Przejdź do głównej zawartości

80. ~69. Powstanie Warszawskie

Kiedyś obiecałam sobie, że nie będę pisała o Powstaniu Warszawskim, bo to dosyć drażliwy temat wśród Polaków. Bardzo się z tego postanowienia cieszyłam w zeszłym roku. W świetle tego, co działo się na uroczystościach w stolicy wydało mi się, że jest jest właściwie koniec - koniec podniosłości tego typu obchodów.

Zawsze przystaję o godzinie W i tak naprawdę nie wiem, czy widziałam, by ktoś nie przystanął. W tym momencie nigdy nie roztrząsam sensu Powstania. Tutaj też nie będę tego robiła - nie wydaje mi się, by komuś z Was po raz kolejny chciało się czytać tego typu wywodu, których całe mnóstwo czytamy i słyszymy co roku.

A jednak jakoś nie potrafię przejść zupełnie obojętnie obok tego wydarzenia i nie napisać o tym. Wiem, że nie ja od tego jestem, ale tak sobie myślę, że dobrze jest rozmawiać o tym, że chociaż pamiętamy. Na to nie ma wpływu sensowność Powstania, ani geneza tradycji jego obchodów, tego kiedy stały się tak uroczyste - nie chodzi mi o to, żeby to teraz analizować. Wieczne życie przeszłością też nie ma sensu. Chodzi tylko o to, żeby pamiętać i oddać odpowiedni hołd bohaterom, bo niezależnie od naszych poglądów na Powstanie, musimy przyznać, że walczący w nim młodzi ludzie są bohaterami naszego narodu. 

Szczerze mówiąc nie sądzę, by jakiś przeciwnik Powstania był w stanie podejść do kogoś, kto je przeżył i powiedzieć mu: byłeś po prostu głupi, to wszystko nie miało sensu, twoi przyjaciele zginęli na marne. Jeśli byłby w stanie to zrobić, to ja nie byłabym w stanie zrozumieć jego motywów. Tak samo jak nie rozumiem motywów zwolenników Powstania, którzy lubuję się w nazywaniu jego przeciwników faszystami, odmawiania im patriotyzmu, etc. 

I równie ciężko było mi zrozumieć zachowanie niektórych osób na zeszłorocznych obchodach w Warszawie. I mam nadzieję, że to się nie powtórzy. 

A może powinnam przyzwyczaić się, że ludzi wszystko coraz mniej obchodzi? Że coraz mniej w nich wartości i szacunku? Coraz mniej umiejętności normalnej dyskusji? Może powinnam zmusić się do patrzenia na wszystko takim, jakim jest - czyli w sposób upolityczniony? Bo przecież tak zawsze było i pewnie będzie.

Chyba jestem jakaś dziwna. I chociaż poglądy na różne sprawy, w tym Powstanie, mam jakie mam, to nadal będę tę rocznicę szanować. Jak zresztą wiele innych. I zawsze będę myślała o tej młodzieży, jak o bohaterach. 

Mam nadzieję, że Wy wszyscy, niezależnie od poglądów, też przystajecie o 17.00.

Komentarze

  1. Chciałam być dziś w Warszawie o godz. 17, jednak musiałam zostać (niestety)...ale dziś o odpowiedniej godzinie przystanę...

    OdpowiedzUsuń
  2. O nie ładnie, nie ładnie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech... a miałam iść do muzeum PW.

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam w domu. Ale zawsze się trochę wzruszam takimi społecznymi jakimiś inicjatywami. Że jest coś, co jednak i wciąż łączy ludzi, chociaż tylko na kilka chwil.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie lubię pisac o takich tematach na swoim blogu ... ale tak, dzisiejszy dzień nalezał do tych, o których trzeba pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Opinie mogą być różne, ale fakt jest taki, że zginęło wielu dzielnych ludzi i należy im się szacunek, oddanie hołdu. Boli, gdy inni bezczeszczą tę rocznicę. Kiedyś usłyszałam "nie oceniaj, bo nigdy nie wiesz jakbyś zachowała się w danej sytuacji". Łatwo oceniać wydarzenia historyczne z perspektywy czasu, gdy jesteśmy bezpieczni, siedzimy w wygodnych domach, nie ma wojny, znamy efekty, skutki, wiemy, co wydarzyło się później, ale Ci ludzie stali w obliczu nieznanego i podjęli ryzyko.

    OdpowiedzUsuń
  7. nigdy nie przepadałam za historią, ale prawda jest taka, że Powstanie Warszawskie miało miejsce w niedalekiej przeszłości więc dotyka bezpośrednio nas. przystanęłam, złożyłam jako-taki hołd, mam nadzieję, że chociaż to wystarczyło.

    OdpowiedzUsuń
  8. Trochę nie na temat, ale post stary, to może mi wybaczysz.

    Jest kilka wpisów, gdzie widać wyraźnie Twoje zamiłowanie do historii. Jednak moim zdaniem dopiero ten wpis jest takim prawdziwym przejawem patriotyzmu. Dlaczego? Bo jest szczery, taki prosto z serca. Widać w nim rozterki, dumę, żal, może i pewną bezradność. Ale przede wszystkim widać w nim, że myślisz o kraju, jak o czymś własnym. I bardzo dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…