Przejdź do głównej zawartości

90. Musicalowa piątka: Saturday Night Fever, Grease, Dreamgirls, Chicago, The Phantom of the Opera



Ogarnął mnie ostatnio szał czyszczenia dysku, ponieważ bardzo uparty dymek w prawym dolnym rogu mojego monitora nie przestawał przypominać mi, że miejsca brak i należy coś bezzwłocznie wyrzucić. Z wielkim żalem usuwam to, co znajomi dla mnie zachomikowali. Dlatego też wszystko postanowiłam obejrzeć raz jeszcze, zanim pozbędę się balastu bajtów.

Czasami mam wrażenie, że niektóre rzeczy sprawiają, iż mojemu zachwytowi tchu nie starcza za każdym razem, jak je widzę. Tak też mam z oglądaniem przeróżnych musicali. A przecież widziało się je po tak zwany milion razy. I każdy z was, nawet jeśli nie widział, to pewnie ze słyszenia chociaż zna te tytuły.

Zacznę od niedoszłej miłości mojej przewiniętej nastolatkowości, czyli od Johna Travolty z lat 70.

Źródło


Gorączka sobotniej nocy – czyli jak zrobić sobie wiochę na dyskotece. Gdyby mój facet zaczął dzisiaj tak wywijać na parkiecie umarłabym ze śmiechu. Ale przecież te młynki, te ruchy, były kiedyś szałem. A co jest lepszego od poznania szału minionych lat, żeby wtopić się w ich ducha i je pojąć? Zresztą, wbrew pozorom i powszechnemu mniemaniu, nie jest to musical o tańczeniu na dyskotece. Kto oglądał, ten wie, że jego sensem jest dojrzewanie do samodzielnych decyzji, do oderwania od stada, od kumpli i podjęcia drogi lepszego życia, „po drugiej stronie mostu” – w innym świecie bez dyskotek, picia, ćpania i bezuczuciowego seksu.
 





Źródło


Innym musicalem z udziałem Travolty jest chyba równie znany Grease. Akcja odgrywa się zupełnie gdzieś indziej – bo w szkole, a nie na dyskotece. Fabuła ma jednak mniej więcej taki sam cel. Jest tylko rozbudowana o wątki kilku więcej osób i dotyczy bardziej młodzieżowych problemów.












Źródło


Motyw przyjaźni jest również przewodni w musicalu Dreamgirls z 2006 r. Śmiem podejrzewać, że to jeden z tych „dziewczęcych filmów”, od których panowie stronią, a o których nastolatki śnią. Chociaż powstał on na podstawie brodwayowskiej wersji z lat 80., która pije do grupy The Supreme, która się rozpadła, to przekładając ją na współczesność nie mogę oprzeć się myśli o Destiny's Child (Beyoncé Knowles, Kelly Rowland i Michelle Williams). Zwłaszcza, że odtwórczynią jednej z głównych ról jest właśnie Beyoncé.








Źródło



Czym jest kariera i jaką cenę się za nią płaci? Cóż, nie tylko przyjaźni. Jednak są osoby gotowe poświęcić dla kariery wszystko – włącznie ze sprzedaniem samego siebie. I to właśnie możemy zobaczyć w musicalu Chicago (w rolach głównych Catherine Zeta-Jones, Renée Zellweger, Richard Gere). Zdarzyło mi się rozmawiać o nim z koleżanką, która uznała, że jest bez sensu i nic za sobą nie niesie. Choć oddaję jej prawo do własnej opinii to nie mogę oprzeć się pokusie stwierdzenia, że nie zrozumiała ona do końca sensu Chicago. Jak dla mnie świetne jest zestawienie show biznes – więzienie.



I chociaż moje ulubione piosenki z tej produkcji to All that Jezz oraz Cell Block Tango, to jednak występ marionetek – dziennikarzy, którzy mówią to, co im się podsunie i nakręcają każdą sprawę jest obłędny i uważam to za jedną z najlepszych artystycznych przenośni, jakie zdarzało mi się oglądać w musicalach.


Źródło


Roxie, jedna z głównych bohaterek Chicago, nie miała w swoich myślach o karierze miejsca na względy muzyczne. Dostały one jednak swoją przewodnią rolę w adaptacji filmowej musicalu Andrew Lloyd Webbera. Dzieło z lat 80. zostało przeniesione do współczesności i w 2004 r. umożliwiło to oglądanie na ekranach Upiora w Operze. Jest to, rzecz jasna, musical najbardziej wymagający ze wszystkich dzisiaj przeze mnie opisywanych. Oprócz pięknej oprawy muzycznej i genialnego motywu przewodniego ma również świetną fabułę. Traktuje ona nie tylko o sztuce, karierze, nie tylko o miłości, ale także o tym, co może uczynić człowiek drugiemu człowiekowi. Co może uczynić odrzucenie. I wreszcie gdzie są granice przyzwolenia przez współczucie.







Wiem, że nie wszyscy lubią musicale. Myślę jednak, że każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie nie tylko pod kątem muzycznym, ale również fabularnym. A ja nie ustanę w poszukiwaniach czegoś, co może wreszcie przypasuje tym negatywnie nastawionym.
 

Komentarze

  1. A po co w ogóle to trzymać? Można przeglądać online :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba, że się ma limitowany internet bezprzewodowy :)

      Usuń
    2. Chyba, że tak. Już zdążyłam zapomnieć, jaka to jest udręka.

      Usuń
  2. Pierwsze słyszę o tych musicalach, ale powiem, że najbardziej mnie zainteresował "Grease". Jako, "dziecko XXI wieku" sądzę, że wcześniej filmy były takie bardziej, no nie wiem jak to ująć, twórcze (?), teraz niektórzy tworzą byle jaki film, byle by zarobić pieniądze. Zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety - im gorszy kicz, tym większa tolerancja na niego a im gorsze gusta u młodzieży, tym więcej kiczu do sprzedania. Dlatego lubię wracać do starych filmów, nawet jeśli taki taniec disco i śpiewanie wydają się kiczem właśnie, to chociaż jest to mniej podkolorowane.

      Usuń
  3. Jeśli tylko nie zapomnę, to dam znać ;) Ale na pewno coś wspomnę na blogu jak tylko skończę ją czytać. Na bieżąco możesz być z tym co czytam tutaj:
    http://lubimyczytac.pl/profil/104739/pannakarina

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…