Przejdź do głównej zawartości

62. Django

Plakat z:  http://www.filmweb.pl/film/Django-2012-620541



                Film „Django” obiegł ostatnio świat zachwycając całe tłumy fanów Tarantino. Historia umieszczona w Ameryce sprzed wojny secesyjnej w ciekawy i zabawny, niekiedy, sposób, ukazuje realia życia niewolników połączone z fikcyjną fabułą, wyśmienicie zarysowaną w filmie.

            Nie wiem, co jest lepsze- gra aktorska, sceneria, muzyka, czy sama w sobie opowieść. Chyba wszystko naraz tworzy tak dobrany zespół, że musiała z tego wyjść świetna, intrygująca symfonia, okraszona oczywiście, jak na Tarantino przystało, całym mnóstwem krwionośnych efektów. 

            Pisanie o tym dziele w samych superlatywach nie będzie jednak miało miejsca – muszę napisać, że jak dla mnie, niektóre sceny były zbyt przeciągane. Film po prostu dłużył mi się i nie było łatwo przebrnąć przez całość. Chociaż podobał mi się bardzo, co chyba widać po wcześniejszych słowach, to nie jestem nim aż tak zachwycona, jak się spodziewałam po wszystkich rekomendacjach, które słyszałam i recenzjach, które czytałam.
            Niemniej polecam zmierzenie się z „Django”, na pewno nie będzie to czas stracony.

Komentarze

  1. hmmmm ja uwielbiam Django, bardzo mi się podobał ten film. podobne odczucie dotyczące "przeciągania" miałam raz, podczas tych negocjacji... ale potem było tylko lepiej :D
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam dwa razy i teraz chyba będzie kojarzył mi się tylko z fizyką - nauczyciel się nim zachwyca z czym nie zgadzam się w 100%, bo oczywiście - gra aktorka i historia to mistrzostwo, ale część scen jest po prostu zbyt przerysowana i jak sama napisałaś przeciągana, co dla mnie osobiście niszczy trochę klimat. 8/10 :D
    Podobno Tarantino albo się nienawidzi, albo kocha. Jeśli to prawda to mimo wszystko jestem raczej w tej drugiej grupie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. O Django czytam same pozytywne opinie, czym prędzej muszę nadrobić zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A koleżanka pytała przedwczoraj, czy warto. Jeśli jeszcze nie widziała, powiem, że polecasz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam obejrzeć, ale jakoś tak czasu zbrakło...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…