Przejdź do głównej zawartości

69. Life is brutal and then you die.

Gdybym miała lepszy humor pewnie wymyśliłabym coś w związku z numerem wpisu.
Ostrzegam, że notka jest bardziej osobista, niż to zazwyczaj  u mnie bywa, więc jak nie chce się komuś czytać, to lepiej niech od razu zamknie Histeryczną.

Ostatnio, jak pewnie zauważyliście, mam tyle czasu, że aż go nie mam. A jak go mam to nie mam siły, ani motywacji do robienia czegokolwiek. 

Jak wiecie próbuję znaleźć pracę. Idzie mi tragicznie. Nie wiem już, co mam zrobić, bo w końcu aby ukończyć studia muszę mieć pracę, bo nie mam już za co zostać tu, gdzie jestem. Nie dość zatem, że nie mogę znaleźć pracy i bardzo cienko z kasą, to jeszcze tracę czas na kombinowanie, dorabianie, etc. i coraz bardziej odbiegam od mojej idei studiowania (czyli od studiowania prawdziwego, szerokiego, rozczytanego, a nie na zasadzie ZZZ). 

Na domiar złego mój tata ciężko zachorował. Martwię się o niego niesamowicie, ciągle się stresuję i nie mogę się na niczym innym skupić. Do tego niewiele wiemy o jego stanie, jeszcze dużo badań przed nim. Jest w domu, czuje się w miarę, jakoś funkcjonuje, no ale mimo wszystko... No i oczywiście nie może pracować, więc cóż, czas zacząć utrzymywać się w całości, co (jak już wiecie) kompletnie mi nie wychodzi, chociaż bardzo się staram. Moja mama zapewnia mnie o swojej pomocy, ale nie wyobrażam sobie jakim cudem miałaby sama zarobić na siebie, na tatę, na leczenie taty i na moje mieszkanie, jedzenie, książki, etc.

Wszystkiego mi się odechciewa. Nie chce mi się nawet komentować, co jest dziwne, bo zawsze lubiłam to robić. Czytam was, ale nie komentuję, bo nie potrafię nic wymyślić. Przestałam czytać książki, nie słucham nawet muzyki, przestałam się uczyć, przestałam pisać pracę dyplomową, nie piszę opowiadań, wierszy. Całymi dniami oglądam oferty pracy, rozsyłam CV, piszę listy motywacyjne, rozsyłam, biegam z miejsca na miejsce. Chodzę na zajęcia, ale nie jestem pewna, czy słucham, chyba na nich odsypiam trochę. W międzyczasie płaczę, dzwonię do domu, patrzę w sufit i czasami coś jem, jak mój Ktoś mi wciśnie na siłę. A potem wracam do szukania pracy.

Zaczynam myśleć, że bezsensownie uroiłam sobie, że nie jestem jak wszyscy. Wymyśliłam sobie, że z pasją do nauki mogę dużo zdziałać. Naoglądałam się filmów i naczytałam historii wielki naukowców i pisarzy, którzy wyszli z biedy a skończyli jako profesorowie. Gdzie mi do zostania kimś takim? Do zostania historykiem, profesorem, pisarzem? Jak nawet na ekspedientkę nie chcą mnie przyjąć. Nie wiem czemu sobie wmówiłam, że zamiłowaniem do wiedzy i ciągłą pracą nad sobą coś wskóram. Jestem jaka jestem. Nie jestem ani mądrzejsza, ani głupsza, niż inni. Nie jestem ani mniej, ani bardziej bystra. Ot, po prostu jestem. Skąd u mnie w ogóle idea tego, by stawać się kimś więcej? Nie stać mnie na to. Nie wiedziałam, że kiedyś to powiem. Myślałam, że będę dążyć do celu, uczyć się i pracować nad sobą zawszę, mimo wszystko. Chyba już nie mogę, nie mam jak, nie mogę obciążyć mamy kosztami mojego utrzymania. Nie potrafię teraz znaleźć czasu na taką naukę, jaka jest mi potrzebna.

Nie wiem jak wszystko ogarnę, bo czuję, że nie mam już na nic siły.


Komentarze

  1. Czasami mamy taki gorszy okres w naszym życiu - ale później będzie dobrze, musi być!
    Z pracą niestety w naszym kraju ciężko, dlatego ja np. chcę wyjechać.
    Mam nadzieję, że z twoim tatą wszystko będzie w porządku :)
    Trzymaj się i głowa do góry! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam ten sam problem - brak kasy. Musiałam zrezygnować z kształcenia się i sobie dorobić. To żałosne, że aby się uczyć, to trzeba tak kombinować. Aby pracować, to musiałam być studentem (zaocznym - zniżek się nie opłaca, a czas w tygodniu jest), a żeby być studentem, to potrzebowałam pieniędzy. I koło się zamyka. Na domiar złego, nie miałam żadnego doświadczenia. Musiałam więc oddalić swoje plany o studiach i pójść na technika (po liceum do technikum - nonsens jakiś), zarobić i dopiero pójść na studia. Ech... nie ma łatwo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymaj się w tym wszystkim jakoś. Przetrzymaj zły czas. Kiedyś w końcu będzie lepiej, nie ma wyjścia. Rzadko kiedy życie jest linią prostą, raczej ma tendencję bywania sinusoidą i to daje nadzieję.
    I zdrowia dla taty!

    OdpowiedzUsuń
  4. i przestań myśleć, że to Ty coś bezsensownie robisz :) żyjemy w popieprzonym kraju, popieprzonym świecie. Wiem co mówię, bo ostatnio walczę żeby nie znienawidzieć studentów, zajmujących mi miejsca pracy, której też szukam. A patrz jaka parodia, wszędzie szukają albo studentów albo z orzeczeniem o niepełnosprawności, ja nie mogę znaleźć pracy, ale i Ty studentka i moi znajomi z prawdziwymi orzeczeniami o niepelnosprawności, też jej nie mogą znaleźć. :) Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
  5. Najbardziej bolesne, że wszytko uzależnione jest od finansów. Nasze plany, przyszłość, marzenia... Wszytko zależy zbyt często od pieniędzy, od tego czy znajdziemy pracę, czy nie, to staje się jak być, albo nie być. Zbyt często nie stać nas na marzenia, realizację celów. Rezygnujemy zmuszeni ciężką sytuacją.Podejmujemy różne działania,rozdrabniamy się na różne prace, by zarobić i oddalamy od celu. Życzę wytrwałości i nadziei, że kiedyś będzie lepiej, a ciężki czas trzeba jakoś przetrwać, byle nigdy nie stracić z oczu tego co naprawdę ważne.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…