Przejdź do głównej zawartości

86. DAWNKINSowsko Dawnkinsowe "debaty".


Tak, przyznaję się szczerze, że znowu ostatnio weszłam na demotywatory bez żadnego racjonalnego powodu. Tak, znowu zaczęłam czytać komentarze, żeby się pośmiać.
Nie raz, nie dwa, trafiłam na kłótnie walecznych katolików z równie walecznymi ateistami. Jak to napisał Sponville:
To nie wiara (lub niewiara- mój dop.) popycha ku masakrom, lecz wszelkiego rodzaju fanatyzm, zarówno religijny, jak i polityczny, nietolerancja, nienawiść.

I tak też dla mnie wyglądają takie spory. Nie wynikają z wiary lub niewiary, lecz z fanatyzmu.
Jednak nie o tym chciałam pisać.

Otóż w komentarzach często jedna i druga strona na różne sposoby wykorzystuje Richarda Dawkinsa. Jego przeciwnicy zmienili nawet pisownię jego nazwiska na DAWNkins.

Cóż. Właściwie to sam jest on sobie winien, że znamy go przede wszystkim z zagorzałego, by nie powiedzieć fanatycznego, ateizmu. Jako autor „Boga Urojonego” dostarcza argumentów dla każdej ze stron, tylko układanych w odpowiedni sposób.

Nie mam zamiaru pisać o „Bogu Urojonym”, bo już to kiedyś robiłam i jak ktoś ma ochotę poczytać to z pewnością znajdzie ten wpis na moim osobistym blogu. Mam jednak jakąś niewyjaśnioną potrzebę napisania o Dawkinsie. Dlaczego? Bo ludzie nie wiedzą lub zapominają.

Nie wiedzą lub zapominają, że „Bóg Urojony” to nie jest jego jedyna książka. Według mnie bardzo ważną zasługą Richarda Dawkinsa jest popularyzowanie nauki. Potrafi on przedstawić  procesy, które są często trudne do zrozumienia, w bardzo przystępny sposób.

Wszyscy wiedzą, że Dawkins zajmuje się ateizmem. Niestety pomijany jest fakt, że zajmuje się też czymś o wiele ważniejszym, ciekawszym, co jest z ateizmem tylko powiązane, co ma swoje stałe miejsce w nauce – ewolucją. 

Na język polski zostało przetłumaczonych kilka ciekawych prac na ten temat. Co więcej, jak już wspomniałam, są one pisane lekkim językiem. Dzięki temu nauka staje się interesująca a ewolucja, dobór naturalny, proste. 

„Samolubny gen” to chyba książka, o której nasłuchałam się najwięcej. Nie chcę jej oceniać, bo nie przeczytałam całej, ale tyle, ile poznałam, potwierdza moje mniemanie o pracach Dawkinsa. „Najwspanialsze widowisko świata” jest nowszą książką i powtarza znane już tezy autora, ale nie odbiega ciekawością od pozostałych. I wreszcie  „Ślepy zegarmistrz”, którego wręcz pochłaniałam, i którego uwielbiam.

Łopatologiczne wykładanie naukowych zagadnień to zadanie równie ważne, co trudne. Dawkins ma ten dar pióra i tłumaczenia, dlatego też z powodzeniem może to robić. To prawda, że jest bardzo uparty w monotematyczności. Nie należy jednak dyskredytować dzieła, bo nie lubi się charakteru autora. 
Pamiętajcie o tym następnym razem, jak będziecie pisać DAWNkins.

Komentarze

  1. Na demotywatorach wieki nie byłam ;). Dawno nie czytałam żadnej książki, dobijające.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie siedzę na demotywatorach, to i podobne awantury mnie omijają. Ewolucja nie wyklucza istnienia Boga, tak na marginesie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie napisałam, że wyklucza?

      Usuń
  3. Ojej, a myślałam, że tylko ja wciąż jeszcze całkiem spontanicznie zaglądam na tą stronę.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja nie rozumiem jak można walczyć ze sobą przez wyznawane religie, przecież każdy ma prawo wyboru, a ponoć Bóg jest jeden, tylko pod różnymi postaciami. ehh...

    OdpowiedzUsuń
  5. w ksiązkach Dawkinsa zaczytywałem się swojego czasu i właśnie...wszyscy szafują nazwiskiem, nie znając tak naprawdę dzieł owego pana, nie mając pojęcia, że jego tzw. wojujący ateizm ( chociaż, jak dla mnie pan Dawkins wielce wojującym ateistą nie jest, tylko swojego czasu wyłuszczył pewne poglądy wynikające z innych i miał do tego pełne prawo) jest tylko dodatkiem do niesamowitego wkładu w naukę. po prostu, wielu ludzi jak zwykle lubi sobie wycierać gębę nazwiskiem, nie wiedząc nawet, kim ta osoba naprawdę jest. to coś z ludzkiej tendencji "ja wiem lepiej, rzucę mądre nazwisko i się zamkną". bardzo często spotykana tendencja jak mi się zdaje.

    a co do sporów...nigdy nie zrozumiem, jak można się o to kłocić. jedni próbują logiką udowodnić że bogów jakichkolwiek nie ma, podczas gdy wiara wykracza poza logikę, jest czuciem. wierzący wysuwają nielogiczne zgoła argumenty, albo co gorsza, próbują własne czucie racjonalizować. i o co się w ogóle kłocić, skoro wiara albo jej brak to sprawa całkowicie intymna i osobista? jak zwykle, nie umiemy pozwolić żyć komuś na jego kawałku podłogi, bo uwiera nas, że można inaczej, i oczywiście "ja muszę wiedzieć lepiej":D

    OdpowiedzUsuń
  6. Na demotywatory nie wchodzę, dla mnie ta strona jest po prostu żałosna i pozbawiona jakiegokolwiek sensu. A o Dawkinsie przyznam, że nie słyszałam. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja tam już uzależnienie od przeglądania Demotów zwalczyłam. Kiedyś dzień bez Demotów był dla mnie dniem straconym, a teraz wchodzę tam tylko sporadycznie, jak nie mam co robić. Widzę, że lektura ciekawa. Będę musiała to dopisać do swojej listy... a miałam się zabrać za 100 tytułów BBC...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 100 tytułów z BBC? Nie słyszałam, nie wiem o co biega, ale się dowiem :D

      Usuń
    2. Już wpisałam :) Część czytałam, część pewnie przeczytam a reszty nie ruszę, bo nie uważam tego za konieczne :)

      Usuń
    3. To podobnie jak ja ;P Niektóre tytuły mnie odrzucają. Ale resztę staram się przeczytać.

      Usuń
  8. Hmm, ale "dawn" to świt, również w przenośni, początek czegoś, więc chyba obelga mało trafiona, wydaje mi się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie i mało trafiona, bo piszącym chodzi o "downa" w sensie choroby. No cóż, nie każdy pewnie zwróciłby uwagę na znaczenie tego, co pisze :)

      Usuń
  9. ja uwielbiam demotywatory i chętnie czytam te wojenki w komentarzach :) oj tak, to fanatyzm a nie jakakolwiek wiara jest powodem złych zdarzeń.

    OdpowiedzUsuń
  10. Każdego kręci co innego. Thank u. :>

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…