Przejdź do głównej zawartości

91. Wa-wa Non-Stop



            Chwalmy naszego multi-bożka wspaniałego jakim jest telewizja, która dostarcza nam mądrości tyle i radości. Bowiem przenajtefałenniejsza stacja zafundowała nam nowego świętego do czczenia jakim jest Hybryda. Nazwałam tak w głowie tę zupełnie nową i odkrywczą formę kiczowatości, która gości przy naszym podwieczorkowym stole. Ale zacznijmy poważnie…

            Wa-wa Non-Stop: nowa, genialna niemal superprodukcja zawitała od września na naszych ekranach i ścierpiałe mamy krojące buraki na botwinę wreszcie mogą zapełnić w swoim życiu pustkę, jaka pojawiała się w czasie wakacji po godzinie 18.00.

Źródło


Hybryda – bowiem jest to reality show, tylko…, że reżyserowane. Telenowelo-rijaliti-szoł. Bo żadne poprzednie reality show nigdy nie było reżyserowane. Teraz dostępujemy tego zaszczytu.
Hybryda – bowiem [jedyny plus programu] mamy do czynienia ze zbiorowiskiem ludzi różnych i różniejszych (w tym Miss 2001, która jest taką Miss, że na szarfie nie ma napisane czego Miss tak właściwie jest).
Hybryda – bowiem podejrzewam, że po zakończeniu serii każdemu ubóstwiającemu nowość osobnikowi wyrośnie druga głowa, żeby mógł jednocześnie oglądać Wawkę i Pierwszą Miłość (lub Klan, walka jest nadal zacięta).

            Nie powinnam chyba się śmiać, bo naruszam świętość i godność osób, które z pasją wpatrują się w niniejszy program. Nadal jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że smutne jest rozstrzyganie życiowych problemów na podstawie telewizorowego show. Ostatecznie jednak należy przyznać, że w realnym świecie jest wielu ludzi, którzy nie wiedzą, że za czynsz się płaci a pieniądze dostaje się z pracy oraz, że jak się nie sprząta, to śmieci wypadają a jak się okrada ludzi to potem pozwalają ci ze sobą zamieszkać… A nie, stop! Chociaż może? I to wszystko ogarnia gość, którego marzeniem jest zostać gwiazdą rocka, ale nigdy w czasie programu nie wygrał na gitarze więcej, niż ja w trakcie męki nad Wlazł kotek na płotek. 

            Może, zamiast ściągać idiotyzmy z Zachodniej telewizji, po prostu włączmy odpowiednie kanały? Chociaż języków się pouczymy. Bo z Zachodu przecież ten powiew wysokiej kultury do nas dochodzi, tylko jakiś wyszczerbiony taki, zahacza o coś widocznie po drodze.  

            Zapowiadano „Gorącą jesień w TeFałEn” i zaiste jest ona dzięki Wawie gorąca, bowiem tyle reklam sprawia, że nic jak tylko iść sobie zrobić herbatkę (ze trzy, co reklamy), co by się lepiej ten bełkot wchłaniał. 

___________________________
Mam też wspaniałą informację, którą pozyskałam z najlepszego źródła tego typu wieści, niezawodnej, niezmordowanej, rozeznanej babci (babciu, pozdrawiam cię z tego świecącego ekranu, który psuje mi oczy!) – nastał wrzesień, wrócił więc nasz ulubiony, międzypokoleniowy (w każdym sensie) serial: Moda na Seks… yyy… Sukces.

Komentarze

  1. Ten serial jak dla mnie to porażka. Życie tych ludzi jest zupełnie inne niż życie osób z mojego otoczenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zupełnie nie rozumiem fenomenu tych wszystkich seriali paradokumentalnych i tego typu pseudo-reality shows... Telewizja naprawdę schodzi na dno. Oglądając głównie tvn-owskie i polsatowskie programy można się odmóżdżyć i to porządnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jestem w stanie nawet tego programu włączyć -,-' Szkoda mi na to czasu, a takie programy udowadniają, że telewizja jest z dnia na dzień coraz głupsza, za czym idzie też ogłupienie społeczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jednym z pierwszych fabularyzowanych reality show był... Bill Cosby Show - tyle, że tam było wiadomo, że jest to serial - ale aktorzy nie mieli napisanych kwestii, wiedzieli tylko, w jakim mniej więcej kierunku ma pójść akcja. I było to bardziej "prawdziwe", niż wyżej wspomniane kac wawa, znaczy się Wawa non stop...

    OdpowiedzUsuń
  5. He, he, nie wiem, nie oglądam, nie zamierzam. Dzięki za ostrzeżenie niniejszym. TV, ostatnio jawi mi się papką niestrawną zupełnie, więc nie jestem na czasie. Ostatnio wpadłem na coś takiego jak eee "Trudne Sprawy". Trudne to jest faktycznie do oglądania. Jakieś wydumane sprawy, porażająca gra naturszczyków.... Amatorstwo i płycizna. Cóż, można nie oglądać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nawet się już telewizora nie tykam ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. ja ostatnio przez przypadek natknęłam się na mini serial pt. 'Miłość na bogato'. to dopiero kicz. pół biedy gdyby to wylansował Polsat, ale Viva. Viva, która powinna dawać powera przez muzykę, a tutaj taki kicz. ale, gdyby nie te 'superprodukcje', to z czego byśmy się śmiali? teraz tylko to jest w telewizji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta, to kolejna szmira na moim celowniku :)

      Usuń
  8. nawet nie odważyłam się włączyć tego...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja byłam taka odważna i włączyłam sobie raz ten "serial" ale nie dotrwałam do końca.. jakoś nie jest mi z tym źle. Podobnie mam z 'Miłością na bogato', tylko jakoś kompletnie się do niej zraziłam i nawet nie zamierzam się zapoznawać z tą pozycją :)

    OdpowiedzUsuń
  10. próbowałam to kiedyś oglądać, naprawdę próbowałam, ale to nie na moje nerwy. niestety :P

    OdpowiedzUsuń
  11. ojej, ale slabo. chyba. nei obejrze, a moze rzuce okiem zeby sie posmiac :D te rezyserowane reality show to jakis amerykanski dramat, a krajowe wersje wychodza jeszcze gorzej!

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba dobrze, że w ogóle nie wiem, o czym piszesz?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…