Przejdź do głównej zawartości

89. Garden State czyli multizdolny Zach Braff

Musze przyznać, że byłam szczerze zaskoczona, kiedy dowiedziałam się o filmie Garden State (na język polski, z jakiegoś powodu, tytuł jest tłumaczony na: Powrót do Garden State, co moim zdaniem jest zbędne, ale ja nie o tym...). Dlaczego? Ze względu na rolę jaką dla tego filmu odgrywa Zach Braff.



Źródło
Jeśli ktoś jest fanem Comedy Central (ja jestem fanką okazyjną, ponieważ u siebie nie mam telewizora), to na pewno kojarzy doktora J.D. z serialu Scrubs (polskie: Hoży Doktorzy). Chociaż lubię pośmiać się zarówno z serialu, jak i samej postaci, to zawsze patrzyłam na tego aktora z przymrużeniem oka. Nigdy szczególnie mnie nie zainteresował, toteż nie szukałam o nim żadnych informacji. Ot, byłam przekonana, że to tylko serialowy aktor z ładną buzią, mający ciekawą i zabawną rolę.












Tym większe było moje zdziwienie, kiedy koleżanka opowiedziała mi o Garden State. Scenariusz do tego filmu napisał bowiem właśnie Zach Braff. Co więcej jest on również reżyserem filmu. A jakby tego było mało - zagrał w nim główną rolę.

Źródło

Film opowiada o młodym człowieku, który przez traumę, jaką przeżył w dzieciństwie, został uznany za niestabilnego psychicznie. Jego ojciec, psychiatra, od młodości faszerował go różnego rodzaju lekami. Andrew (główny bohater) bierze je przez cały czas. Aż do momentu powrotu do Garden State - swojego rodzinnego miasta. Musi tam uporać się nie tylko z problemami, ale również ze samym sobą. Zaczyna bowiem czuć, rozwija się w nim emocjonalność blokowana wcześniej przez otępienie lekami.


Garden State to jak wyrwanie się ze snu. Jakby dopiero co zauważyło się, że istnieje jakieś życie. Więcej, że to życie naprawdę ma jakieś znaczenie i to my musimy mu je nadać. 

Źródło
Braff popisał się nie tylko interesującym i inteligentnym scenariuszem. Również realizacja filmu jest bardzo ciekawa. Także muzyka idealnie pasuje do klimatu każdej sceny, charakteryzuje ją pewna wrażliwość, subtelność.

Nie jestem specjalistką w kwestii kina. Ani tym bardziej w ocenie gry aktorskiej. Nie mam jednak żadnych zastrzeżeń, nie ma w filmie niczego rażącego. Główna postać została, moim zdaniem, odegrana bardzo adekwatnie do jej charakteru, co pewnie jest zasługą multizadaniowości Braffa. Pozostałe postaci również wypadły dobrze - podobała mi się zwłaszcza Natalie Portman jako Sam (bardzo intrygująca postać).








To jeden z tych filmów, w których nie ma mrożących krew w żyłach scen walki ani efektownych pościgów, nikt nie szuka Świętego Graala. Mimo to warto obejrzeć, ponieważ zawiera on w sobie walkę ze samym sobą i pościg za szczęściem, za emocją, która jest Świętym Graalem człowieka, żyjącego dotychczas w świecie bez tego wszystkiego, co przy życiu nas trzyma.


Komentarze

  1. Proponuję przeczytać zdanie o Topolówce ze zrozumieniem, a uzyskasz odpowiedź na swoje pytanie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko. Nie przyjęli mnie do Topci i nadal mi smutno. :P

      Usuń
    2. Możliwe. Niestety nie uczę się tam, gdzie indziej. (:

      Usuń
  2. nie znam kompletnie, ale brzmi dość zabawnie :D haha, też totalnie nie jestem specjalistką w kwestii kina...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam typa, ale film obczaję. :D
    Zmiana adresu bloga na www.malgo-sralgo.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za odwiedziny i zapraszam ponownie :).
    Nie wypowiem się na temat filmu niestety.
    Przeczytałem za to Twoją recenzję Ojców i Matek.
    Obejrzałem sobie toto i powiem, że jeśli chodzi o polskiego widza, to nie jest problem, ale film trafi do innych krajów. Nie bagatelizowałbym tak zawartych w nim treści propagandowych.
    Będę wpadał.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałem, że BBC wykupiło prawa do filmu i jest to pierwszy zagraniczny film wykupiony przez nich od czasów Królestwa von Triera w 2001 roku. W USA dystrybutor Music Box chce nawet puścić to w kinach przed emisją w TV. Wersja którą widziałem miała natomiast hiszpańskie podnapisy.

    Tu masz linki...
    http://www.theguardian.com/media/2013/aug/18/bbc-air-acclaimed-german-war-drama

    http://variety.com/2013/film/news/u-s-distrib-music-box-nabs-generation-war-tower-1200334062/

    Serial ochrzczono mianem niemieckiej "Kompanii Braci". Ma już międzynarodowy tytuł "Generation War". Jest bardzo dobrze wyprodukowany, ma szansę na popularność.
    Skłaniam się ku tezie, że jest elementem szeroko zakrojonej propagandy, nie skierowanej przeciwko Polsce jako takiej, tylko rozcieńczającej niemiecką odpowiedzialność za II wojnę. Przecież to tacy dobrzy ludzie w tym Wehrmachcie byli, tylko ten Hitler się trafił jakiś taki...
    Przy okazji zwiedzania cmentarzy w mojej okolicy znalazłem kilka pomników łaskawości Wehrmachtu. Jeżeli temat Cię interesuje mogę podesłać.
    Pozdrawiam serdecznie i przepraszam, że się rozpisuję, ale tematy historyczne są mi bliskie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej, na moim blogu jest bardzo dużo notek dotyczących historii, jeśli nawet pobieżnie go przejrzysz, znajdziesz masę faktów, które nigdzie indziej w necie nie są dostępne (a nawet i poza nim, bo znam je z relacji ustnych).
    Skąd zamiłowanie? Nie wiem, fascynują mnie czasy minione. Nie miałem mentora, który by mnie wciągnął akurat w historię, lecz jakiś impuls pchnął mnie w jej objęcia.

    Tu w tekście są opisane dwie zbrodnie Wehrmachtu.

    http://rademenesii.blog.interia.pl/?id=2931575
    http://rademenesii.blog.interia.pl/?id=2936570

    A tu historia pewnej tragicznej akcji AK.

    http://rademenesii.blog.interia.pl/?id=2928742


    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…