszanym i nic więcej nie dodam. Po prostu nie znam się na kwestiach wojskowych, więc nie powinnam i nie będę z tym polemizować :)

      Dobrze, że ktoś pozytywnie ocenia pracę Zychowicza. O tym właśnie pisałam w zakończeniu- autor świetnie rozbudza wyobraźnię i zmusza do rozważenia niektórych spraw. No i odkurzył Bocheńskiego, co jest wielkim pozytywem tej pracy.

      Usuń
    2. Holokaust? Zwyczajnie by go nie było. Pomysł holokaustu to druga połowa wojny. Hitler miewał pretensje ale nie zmusił żadnego kraju sojuszniczego do mordowania Żydów. Niby dlaczego miałby zmuszać Polskę, a sami Polacy mieliby oddawać żydów? Jeżeli przyjmujemy, że wchodzimy w sojusz z Niemcami, to wychodzi na to, że Polską rządziliby politycy realizujący testament Piłsudskiego. Więc rozumni i pojmujący na czym polega polska racja stanu.Zatem, plan byłby konsekwentne realizowany.

      Przebieg kampanii wojennej. Zychowicz rozważa każdy wariant, włącznie z całkowitą przegraną. Zatem nie zakłada tylko jednego i słusznego scenariusza.

      Tak Hitler był idiotą zaślepionym własną ideologią. Gdyby nie występował oficjalnie jako eksterminator podbijanych narodów, wygrałby i w naszym wariancie historii. Zamiast mordować i głodzić jeńców sowieckich wystarczyło ich uzbroić i pozwolić walczyć; wnieśliby Hitlera na swoich ramionach na Kreml.... komunizm był powszechnie znienawidzony i poddawały się Niemcom całe oddziały. Do Niemców zgłosiło się 15 czy 16 generałów chętnych do walki przeciwko Stalinowi z odpowiednią liczbą młodszych oficerów. W niewoli było kilka milionów (3-5) żołnierzy, którzy poddali się praktycznie bez walki. To ta armia mogła pokonać Sowietów. Hitler to zmarnował.

      Gdyby Niemcy przegrały na zachodzie - a też sądzę, że tak by nastąpiło ze względu na interwencję USA - wtedy sorry Winnetou. Zmieniamy front i uderzamy na Niemcy. Tak samo jak zrobili Włosi, Rumuni, Bułgarzy, Słowacy, Finowie i próbowali zrobić Węgrzy. Przy braku ZSRR bylibyśmy bezcennym dla Zachodu sojusznikiem, któremu by wybaczono wszystko. Dokładnie tak jak wybaczono Sowietom. W najgorszym przypadku byśmy po prostu przegrali wojnę. Ale nie byłoby na naszym terytorium wojny w 39 iw 41. Dopiero tą w 45 przegralibyśmy daleko od naszych granic. Bez tych koszmarnych strat w majątku narodowym i ludności cywilnej. Byłoby nas dzisiaj jakieś 55 mln, może 60.
      A jak by nas potraktowano? Ano tak jak Finlandię, Włochy, Rumunię, Bułgarię, Węgry, Czechosłowację, Chorwację i Polskę. Nie gorzej niż potraktował Stalin swoje ofiary.Nic by się w tym temacie nie zmieniło.

      Na wszystkim to i ja się nie znam ;)

      Nie tylko Bocheńskiego, ale i kilku innych autorów :)

      Usuń
  9. Idea takiego, a nie innego, ostatecznego rozwiązania i tak mogłaby się pojawić. Niby dlaczego nie miałaby? A Hitler nie zbudowałby obozów u siebie. Gdyby tego chciał zrobiłby tak również w rzeczywistości. Wysłałby ich daleko na wschód? Ale przez Polskę- więc przyczynilibyśmy się do tego.
    Polacy mogliby wydać Żydów, jeśli otrzymaliby jakąś absurdalnie korzystną propozycję. A jeśli już gdybamy, to możemy wygdybać, że mogli jakąś dostać- np. ogromny przyrost granic, powrót do Polski mocarstwowej.

    Właśnie, Hitler to zmarnował, nie postępował racjonalnie. Nie można więc założyć przebiegu kampanii tak, jak przebiegała, jeśli jakiś fakt by się zmienił. Po prostu. Nieracjonalny Hitler + zmiana ważnego faktu. Tak samo, jak nie wiadomo, czy nic by się w traktowaniu Polski nie zmieniło. Znam te przykłady i argumenty, bo Zychowicz o nich napisał. Ale nadal nie zmieni to tego, że Polska nie leży byle gdzie oraz, że wyciągamy z historii fakt- co powtarzam jak mantrę- więc nic nie pozostaje takie samo.

    Wiem, że Zychowicz rozważył różne opcje- napisałam o tym w notce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1.Pomysł obozów zrodził się dopiero po pierwszych porażkach na wschodzie.Pierwotnie planowano przesiedlenia, na wschód lub nawet na Madagaskar....

      2.Nie rozumiem, dlaczego nagle polskie władze, miałyby nagle wezbrać żądzą zabijania swoich obywateli żydowskiego pochodzenia, czy uczestniczyć choćby pośrednio w holokauście?

      3. Nabytki na wschodzie i tak byśmy otrzymali (Polacy - kierunek południowo wschodni, Niemcy Północno wschodni - takie były wstępne luźne ustalenia polsko niemieckie) Kolejne byłyby już ciężarem, a nie korzyścią, zatem tym by nas na pewno nie kupili.

      4. Hitler mimo iż był osobowością zaburzoną, szanował swoich nielicznych sojuszników (w przeciwieństwie do drugiego socjopaty Stalina). Dopóki byli lojalni i nie wywinęli żadnego głupiego numeru nie wtrącał się w ich sprawy wewnętrzne.
      Np. Duce swoich Żydów mordować nie pozwolił a Niemcy wolę sojusznika respektowali przynajmniej do czasu utraty przez niego faktycznej władzy.
      Z kolei Węgrom, mimo zależności od Niemiec, udało się chronić swoich obywateli narodowości żydowskiej przez ponad 4 lata. Dopóki nie było niemieckiej okupacji, dopóty nie było zabijania Żydów.
      To konkretne przykłady. Dlaczego w Polsce miałoby być inaczej?

      5. Jeszcze raz:
      W razie zwycięstwa nad Stalinem Polska jest do przodu. Co się dzieje gdy przegrywamy? Porównajmy los Polski z losem sojuszników Hitlera: Słowacji, Węgier, Rumunii, Bułgarii, Włoch. Historia daje jednoznaczną odpowiedź.

      W najgorszym razie mielibyśmy taką samą dominację Sowietów jak w rzeczywistości, tyle że bez wykrwawienia narodu, bez wyniszczenia elit, bez demolki kraju.

      7. Każda inna decyzja na pewno nie byłaby gorsza o tej którą podjęto w rzeczywistości. W zaistniałej przed wojną sytuacji politycznej należało bezwzględnie przeorientować politykę polską na sojusz z Niemcami, ceną były śmieszne wręcz (a jeszcze stokroć śmieszniejsze w porównaniu z ogromem polskich strat wojennych i powojennych) ustępstwa w spornych sprawach.

      8. Można założyć jak najbardziej, na tym polega tzw historia porównawcza.

      Usuń
  10. Wiem kiedy zrodził się plan ostatecznego rozwiązania w takiej formie, nie trzeba stawiać wielokropka. Nie wywieźliby na Madagaskar, bo to było logistycznie nie do wykonania dla nich. Na wschód? Okej- ale przez Polskę. I co, Polacy wtedy odsuwają się, nie pomagają, nie robią kompletnie nic- a niech sobie Niemcy przejadą!

    Pisałam, że gdyby złożyli nam jakąś super abstrakcyjną propozycję, to moglibyśmy wydać Żydów. Wiem, że inne kraje nie musiały tego robić w taki sposób. Co z tego?

    Co by nie było napisane u Zychowicza wszystko legnie po 1941 r., ponieważ- i nie wiem ile razy jeszcze muszę to napisać- jak się wyciąga fakt z historii to kolejne nie mają miejsca w taki sam sposób, proste.
    I co z tego, że po wojnie możemy porównać los Polski z losem innych demoludów, Polska nie jest byle krajem, tylko drogą do NRD.

    I tym skończę, bo nie ma sensu, bym się powtarzała. Nie zgodzę się z argumentami Zychowicza, gdyż pozostawiają dla mnie zbyt wiele wątpliwości. Sama w sobie książka jest natomiast ciekawa i warto ją przeczytać. Tym bardziej, że wywołuje dyskusje, które zawsze są dobre :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Dokładnie tak. Zachowują dalece idącą neutralność. Róbcie sobie co chcecie, ale od polskich obywateli żydowskiego pochodzenia trzymajcie łapy z daleka. Polska była dla Niemców zbyt cennym sojusznikiem. Nie ryzykowaliby destabilizacji kierunku wschodniego, dla kwestii żydowskiej.

      2. No właśnie, żadnej innej propozycji, poza pomocą wojskową (leżącą w interesie Niemców) , układami handlowymi i nabytkami terytorialnymi( które i tak byśmy mieli) nie mogli nam zaoferować. Więc czemu nie złożyli jakiś super ofert Włochom, Bułgarom itp? skoro im tak zależało na kwestii żydowskiej? Co ich powstrzymywało?
      Wyglądało to mniej więcej tak:
      Niemcy: " Oddacie nam żydów?"
      dowolny sojusznik: " Nie, nie ma mowy"
      Niemcy: " Ok, to nie wracamy do tematu"
      Jak można kwitować fakty stwierdzeniem, co z tego? Rozważania w oderwaniu od nich to dopiero prawdzie PF

      3. Aha czyli rozważając fakty historyczne nie wyciągamy żadnych wniosków? Nie oceniamy, czy dane posuniecie było słuszne czy nie? Czy można było inaczej? W Stanach są instytuty historyczne geopolityki które zajmują się tego rodzaju problemami i tam nikt ilością zmiennych jakoś się nie przeraża. Dokonują tego typu analiz i nikt nie uważa tego za rzecz zbędną. Może gdyby przed wojną w Polsce byłoby coś takiego, nie popełnialibyśmy ciągle tych samych błędów.

      4.Oczywiście zawsze możemy zignorować rzeczywistość i znowu dopuścić do likwidacji państwa. Tym razem już chyba po raz ostatni. Pan Bóg też ma swoją cierpliwość. Jak mawiał kardynał Hlond, Chrystus nauczał o miłosierdziu dla grzeszników, o miłosierdziu dla durniów nic nie wspominał. Co by nie było. Nasi przywódcy przedwojenni (sanacja) wybrali jak najgorzej mogli. Każda inna decyzja byłaby lepsza i o tym dyskutujemy :)

      Usuń
  11. Wszystko fajnie, tylko, że ja nie napisałam przecież, iż jest to niepotrzebne, więc nie rozumiem skąd punkt 3? Przecież napisałam i w rozmowie, i we wpisie, że te dyskusje są dobre.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…