Przejdź do głównej zawartości

101. Studencka brać z Korwinem-Mikke

Wczoraj na Ugandzie można było wziąć udział w spotkaniu z Januszem Korwinem-Mikke co też, nie bez namowy znajomych, zrobiłam. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się, bym zawarła tak bliski kontakt fizyczny z taką ilością osób w bardzo krótkim czasie. Nie było nawet gdzie stać. Cóż z tego, Pan Prezes (jak to ładnie wszyscy Pana Korwina nazywają a co mi kojarzy się z Jarkiem) zabrał się sam do organizacji i rozsadzania ludzi. Śmiem podejrzewać, że organizatorzy nie chcieli żebyśmy się wszyscy podusili w cholerę, że tak ładnie to ujmę. Jednak jak Pan Prezes zarządził tak się stało, weszło kilkadziesiąt osób więcej (zawsze to większa publika przed kamerami).

Czekałam na coś zaskakującego, ale szału nie było. Rzecz jasna charyzma P. Prezesa i jego riposty rozbawiły studencką brać. Zdania typu: „Na świecie istnieję trzy plemiona. Dwa w dorzeczu Amazonki, trzecie w Brukseli” lub „Pani wygłasza rasistowskie, słuszne zresztą, uwagi...” oraz wiele innych wywołały śmiech na całej sali. Jednak to za mało, bo nie poszliśmy tam przecież żeby pożartować. Od śmiechu są memy z JKM.

Właściwie to konkretów nie było. Było jedynie świetne sprawianie wrażenia, że są konkrety. Odpowiedzi i niczym niepodparte wyliczenia oraz mnóstwo uwag, które właściwie tylko okrążały pytania studentów (choć te też często na zachwycały). Można się było za to dowiedzieć o swojej absolutnej niższości, bo niemal każda odpowiedź zaczynała się od „Nie zdajecie sobie sprawy...”. Ostateczny wniosek nasuwa się sam – tylko Pan Prezes zdaje sobie ze wszystkiego sprawę. Po takim krótkim sprowadzeniu rozmówców na ziemię przychodził czas na powrót do komuny po raz n-ty a dopiero potem na wypełnioną ironią i sarkazmem odpowiedź.

Niemniej wielu osobom spotkanie na pewno się bardzo spodobało. Świadczyły o tym chociażby burzliwe oklaski. Klaskano, gdy Pan Prezes powiedział „proszę siadać, jeszcze tutaj są miejsca...”, klaskano, gdy Pan Prezes zaczął mówić, gdy zażartował, gdy na chwilę zrobił pauzę by wziąć oddech, gdy Pan Sekretarz, przepraszam, Prezes kończył wypowiedź. Jestem za młoda by wiedzieć jak wyglądał zebrania PZPR. Ale myślę, że właśnie tak. Tak je sobie wyobrażałam.

Podsumowanie jest bardzo przykre. Każdy wmawia nam, że inni nam wmawiają, że będzie lepiej a tak naprawdę nie pokazują jak to zrobić. Po szumnych deklaracjach, że Pan Prezes wie jak pozostało tylko nieśmiałe echo zagłuszone przez oklaski. Bo ostatecznie od osoby uważającej się za najbardziej konkretną w tym państwie nie usłyszeliśmy nic. Na pytania zaczynające się od „jak, kiedy, na jakiej podstawie” padała wykrętna odpowiedź i śmieszny żart związany z komuną lub UE.

Fajnie, że było fajnie.

Komentarze

  1. Nigdy jeszcze nie byłam na takim spotkaniu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za żadnymi spotkaniami z politykami, wszystkie są śmieszne bardzo. Czasem jestem jednak zmuszona do pójścia. I jedynym pamiętanym przeze mnie było spotkanie ze Schetyną. Nawet nieźle było.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na jedynym moim spotkaniu z politykiem, przymusowym zresztą, byłam w dzień nauczyciela u nas w szkółce. Niby miało być tylko ciacho i kawa, a była kampania wyborcza. I gdybyśmy mieli jaja, wstalibyśmy i wyszli. Planowałam tak w kolejnym roku, ale dyrekcja nam obcowania z panem lokalnym politykiem oszczędziła.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja ostatnio właśnie sporo szukałam o JKM, ale nie da się po prostu określić, jakie on ma NAPRAWDĘ poglądy i co chce FAKTYCZNIE zrobić, własnie same ogólniki.
    Ale to bez znaczenia.
    Liczą się rurkowce.
    I lewacy.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja JKM lubię. Co więcej, może to na niego zagłosuję. Choć nie jest to mój kandydat marzeń, niesie on ze sobą pewien powiew świeżości. Co do braku konkretów - może wynikały one z pytań? Z własnych doświadczeń wiem, że Pan Prezes stara się raczej rzeczowo wypowiadać na zadane pytania.

    Mysza, łapaj program. :) - http://nowaprawicajkm.pl/info/dokumenty-np/program-kongresu-nowej-prawicy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno mi się nie zgodzić z tym, co napisałeś o pytaniach studentów [dlatego w tekście napisałam: "pytania studentów (choć te też często na zachwycały)"]. A szkoda, bo bardzo bym chciała żeby to była nieprawda.

      Może masz więcej doświadczeń z JKM. Dla mnie to było pierwsze z nim spotkanie a poza tym jedynie oglądam i słucham co ma do powiedzenia w tzw. Internetach.

      Usuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…