12 września 2013

90. Musicalowa piątka: Saturday Night Fever, Grease, Dreamgirls, Chicago, The Phantom of the Opera



Ogarnął mnie ostatnio szał czyszczenia dysku, ponieważ bardzo uparty dymek w prawym dolnym rogu mojego monitora nie przestawał przypominać mi, że miejsca brak i należy coś bezzwłocznie wyrzucić. Z wielkim żalem usuwam to, co znajomi dla mnie zachomikowali. Dlatego też wszystko postanowiłam obejrzeć raz jeszcze, zanim pozbędę się balastu bajtów.


Czasami mam wrażenie, że niektóre rzeczy sprawiają, iż mojemu zachwytowi tchu nie starcza za każdym razem, jak je widzę. Tak też mam z oglądaniem przeróżnych musicali. A przecież widziało się je po tak zwany milion razy. I każdy z was, nawet jeśli nie widział, to pewnie ze słyszenia chociaż zna te tytuły.


Zacznę od niedoszłej miłości mojej przewiniętej nastolatkowości, czyli od Johna Travolty z lat 70.

Źródło


Gorączka sobotniej nocy – czyli jak zrobić sobie wiochę na dyskotece. Gdyby mój facet zaczął dzisiaj tak wywijać na parkiecie umarłabym ze śmiechu. Ale przecież te młynki, te ruchy, były kiedyś szałem. A co jest lepszego od poznania szału minionych lat, żeby wtopić się w ich ducha i je pojąć? Zresztą, wbrew pozorom i powszechnemu mniemaniu, nie jest to musical o tańczeniu na dyskotece. Kto oglądał, ten wie, że jego sensem jest dojrzewanie do samodzielnych decyzji, do oderwania od stada, od kumpli i podjęcia drogi lepszego życia, „po drugiej stronie mostu” – w innym świecie bez dyskotek, picia, ćpania i bezuczuciowego seksu.






Źródło


Innym musicalem z udziałem Travolty jest chyba równie znany Grease. Akcja odgrywa się zupełnie gdzieś indziej – bo w szkole, a nie na dyskotece. Fabuła ma jednak mniej więcej taki sam cel. Jest tylko rozbudowana o wątki kilku więcej osób i dotyczy bardziej młodzieżowych problemów.












Źródło


Motyw przyjaźni jest również przewodni w musicalu Dreamgirls z 2006 r. Śmiem podejrzewać, że to jeden z tych „dziewczęcych filmów”, od których panowie stronią, a o których nastolatki śnią. Chociaż powstał on na podstawie brodwayowskiej wersji z lat 80., która pije do grupy The Supreme, która się rozpadła, to przekładając ją na współczesność nie mogę oprzeć się myśli o Destiny's Child (Beyoncé Knowles, Kelly Rowland i Michelle Williams). Zwłaszcza, że odtwórczynią jednej z głównych ról jest właśnie Beyoncé.








Źródło



Czym jest kariera i jaką cenę się za nią płaci? Cóż, nie tylko przyjaźni. Jednak są osoby gotowe poświęcić dla kariery wszystko – włącznie ze sprzedaniem samego siebie. I to właśnie możemy zobaczyć w musicalu Chicago (w rolach głównych Catherine Zeta-Jones, Renée Zellweger, Richard Gere). Zdarzyło mi się rozmawiać o nim z koleżanką, która uznała, że jest bez sensu i nic za sobą nie niesie. Choć oddaję jej prawo do własnej opinii to nie mogę oprzeć się pokusie stwierdzenia, że nie zrozumiała ona do końca sensu Chicago. Jak dla mnie świetne jest zestawienie show biznes – więzienie.



I chociaż moje ulubione piosenki z tej produkcji to All that Jezz oraz Cell Block Tango, to jednak występ marionetek – dziennikarzy, którzy mówią to, co im się podsunie i nakręcają każdą sprawę jest obłędny i uważam to za jedną z najlepszych artystycznych przenośni, jakie zdarzało mi się oglądać w musicalach.


Źródło


Roxie, jedna z głównych bohaterek Chicago, nie miała w swoich myślach o karierze miejsca na względy muzyczne. Dostały one jednak swoją przewodnią rolę w adaptacji filmowej musicalu Andrew Lloyd Webbera. Dzieło z lat 80. zostało przeniesione do współczesności i w 2004 r. umożliwiło to oglądanie na ekranach Upiora w Operze. Jest to, rzecz jasna, musical najbardziej wymagający ze wszystkich dzisiaj przeze mnie opisywanych. Oprócz pięknej oprawy muzycznej i genialnego motywu przewodniego ma również świetną fabułę. Traktuje ona nie tylko o sztuce, karierze, nie tylko o miłości, ale także o tym, co może uczynić człowiek drugiemu człowiekowi. Co może uczynić odrzucenie. I wreszcie gdzie są granice przyzwolenia przez współczucie.







Wiem, że nie wszyscy lubią musicale. Myślę jednak, że każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie nie tylko pod kątem muzycznym, ale również fabularnym. A ja nie ustanę w poszukiwaniach czegoś, co może wreszcie przypasuje tym negatywnie nastawionym.
 

7 komentarzy:

  1. A po co w ogóle to trzymać? Można przeglądać online :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba, że się ma limitowany internet bezprzewodowy :)

      Usuń
    2. Chyba, że tak. Już zdążyłam zapomnieć, jaka to jest udręka.

      Usuń
  2. Pierwsze słyszę o tych musicalach, ale powiem, że najbardziej mnie zainteresował "Grease". Jako, "dziecko XXI wieku" sądzę, że wcześniej filmy były takie bardziej, no nie wiem jak to ująć, twórcze (?), teraz niektórzy tworzą byle jaki film, byle by zarobić pieniądze. Zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety - im gorszy kicz, tym większa tolerancja na niego a im gorsze gusta u młodzieży, tym więcej kiczu do sprzedania. Dlatego lubię wracać do starych filmów, nawet jeśli taki taniec disco i śpiewanie wydają się kiczem właśnie, to chociaż jest to mniej podkolorowane.

      Usuń
  3. Jeśli tylko nie zapomnę, to dam znać ;) Ale na pewno coś wspomnę na blogu jak tylko skończę ją czytać. Na bieżąco możesz być z tym co czytam tutaj:
    http://lubimyczytac.pl/profil/104739/pannakarina

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą opinię.