Przejdź do głównej zawartości

92. Kapuściński non-fiction

Źródło

Książka Artura Domosławskiego, na całe szczęście, wyszła już dosyć dawno temu. Na tyle dawno, by mało kto pamiętał teraz o konfliktach jej krytyków i zwolenników. Tak myślałam, aż dzisiaj i bez tego zdania napisałam niniejszy tekst. A jednak znowu zawrzało, ale cóż. Niemniej jednak, niezależnie od poglądów na sprawę tej książki uważam, że jest lekturą wartą przeczytania. Co też z wielką przyjemnością uczyniłam.


Nie mam zamiaru streszczać tego, co się w niej zawiera – jest to biografia, zawiera więc wszystkie wątki z życia Ryszarda Kapuścińskiego, do których autor dotarł. A trzeba przyznać, że musiał włożyć mnóstwo pracy w stworzenie tak szerokiego dzieła. Omawia bowiem nie tylko reporterskie wyczyny Kapuścińskiego, jego życie prywatne, czy kontakty z urzędnikami władzy ludowej, ale również stosunek ludzi do niego, w pewnym sensie jego sposób bycia.

Krytycy bardzo uderzali w ujawnianie szczegółów życia prywatnego bohatera książki. Jest to kwestia, w której i ja muszę się zgodzić. Rozumiem potrzebę rzetelności w tworzeniu biografii i zawierania pełnego obrazu opisywanej postaci. Myślę jednak, że można było mieć na względzie żyjące nadal żonę oraz córkę przy pisaniu o licznych romansach Kapuścińskiego. O to też toczy się najbardziej zacięta część sprawy, w związku z którą książka nie będzie wznawiana – chyba, że autor zgodzi się usunąć kwestie rodzinne, na co on nie pozwala (przynajmniej tak wyczytałam, zapraszam tutaj: "Kapuściński non-fiction" zostaniewycofany z dystrybucji. Rodzina pisarza żądała usunięcia czterech rozdziałów).


Zgody mojej byłoby na tyle… Autorowi zarzucono, że niepotrzebnie pisze o lewicowych przekonaniach Kapuścińskiego oraz zupełnie bez sensu opisuje jego kontakty z osobami zajmującymi ważne funkcje w drabinie partyjnej. Wysuwano nawet opinie, że Domosławski w ten sposób próbuje zrzucać swojego Mistrza z piedestału. Sam autor w wywiadzie dla New York Timesa stwierdził, że nie jest to prawdą, że po prostu próbował zrozumieć. I ja mu wierzę. Pojmuję osoby, które uważają, że nie można oceniać działań ludzi żyjących w latach 50. – bo przecież Domosławski opisuje i ocenia Kapuścińskiego a jest na to za młody. Czuję ogromną potrzebę niezgodzenia się. Ja nawet nie zaznałam PRL-u na własnej skórze. Czy to odbiera mi prawo do poznawania historii tego systemu, zachowań ludzi, do próby zrozumienia czym się kierowano, jakie były realia? Fakt, iż nie żyłam w tych czasach wcale nie oznacza, że nie mogę chcieć ich poznać. Nie chodzi mi o osądzanie z pozycji, która z założenia jest ahistoryczna, a o zwykłe zapoznanie.

Podobno opisując Kapuścińskiego w taki a nie inny sposób i wytykając błędy w jego reportażach autor umniejsza znaczenie twórcy „Cesarza”, „Hebanu”, etc. Nie sądzę by tak było. Głównie ze względu na to, że Domosławski nie przepisał przecież tych wszystkich książek na nowo. One nadal są napisane tym samym, świetnym językiem i zawierają te same genialne spostrzeżenia oraz aluzje. To, że ktoś przestanie je brać jako podstawę do nauki o historii danego kraju (choć wątpię, że ktokolwiek to robił) to raczej pozytyw.

Autor faktycznie bardzo często snuje własne wywody na wiele kwestii. Zadaje wiele pytań i próbuje odpowiedzieć na nie. Często stawia hipotezy. Niektórzy uznają to za wadę tej książki, gdyż ma to ją czynić nieobiektywną. Mają do tego prawo. Jednak opinie autora tak naprawdę nie wadzą w czytaniu. Śmiem twierdzić, że każdy rozsądny czytelnik jest w stanie odróżnić fakt od opinii i rozpatrzyć samodzielnie jakąkolwiek hipotezę Domosławskiego. I to wystarcza. A co z tym dalej? Cóż, można się zgadzać lub nie, ale to już kwestia indywidualna.

Sama w sobie książka jest bardzo interesująca. Widać, że A.D. ma talent i naprawdę wie jak dobrać słowa. Dzieło czyta się wartko. Jedyny kłopot sprawiały mi cytaty, bo niekiedy trzeba było się przyjrzeć, by rozstrzygnąć, czy to nadal Domosławski, czy już Kapuściński, czy może ktoś inny.

Na pewno warto zapoznać się z tą biografią. Nie stanowi ona laurki, nie jest hagiografią a o to przecież chodziło. Książka zresztą jest dobra nie tylko dla fanów Ryszarda Kapuścińskiego, ale również generalnie dla osób, które interesują się elitami intelektualnymi PRL-u.

Komentarze

  1. A ja znów nie mam czasu na czytanie :(

    OdpowiedzUsuń
  2. O lewicowych poglądach Kapuścińskiego czytałem już dawno, tak samo jak o tym, że reportaże reportażami tak naprawdę nie są, bo Kapuściński mijał się "nieco" z rzeczywistością i chodzi o fakty nie o hipotezy. Może autor wspomniał o Jego przekonaniach, bo w jakiś sposób determinowały tą twórczość. Życie osobiste i romanse... cóż w biografiach tego typu chyba zbędne wnikanie w takie kwestie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Biografie, jak ja ich nie znoszę ;-;

    OdpowiedzUsuń
  4. Z chęcią sięgnę po tą książkę.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…