Przejdź do głównej zawartości

66. Duchowość ateistyczna

Zapotrzebowanie na chwilę oderwania od nauki przywiało mnie tutaj. Pomyślałam zatem, że podzielę się książką, którą ostatni (w końcu!) skończyłam czytać.

Duchowość ateistyczna




Moje pierwsza myśl związana z tą książką była raczej sceptyczna. Obawiałam się bzdur w stylu katechizmu dla ateistów. Jednak nie należy oceniać książki po okładce, więc zabrałam się do czytania. Szło mi długo, ale nie ze względu na oporność teksu- należy oddać autorowi uznanie za lekkie pióro. 

Niecierpliwiłam się trochę poszukując wyjaśnienia tytułu. Duchowość  i ateizm nie idą bowiem, według mnie, w parze. Autor zestawia te dwa słowa, aby określić stan, w którym nie wierzy się w boga (jakiegokolwiek), ale zaznaje się przeżyć duchowych. O ile zgodzę się z tym, że fakt niewiary nie wyklucza doznawania wyższych uczuć, przeżyć, przebłysków oświecenia (myślą, pięknem natury, słowem, miłością), to mimo wszystko nie poszłabym za autorem i nie wpakowałabym tego do worka "duchowości". Nie pozbawiam ateistów "duszy" (nie mam innego określania na to, co chodzi mi po głowie, ale myślę, że każdy zrozumie o co chodzi), ale nie przypisałabym im już "duchowości", bo tutaj uparłabym się na szukanie innego słowa. Zresztą nawet nie słowo a określenie, jak chociażby doznawanie uczuć wyższych, dostrzeganie piękna świata, sytuacji, wystarcza na to, że ateiści nie są wypranymi z głębi osobami bez wnętrza.

Ogólnie więc książka, jako dowód na duchowość ateistów, na ich opieranie się o Energię wszechświata (autor pisze o energii albo określa to innym słowem, którego przypomnieć sobie nie mogę, ale jego wymowa jest mniej więcej taka sama) nieszczególnie przypada mi do gustu. 

Jest to praca filozoficzna. Ja na tej dziedzinie po prostu się nie znam, ale na pewno ta książka dostarcza całej kopalni myśli przewodnich różnych wierzeń i poglądów. O części z nich nigdy nie słyszałam, więc nadaje to wartość tej pracy.

Nie mogę za to ominąć kilku sformułowań, myśli, które bardzo mi się spodobały, które są na tyle uniwersalne, że stanowią wartość dla każdego człowieka niezależnie od poglądów. Nie jest to oczywiście odkrycie Ameryki, ale moim zdaniem, im więcej osób ujmuje takie kwestie w słowa, tym lepiej.

Pierwszą z nich jest szczęście, na które ciągle czekamy oraz nadziei. Sponville pisze, że nadzieje może być na coś, co będzie, więc przesłania nam wartość tego, co posiadamy. Natomiast to, co posiadamy jest szczęściem. Autor zawarł to w ujmujących słowach:

"Nadzieja dotyczy tego, czego się nie ma. Jak długo mamy nadzieję, że będziemy szczęśliwi, tak długo brakuje nam szczęścia. Z drugiej strony, gdy jesteśmy szczęśliwi, na co mamy mieć nadzieję? Na to, że szczęście będzie trwało? Taka nadzieja to strach, że szczęście się skończy, jeśli ją żywimy, przerażenie pochłania szczęście... (...) jeśli będziemy żywić wielką nadzieję na to, że jutro spotka nas szczęście, nie damy sobie szansy, żeby przeżyć je dziś."

Druga dotyczy wiary a raczej tego, czym przerzucają się wojujący wierzący i wojujący ateiści, czyli przykładów na agresję, niewłaściwe postępowanie "przeciwnika" (jak np. krucjaty, palenie heretyków na stosie kontra stalinizm).

"To nie wiara (lub niewiara- dop. aut.) popycha ku masakrom, lecz wszelkiego rodzaju fanatyzm, zarówno religijny, jak i polityczny, nietolerancja, nienawiść."

Ostatnia kwestia to wniosek płynący z poprzednich słów oraz generalnie z refleksji nad wiarą-niewiarą.

"Można się obyć bez religii, jednakże nie można się obyć bez więzi, bez wierności i bez miłości. To, co nas łączy, jest ważniejsze od tego, co nas dzieli (...) Życie jest cenniejsze niż religia (co zadaje kłam inkwizytorom i katom); więź duchowa jest cenniejsza niż Kościoły (co zadaje kłam sekciarstwu); wierność jest cenniejsza niż wiara albo ateizm (co zadaje kłam zarówno nihilistom, jak i fanatykom); wreszcie miłość jest cenniejsza niż nadzieja i rozpacz, co przyznaje rację zwykłym ludziom, wierzącym i niewierzącym.

Nie oczekujmy zbawienia, żeby stać się ludźmi."

______________________

Wybaczcie mi taki cudzysłów, ale pisałam notkę bezpośrednio na bloggerze, nie w edytorze tekstowym
Opisywana książka obfituje oczywiście w kwestie stricte dotyczące ateizmu (powody niewiary, dowody/ich brak na istnienie Boga, itp.). Nie rozważam ich, ponieważ są bardzo oklepane i napisanie o tym, co widzicie wyżej, wydało mi się ważniejsze i ciekawsze. 

Recenzja książki na LubimyCzytać:  KLIK

Komentarze

  1. Wiara i niewiara to ostatnio dla mnie grząski temat, na razie pozostawiam go bez ruszania. Chyba muszę się bardziej w czymś umocnić. Ale dziękuję, z pewnością za jakiś czas będzie ona dla mnie przydatna. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nie potrafię spojrzeć na coś kategorycznie "jest" i "nie ma". A co dopiero jeśli chodzi o istnienie Boga. Coś tam istnieje na pewno, co? kto to wie. Nikt nie wie kto nie był po "tamtej stronie". Więc moim zdaniem dusza jest, jakiś stwórca więc też. Albo cała masa. Albo sterują nami obcy o wiele większej inteligencji. Ale że od razu miłosierny Bóg chrześcijański? To chyba bardziej symbolika niż prawdziwe istnienie. Chociaż pisząc to czuję się, jakbym bluźniła, więc może tak do końca nie myślę. Sama nie wiem. Czasem co w dzieciństwie zakorzenią ciężko wykorzenić...

    OdpowiedzUsuń
  3. M również te dwa słowa do siebie kompletnie nie pasują.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po tych trzech cytatach zachęciłaś mnie do książki jeszcze bardziej, chociaż już wcześniej o niej myślałam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mhmmm. Ja wyznaję Mesmeryzm ^^. Choć nie powiem, że w nic nie wierzę. Na pewno nie wierzę we wspólnotę kościoła, ona przestała istnieć.

    Książka ciekawie się zapowiada :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój kolega wierzy w kosmitów...
    Naprawdę, po czymś takim nie mogę sceptycznie podchodzić do czegokolwiek :)

    OdpowiedzUsuń
  7. głupie telefony, niszczą nam mózgi! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. może być ciekawa ;) ale tak sobie myślę, czy posiadanie duchowości to nie poszukiwanie Boga?

    OdpowiedzUsuń
  9. ooo, wreszcie do Ciebie trafiłam! bo przez jakiś czas nie mogłam wejść na Twojego bloga :c
    nie dziwię się w sumie Twojemu podejściu, bo ja też raczej nie patrzę pochlebnym wzrokiem na książki o religii. podoba mi się ten pierwszy cytat o nadziei - bardzo życiowy. a ten drugi też jest dobry, my Polacy możemy coś o tym wiedzieć przy okazji sławnej walki o krzyż :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Drugi cytat przemawia do mnie wyjątkowo mocno. Tym bardziej, że przekuwam sobie go na swój użytek, przekładam na lokalny grunt i wiem, że jest on stuprocentową racją.

    OdpowiedzUsuń
  11. bardzo spodobał mi się cytat o nadziei. rzeczywiście, nie doceniamy tego, co mamy, ciągle mamy nadzieję na więcej... nie dopuszczamy do siebie myśli, że już jesteśmy szczęśliwi. dobre refleksje :)
    jestem ateistką, ale TAK, OWSZEM, mam wnętrze i uczucia :)

    OdpowiedzUsuń
  12. W opisie swojego profilu życzyłaś wszystkim, by kochali samych siebie. Zdobyłaś tym moją obecność na blogu, takie podejście do życia bardzo do mnie trafia. Dopóki nie zaczniemy kochać siebie, nie pokochamy drugiego człowieka. Książka też jak najbardziej w moim stylu, tylko pogratulować gustu. :) Gorąco pozdrawiam i zapraszam do siebie na www.malgo-pisze.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…