Przejdź do głównej zawartości

98. Życie Pi

Życie Pi

Autor:

Źródło
















Komentarze

  1. Muszę przeczytać! Od jakiegoś czasu się za to zabieram i zabrać jakoś się nie mogę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto się zabrać :) Ja zrobiłam to kosztem snu, ale nie żałuję :)

      Usuń
  2. kolega polecił mi, niewierzącej, film na podstawie tej książki. pomyślał, że to może przełamie moją niewiarę, ale choć już minęło trochę czasu od naszej rozmowy na temat 'życia pi' to ciągle ten tytuł chodzi mi po głowie, ale chęci na obejrzenie czy przeczytanie tej pozycji brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem ateistką. Nie zmieniło to mojego poglądu. Jednak znalazłam tam wiele uniwersalnych wartości i myślę, że o to autorowi chodziło.

      Usuń
  3. Dziękuję ci za twoje propozycje. Te "Podłe ciała" mogą być naprawdę ciekawe! :) Sorry, że odpowiadam kilka tygodni później, ale tak to ze mną jest... Wczoraj dopiero odkryłam stronę naukawpolsce.pap.pl i jestem zachwycona - znajduje się tam wiele wartych przeczytania artykułów. Kiedy ja na to znajdę czas, skoro nawet nie mam czasu na czytanie blogów i tkwię gdzieś na początku października, wciąż nadrabiając? ;-;

    To "Życie Pi" gdzieś mi zamigało i może się skuszę, by przeczytać. Na pewno warto. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. chyba musze przeczytać bo film to nie to samo...

    OdpowiedzUsuń
  5. Oglądałam film i mocno mnie poruszył. Masz rację, zapewne nawet i ateista będzie w stanie znaleźć tam coś dla siebie, choć ja do ateistów nie należę. Książki nie czytałam ale czytałam "Ja" Martela i jakoś mnie nie rzuciło na kolana. Pewnie dlatego nie sięgnęłam za książkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. przeczytałam dopiero po obejrzeniu filmu, chociaż wcześniej już miałam na to ochotę. W każdym razie mi również bardzo się spodobała książka :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…