Przejdź do głównej zawartości

75. One Direction

Nie, nie zostałam super-fanką zespołu One Direction. I nie mam zamiaru, bo nie lubię takich klimatów. Musiałabym być na imprezie i tańczyć, żeby to zdzierżyć. 

Po prostu zastanawia mnie nie tyle fenomen tego zespołu, co fenomen jego anty-fanów. Zupełnie jak fenomen anty-fanów Justina Biebera. Generalnie szerzej o moich uzewnętrznieniach na ten temat tutaj:


A teraz tak ogólnie, ode mnie, ta cała myśl.

O co mi tak właściwie chodzi? Ano o to, że my za młodu (a przynajmniej je) też różnych gówien muzycznych słuchaliśmy. Ja na przykład kochałam Backstreet Boys. Wiocha, no ale cóż. Słuchałam do tego hip-hopu i rocka (nie wiem no, na przykład Deep Purple). Nie wyrosłam na jakąś super słodką głupią głośnodajkę.

Dlaczego teraz robi się taką tragedię z tego, że jakaś nastolatka słucha boysbandu? Ja rozumiem, że ta muzyka nie porywa i nie rozwala głębi, ale nie każda musi taka być. 13-latki nie mają obowiązku ślęczeć nad problemami życia i śmierci, nie mają obowiązku, żeby interpretować każde słowo w piosence. Niech się bawią, niech będą wesołe, niech wzdychają do plakatów na ścianie. Naprawdę im to nie zaszkodzi.

Nie lubisz One Direction, Justina B., ani ich śmiecio-utworów bez przekazu? Prosta rada - nie słuchaj! 

Ja również często wyrażam swoją opinię na temat tego typu muzyki: nie lubię braku ambicji, głupich tekstów, całkowitego braku instrumentów i jakiegoś umcy-umcy zamiast tego. Ja również krytykuję niektóre zachowania - najczęściej całkowity brak zrozumienia (nie nielubienie, tylko brak zrozumienia) dla wartości muzyki, słów, dobrej gry, etc. Ale przestańmy oceniać ludzi, a już szczególnie borowi tucholskiemu ducha winne gimnazjalistki, które po prostu lubią niewymagające, wesołe piosenki wykonywane przez ładnych, uroczych chłopców.

Komentarze

  1. Starsi uważają się za mądrzejszych, a takim dzieciakom i tak z czasem przejdzie moda na Biebiera:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiecie, akurat w porównaniu do rożnych zespołów i wykonawców, Justin Bieber, o dziwo, n a p r a w d ę dobrze brzmi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze jest tak, że kiedy ktoś aż tak się wybije, a bądź co bądź wybitny nie jest to znajdzie się multum anty-fanów, którzy w sumie bardziej o nich rozpowiadają niż fani...

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz rację. Chyba zostaliśmy nauczeni przez rodziców, że stare jest lepsze, dlatego osoby z gustem muzycznym sięgającym lat powiedzmy 70. uważają się za mega koneserów. Sama słucham dużo starej muzyki co nie znaczy, że nie lubię czasem odmóżdżyć się przy współczesnej rypance (głównie na imprezach). Co do fanek wyżej wymienionych zespołów, czy wokalistów niech sobie będą, choć czasem same proszą się o takie hejterstwo, głównie przez te (olaboga) fun fici o medalikach z Justinem Bieberem. Fajny post, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "...głównie przez te (olaboga) fun fici o medalikach z Justinem Bieberem" Jestem zupełnie nie w temacie O,o Czy to coś, co powinnam wiedzieć, by mieć świadomość na jakie strony nie wchodzić? :D

      Usuń
  5. Ja tam olewam to całe grono fanów i antyfanów. Antyfani, to dla mnie jeden wieli kosmos. Nie znam kolesi, więc nie oceniam, pożartować lubię, ale nigdy na poważnie. Przecież nim mi o ni nie zrobili złego, bym miała wylewać na nich nieuzasadniony hejt. Wkurza mnie jedynie to, że na pokaz biorą udział w jakiś charytatywnych akcjach. Jedyny plus jest taki, że przynajmniej dają tą kasę (mam taką nadzieję).

    Miłego oglądania ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie irytują grupy psychofanów i antyfanów jednocześnie.

    Ci pierwszy mnie wkurzają, bo ich jedynym argumentem jest: "bo zazdrościsz".

    Ci drudzy, bo marnują swój czas na hejtowanie, co i tak nie ma żadnego sensu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj tak Backstreet Boys i Spice Girls czy jak im tam było u nas w gimnazjum wymiatali;p.
    Teraz mnie samej głupio, że tego słuchałam, ale cóż przywilej wieku;p

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…