Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2014

158. Błędy Młodości.

No dobra, jestem jeszcze młoda. Ponoć. Powinnam może napisać: błędy gówniarskości.  Chyba bardziej by pasowało. Nie wiem w jakim dokładnie wieku są osoby, które tu przybywają. Nieważne. Niechaj ten wpis będzie dla wszystkich przestrogą.  Nie powtarzajcie moich błędów!

1. Wrotki.

Chcesz przeskakiwać przeszkody z desek? Przestań chcieć! Nie, nie uda ci się.
2. Chrabąszcze.

Nie bałam się ani robali, ani biegania po torach kolejowych. Ale gdybyście zobaczyli moją mamę, jak się dowiedziała gdzie my te chrabąszcze łapiemy...


3. Plastelina.
Nie przyklejaj jej, durniu, na sklep spożywczy. Nie, to nie jest pluskwa do szpiegowania!
4. Piwnica.
Jeśli boisz się ciemności (panicznie), to nie pozwól się zamknąć w piwnicy. "Daj spokój, potrafimy ją otworzyć od środka" przestaje działać, gdy naprawdę trzeba otworzyć ją od środka.
5. Zębatka do roweru.
Chcesz wiedzieć jak wygląda twarz pocięta zębatką do roweru? Nie chcesz? To nigdy nie używaj jej jako frisbee.
6. Roleta.
Nigdy nie zmuszaj praktykan…

157. Wybory Samorządowe 2014 w Trójmieście. Ach, taka tam papka.

Wszystkie kociaki życia obywatelskiego już dawno wróciły od urn i zdążyły się zachwycić lub załamać wynikami wyborów samorządowych 2014.  Nie wiem jak szumnie obchodzicie okres wyborczy, ja na przykład niezbyt szumnie, za to zbyt szumnie docierała do mnie kampania.

1. Rozdawanie ulotek.

Czytacie ulotki wyborcze? Ja też nie. Paliłabym nimi w piecu, ale nie mam pieca. Można z nich zrobić ustnik do skręcanego papierosa. Ale nie palę.
No dobrze, już dobrze, wezmę tę ulotkę. Człowieku, który ją rozdajesz - do kogo należysz?
Napadali mnie ile wlazło. Wpychali mi te ulotki. I baloniki. I proponowali nawet porady prawne. No to pytam się to to grzecznie tego oto pana, a przepraszam, że jaki program, co chciałby zmienić ten uśmiechnięty Pan z tej zadrukowanej kartki, a co ten Pan osiągnął już w życiu, że kto to niby jest?
Czy ulotki wyborcze były rozdawane przez ulotkowiczów z Reala, Lidla, BioWaya? No chyba nie. A tu taki brak zaskoczenia - pan się jąka, nie wie jak odpowiedzieć na moje pytania, g…

156. Słowo Klucz (5) i Geniusze Ynternetów.

Jakże dawno nie zagłębiałam się w czeluście Ynternetów. Już zdążyłam zapomnieć jak tajemną wiedzę potrafią skrywać. Na szczęście mrok zazwyczaj sam mnie odnajduje.  Toteż rozprzestrzenię go i zaproszę was do ciemnej strony myślenia.
Choć dane ze statystyk bloggera są wiarygodne, niczym obietnice wyborcze, nie mogę się (jak zwykle) powstrzymać przed wzięciem pod uwagę wyszukiwań.

Polecam fanpage na fejsie: hejty na humana, beka z humanistów, etc. Każdy niewyżyty analfabeta mieniący się ścisłowce znajdzie coś dla siebie.

Dzięki...

Odpadł w przedbiegach! Oj, ktoś tu nieuważnie śledził dawkę codziennej mózgopapki, nieładnie!




155. Najdziwniejsze rzeczy, które oddał mi ex. Czyli jak spakować swoją byłą.

Ożesz ty w mordę kopana... Związki się kończą. Wiedział ktoś o tym?! I nikt mi nie powiedział!? Jak mogliście...  Istna kupa, gdy przychodzi moment pakowania i ruszania tyłka z mieszkania.  Zwłaszcza, gdy to właśnie wy jesteście tą połówką jabłka/pomarańczy/tyłka, która się wyprowadza. Oto najlepsze fanty, jakie otrzymałam po wyprowadzce, gdy moja miłości przywiozła mi moje graty.
Pamięta ktoś ten wpis: http://histeryczna.blogspot.com/2013/06/73-miszyn-akompliszt.html ? Już jest nieaktualny. Podpowiem Wam, że nie cofnięto mi zaliczenia sesji i nie cofnęłam złożenia pracy dyplomowej. Zgadnijcie co się stało? Ahaha, no, wierzę w waszą domyślność. Kiedy już zdecydujecie się z dnia na dzień wynieść, skorzystajcie z mojego doświadczenia. Zabierz: parę rzeczy, gitarę, jedną saszetkę kawy, dwa kisiele (słodki kubek), plastikowe łyżeczki, portfel i dokumenty. Resztę odda ci były, jak znajdzie czas...


Moje stare gazety.

Nigdy nie wyrzucałaś prasy, którą czytałaś? Walała się po pokoju, leżała na p…

154. SuperSTARcie. Super zaparcie.

Macie dosyć oglądania talent show, w których jacyś amatorzy bezczeszczą wasze ulubione kawałki? Dzięki telewizji polskiej zapomnicie o takich programach.  Teraz możecie słuchać, jak to profesjonaliści niszczą wasze ukochane piosenki!

SuperSTARcie to nowy program emitowany na drugim kanale telewizji polskiej. Pierwszy odcinek mogliśmy oglądać trzeciego października. Jak dotychczas stacja zapuściła nam łaskawie pięć odcinków. Wszystkie trzymały podobny poziom (ale nie oglądalności).

153. Czytnik e-booków Prestigio - czy warto?

Ach, znacie wszyscy tę magiczną dyskusję na temat: książka tradycyjna, czy czytnik?  Ja akurat nie mam tutaj żadnego problemu - wybieram oba! O czytniku marzyłam i nabyłam go rok temu, jak tylko udało mi się odłożyć pieniądze. Nabyłam Prestigio, dzięki poleceniu sprzedawcy. I dałam się złapać.



Wielkość wyświetlacza: 6 cali Pojemność pamięci: 4 GB Standardy obsługiwanego tekstu: DOC, EPUB, FB2, HTML, MOBI, PDB, PDF, RTF, TXT
Źródło:http://www.euro.com.pl/czytniki-ebookow/prestigio-per3664bc.bhtml#ixzz3I8OQJzlN




Muszę powiedzieć, że naprawdę cieszyłam się na ten zakup. Na tyle, by na początk…

152. Jak zostałam zmuszona do picia piwa.

Jak miło jest sobie górnolotnie i polotnie usiąść tak na ławeczce i wypić browarka.  I czekać na niespodziewanego kwita,  bo przecież jak się napier*olisz w domu i wyjdziesz na ulicę, to jest w porządku,  bylebyś tego jednego piwa nie otworzył przypadkiem na dworze,  bo to zgroza i skaza na nieskazitelnym lustrze życia państwa polskiego. 

A tak poważnie...

W tym kraju nie było miejsca dla ludzi z wykształceniem Ferdka.
Odnoszę wrażenie, że tutaj w ogóle nie ma miejsca. Na nic.
Po co spożywać alkohol, skoro można spędzić czas jak człowiek, napić się czegoś dobrego, miłego i bezprocentowego? No po co?
Cóż, ano po to, żeby usiąść i popopijać coś w ogóle. Mogę iść na spacer, ale ileż spacerów można przerobić? A tak usiąść i przy czymś porozmawiać... Mmmm...
Co wy na to? Przy kawie? Gorącej czekoladzie? Herbacie?
Zaglądam do portfela i... ach, no tak. To może jednak wolę tego browara z żabki, bo w cenie jednej kawy mam trzy takie i siedzę parę godzin, i nie jest tak źle. Chyba,  że ktoś pija kawę…

151. Miłość zimniejsza od śmierci.

Doszły mnie słuchy, że umarłam. Ponoć. Ale nie, jakoś zdaje mi się, że istnieję nadal. Niewątpliwa jest jednak śmierć kliniczna Histerycznej. Wszyscy bowiem wiemy, czym grozi miesiąc nieaktywności na blogu. Chwytam zatem za respirator.
Są różne książki - dobre, słabe, ciekawe i nudne, ale najgorsze są te nijakie, zupełnie niezapamiętane, powtarzalne tak, że aż jakby nieistniejące w literackich odmętach. Miłość zimniejsza od śmierci nie jest powieścią wybitną, która coś we mnie zmieniła. Jest jednak dziełem, które mnie zaintrygowało i na pewno nie zostanie przeze mnie zapomniane.
Anna Małyszewa ukończyła Instytut Literacki, jej zainteresowania nie są zatem ani trochę zaskakujące. Miłość do literatury przewija się przez praktycznie każdą stronę jej powieści. W Rosji pisarka ta odnosi podobno sukcesy, zekranizowano nawet, w formie seriali, kilka jej powieści.


150. Toruńsko.

Nie samym archiwum człowiek żyje, choć może samym archiwum oddychać przez godzin kilka od ósmej rano. Nie, żebym była jakoś specjalnie produktywna po godzinie piętnastej.  Niemniej muzea mi nie umknęły (ani przemiły historyk sztuki z wystawy gotyckiej),  antykwariaty nie dały rady się przede mną schować (tak, jak świetna Pani, która nie tylko lubi rozmawiać, ale też dopomoże w szukaniu Żeromskiego "wyłącznie tom II" i sprzeda "Popiół i diament" za bajecznie niską cenę),  mogłam sobie poturyścić (pozdrawiam panie, które uznały mnie za swojego przewodnika)  i standardowo popiwić (podziękowania dla wszystkich piwujących i grających ze mną w piłkarzyki).
To taki skrót. Nie mam weny kompletnie, co pewnie widać. Jutro ostatni dzień w archiwum i potem wracam na łono pracy zarobkowej i piwa plażowo-trójmiejskiego.  Zatem zamiast mojej paplaniny macie dzisiaj zdjęcia.

149. Rolnik szuka żony.

Chciałam wykazać się kreatywnością, walnąć jakiś chwytający tytuł posta.  Jednak TVP mnie ubiegło - nie wymyśliłabym lepszej nazwy.  Toteż tytułowo pozostawiam tych naszych dorodnych, tefałpeowskich rolników.

Wakacje, choć często wyczekiwane przez uczniów (i niezauważane przez pracujących) przynoszą wielbicielom telewizji coroczny koszmar: powtórki. Wszyscy czekają na nowe, jesienne serie programów. Daleko za zachodnimi telewizjami nie jesteśmy: najlepsze hity już do nas przywędrowały. Teraz będziemy mieli też Farmer Wants a Wife.





Nie ma to jak kolejne Bardziej Show Niż Reality.

O co chodzi? A, powiem wam, że nie wiem. To znaczy, nie wiem o co chodzi ludziom, którzy oglądają coś takiego (trochę to głupie, bo przecież sama obejrzałam, zanim zaczęłam to pisać). Ale właściwie nie o to chodzi, by o coś chodziło. Widz ma się bawić, a randka w jasno dla rolników na pewno dostarczy rozrywki. Ja się ubawiłam oglądając już odcinek pilotażowy, który został wyemitowany w maju.
Zawsze, zawsze, ale t…

148. Literatura kobieca.

Uwaga! Będę pieprzyć i marudzić.
Podobno Google wiedzą już wszystko. Cóż, zagięłam Google. Wujaszek (nie, tym razem nie piszę o Stalinie) Dżi. nie ma pojęcia, czym jest literatura kobieca.  Ja nie mam pojęcia. Słownik nie ma pojęcia.  Na szczęście nie jesteśmy jakąś wyjątkową enklawą niewiedzy.
Zastanawiam się, czy określenie "literatura kobieca" odnosi się bardziej do odbiorcy, do treści, czy do twórcy? Wydaje mi się, że jest to połączenie tego wszystkiego. Nie sprawia to jednak, że to dziwne pojęcie staje się bardziej klarowne.
Odbiorca. Czyli, na przykład, ja... Tam jestem, w lewej kolumnie bloga. Znaczy, kawałek mnie.

Dałabym wam mojego paszcza, ale toć to wstyd. Dlatego jest kot. Jak się pewnie domyślacie, kot nie jest moim największym fanem.
Dobrze, ja nie o tym.
Czy literatura czytana przez kobiety, to literatura kobieca? Jeśli tak, to Historia Gospodarcza Świata Camerona albo Skrwawione Ziemie Snydera, to literatura kobieca? Jakoś nie wydaje mi się.
Wiem, wyjątki potwierdz…

147. Rzeczy, których nie posiadam - dlaczego nie potrzebuję tego, co mi się przypisuje?

Zdarzyło wam się kiedyś, że ktoś ze znajomych zdziwił się, że żyjecie bez czegoś, bez czego sobie was nie wyobrażał? Albo bez czego nie wyobrażają sobie życia? Mi się zdarzyło. Nie są to bliscy znajomi - to nawet logiczne, bo przecież oni doskonale wiedzą, co posiadam. A jednak są to ludzie, którzy mnie w jakiś sposób poznali, a mimo to, przypisują mi swoje światy, cechy i przedmioty.
Nie jestem ascetką. Nie jestem mniszką. Nie uważam, że trzeba się odsuwać od radości, od przedmiotów materialnych, etc. Istnieją jednak pewne przedmioty, które są tak rozpowszechnione, że ich brak może niektóre osoby zdziwić. A ja jakoś bez nich żyję. I nie, nie chodzi o konto na facebooku.
1. Telewizja i radio.
Stawiam telewizor jako pierwszy punkt, ponieważ on jest przedmiotem najgłębszego zdziwienia. Od kiedy wyprowadziłam się z domu, nie posiadam własnego telewizora. Na stancji miałam małe przedpotopowe pudło, które włączałam czasami w nocy, gdy bałam się sama spać. Przestałam, gdy pewnej nocy obudził…

146. "Golgota Picnic". Czyli jak złe jest coś, czego nie znamy.

Wiecie, jak to jest. Wstajemy rano i myślimy, że cały dzień jest do dupy. Wychodzimy do sklepu po bułki i od progu wiemy, że będą niedobre. Mijamy się w drzwiach z Panią, której nienawidzimy, bo zdaje nam się, że z oczu jej źle patrzy. Rozmawiamy ze znajomym, które chciałby nam polecić książkę, ale nie słuchamy go, bo wiemy, że książka na pewno jest zła, nie musi nawet wymawiać jej tytułu. Robimy to wszyscy, to całkiem normalne, przecież od tego jesteśmy: od zgóryzakładania i lepiejwiedzenia. Nie musimy nikogo i niczego poznawać, żeby wyrobić sobie opinię. Nasze opinia wyrabia się sama. To kwestia dojrzałości i powszechnego szacunku do odmiennych poglądów i innych ludzi. A nie, czekajcie...
Ależ się ostatnio zrobił szum. 

Och, jak ja szumu nie lubię potwornie, bo nigdy nie wynika z niego nic dobrego. No, ale poniosłam swą szanowną postać i dostarczyłam ją nawet przed babcine pudło telewizyjne, żeby zobaczyć, co ciekawego babcia chce mi pokazać.
Pewnie już słyszeliście o spektaklu Golgota…

145. Smutny Autobus. Jeszcze bardziej smutna ja.

Przed wami historia miażdżąca nadzieję, która przecież ledwo co się pojawiła. Po jej poznaniu już nigdy nie przywiążę się do żadnego bohatera filmowego-bajkowego-książkowego. Myślałam, że G.R.R. Martin dał mi szkołę w tej kwestii.  Jednak są jeszcze inni, którzy potrafią odłożyć niewinność na bok.


Przed Wami - Smutny Autobus. Tak, tak, wiem: nie znasz się, to się nie wypowiadaj. Otóż to, nie znam się na reklamach, kampaniach, etc. W tym sensie, że nigdy nie edukowałam się w tym kierunku. A jednak daję sobie prawo głosu, jako niemalże zdrowy i prawie rozsądny człowiek.
Smutny Autobus jest czerwono-żółtym, odpychanym, dyskryminowanym pojazdem. Nie potrafi dopasować się do świata nowych autobusów, chociaż bardzo pragnie być tak ładny i sprawny, jak one. Wszyscy z niego drwią, dzieci się go boją.
Cytując moją drogą psycholo-przyjaciółkę, jest to "smutny autobus, który wszyscy rozpierdalają i na koniec i tak jest zniszczony."

144. Make Your Move & Battle of the Year.

Nie martwcie się - żadnego śpiewania. Za to dużo tańczenia, czyli kolejny rodzaj filmów, który uwielbiam. Tym razem nie tak nowe, ale też nie spróchniałe, bo zeszłoroczne filmy: Make Your Move oraz  Battle of the Year.



Fabuła pierwszego z wymienionych filmów jest taneczną wersją Romea i Julii. Reżyserem tego dzieła jest autor scenariusza do popularnego Step Up, więc wiedział co robi, łącząc ze sobą rozhasaną parę.
Tym razem osią konfliktu jest biznes dwóch dawnych przyjaciół, braci głównych bohaterów. Aya musi przeciwstawić się swojemu nadopiekuńczemu starszemu bratu, a Donny, musi udowodnić swojemu, że jest coś wart i kocha Ayę.
Generalnie rzecz biorąc akcja nie jest zbyt skomplikowana, bardzo przewidywalna. Jest to po prostu relaksujący, romantyczny film.
Moim zdaniem, szkoda, że wątek skłóconych przyjaciół nie został szerzej pokazany. Fabuła mogłaby na tym wiele zyskać.

Zanim przejdę dalej, chciałam napisać jeszcze, że bardzo podoba mi się wykonanie plakatu zamieszczonego wyżej.
W…

143. Wysokie Obcasy Extra - Czerwiec 2014

Niesamowicie ociągałam się z kupieniem kolejnego numeru WOE. Wystarczyła mi p. Monika Jaruzelska na okładce, by odechciało mi się czytać. Jeszcze moment, a wyskoczy z mojej szafki na kubki. Tak, z szafki na kubki, bo otwieram ją częściej, niż lodówkę.
Wreszcie dałam za wygraną i nabyłam czerwcowy numer. Najciekawsze artykuły, które w nim znalazłam, to:

- O czym myślisz, gdy umierasz: rozmowa z alpinistką, Aleksandrą Dzik. Muszę przyznać, że zawsze interesował mnie tok myślenia ludzi, którzy dla przyjemności podejmują się tak niebezpiecznych czynności.
- Legendy miejskie. Czyli jak się rodzą i jak wpływają na nasze życie. Niby to takie oczywiste, ale artykuł jest bardzo interesujący.
- Lucy Maud Montgomery. Historia autorki słynnej Ani z Zielonego Wzgórza. Zaskoczyła mnie przeciętność tej nieprzeciętnej kobiety.
- Kobiety z Afganistanu. Zdecydowanie jedna z najmocniejszych stron tego numeru. Bardzo ciekawa rozmowa z działaczkami walczącymi o prawa kobiet w Afganistanie.


- Dowód miłości przy…

142. Dziesięć książek, które zepsuły świat. Ponadto pięć innych, które temu dopomogły.

Zacznę od oddania Wikerowi tego, że pisze bardzo składnie, przejrzyście i interesująco konstruuje zdania. Ciekawie również dobiera fakty oraz tematykę. Dobrze. Skończyłam.

Autor w podziękowaniach wspomniał, że inspiracją do napisania tej książki, były m.in. wykłady, które prowadził, a które to dotyczyły wielkich dzieł. Bardzo podoba mi się sam pomysł: zarówno wykładów, jak i na taką pracę. Niestety został on, moim zdaniem, położony przez wszelkiego rodzaju prze-interpretacje (hiperinterpretacje). Co innego przedstawiać jakieś książki, np. dziesięć książek, które zepsuły świat, i uargumentować swój punkt widzenia, a co innego stworzyć wykładnię tych prac, zupełnie, jakby się było jedyną osobą, która je zrozumiała. Książka Wikera jest dobra, jako przedstawienie jego poglądów. I nic ponadto. Jeśli taki był cel autora, to zwracam honor. Dla mnie wygląda to, jak zwołanie: „Hej! Musicie koniecznie dowiedzieć się ode mnie, co jest w tych książkach! Ja to interpretuję, ja, ja jestem taki super!”…

141. Słowo - Klucz (4) i Geniusze Ynternetów

Jeśli ktoś ma  wątpliwości, czy bloggerzy są światu potrzebni, to powinny się one szybko rozwiać. Kto inny, jak nie my, pozwala ludziom na poznanie odpowiedzi na niesamowitą ilość palących pytań? Kto nie boi się wyzwań? Bo to u nas, u was, we wszechbloggerze, ludzie znajdują googlowskie wytchnienie.


Wiadomo, czym Polacy interesowali się w związku z kanonizacją.
Kilka pytań typowo naukowych:

Majonezem!
Przepraszam, że to niby jakaś aluzja?
Oznacza, że Francja.
J.F. Kennedy

140. Szalony Mick Jagger - Christopher Andersen

139. Facebookowe FanPage, czyli "ta" strona internetu.

Wiem, że jak już się było w Ynternecie, to więcej nie jest się tym samym człowiekiem. Na niektóre strony aż strach wchodzić. Można sobie wypaczyć mózg jeszcze bardziej, niż przy oglądaniu Winnetou. Bo w przeciwieństwie do Ynternetu, to jeszcze miało jakiś sens.
Zawsze mnie zadziwia to, co są w stanie polubić moi znajomi na facebooku. No, bo niby po co komu klikać na to, że lubi Kroplę Beskidu albo mrożonki z Żabki? Kto tam wie. Jeszcze bardziej zadziwiają mnie jednak wymyślne fanpage, niedotyczące żadnych produktów. Bardzo chciałabym wiedzieć, kto za nimi stoi.
Po wielu wewnętrznych debatach wybrałam piętnaście, których nazwy najbardziej mnie przyciągały (o ile coś takiego może przyciągać). Starałam się brać jakieś w miarę aktualne, ale nie wszystkie chyba takie są.
Jeśli jesteś osobą, która nigdy nie była w Ynternecie - nie czytaj tego wpisu.
1. Dziki w Gdyni.
Zaczynam bardzo lajtowo, bo co będę was stresowała. Jako osoba, która mieszkała we wszystkich trzech miastach, mogę potwierdzić, ż…

138. Zdjęcia z imprezy.

Gdyby na imprezach nie robiono zdjęć, byłoby mniej rozwodów. No dobra. Tak naprawdę, to gdyby ludzie po alkoholu nie rzucali się na płeć przeciwną, jak dzika świnia po żołędziach na kosz ze śmieciami, byłoby mniej rozwodów. Ale zdjęcia z imprez i tak są słabe.
Lubicie robić zdjęcia? I być na tych zdjęciach? Świetnie! A ja nie. Koniec. Kropka. Tyle w temacie.
Jestem posiadaczką całkiem sporej ilości fotografii. Zarówno tych wywołanych, jak i walających się po moim laptopie. Lubię wspominać, patrzeć na uśmiechniętych przyjaciół, znajomych, a nawet na moją rodzinkę. Nie oznacza to jednak, że chcę być fotografowana w każdej sekundzie mojego życia.
Zawsze irytowały mnie imprezowe zdjęcia. Jeśli ktoś chce mieć fotki z zabawy, to niech je sobie robi. Ale po cholerę lata z aparatem za mną, gdy wyraźnie mówię, że nigdzie uwieczniana być nie chcę? W ogóle, co to za dziwny zwyczaj, robienia zdjęć ludziom, którzy tego nie chcą? Czy niechęć do tego rodzaju aktywności jest jakąś zbrodnią? 



137. Sabaton - Heroes

Maj jest miesiącem nie tylko lekkiego Coldplay'a, ale również bardziej napastliwych dźwięków Sabatonu. Po dwuletniej, zdrowej, przerwie pojawiła się siódma płyta tej grupy.

Ta szwedzka grupa gra raczej cięższy rock. Jak pewnie spora część Polaków, usłyszałam o nich przy okazji wałkowania w telewizji utworu 40:1, odnoszącego się do naszej historii, który to znalazł się na albumie z z 2008 r. Tak właściwie, to brzmienie zespołu nie zmieniło się od tego czasu. Utwory mają bardzo różną tematykę, choć obracają się w kategorii wydarzeń historycznych. Dzięki temu teksty nie mają takiej beznadziejnej powtarzalności jak, dajmy na to, utwory o uczuciach. To jednak nie wystarcza, ponieważ nie serwując moim uszom niczego ciekawego, świeżego, zespół zapada się gdzieś w odmętach muzyki, której słucham.
Najnowszy album nosi tytuł Heroes.

Nie trzeba chyba wyjaśniać, że na tym krążku znajdą się utwory opisujące losy osób, uznanych przez zespół za bohaterów. 
Szukali dosyć szeroko - od Włoch po Finla…

136. Ości - Ignacy Karpowicz

Bez bicia przyznam się, że o Karpowiczu usłyszałam dopiero przy okazji Ości. Nie znam żadnej innej jego powieści, nie mam porównania.  Ale i tak się wypowiem, bo mogę, bo szkoda by to pominąć.

Ignacy Karpowicz wydał już siedem książek (w tym Sońkę w 2014 r.). Ja usłyszałam dopiero o Ościach, które pojawiły się w zeszłym roku. Dużo czasu zajęło mi zapoznanie się z nimi. W końcu to zrobiłam i teraz, po przetrawieniu, przychodzę z nimi do was.
Pewnie sięgnę kiedyś po inne powieści. Przyniosły zresztą one autorowi parę sukcesów: dwie nominacje do Nike i w końcu Paszport Polityki.
Natomiast Ości znalazły się na pierwszym miejscu w rankingu Newsweeka na najlepsze książki 2013 r. Choć piszę to raczej jako ciekawostkę, bo nieszczególnie mnie ten ranking rusza. Jak i sam Newsweek, już od długiego czasu. Ale ja nie o tym.





A dlaczego to ty mówisz poprawnie, a ja nie?  Bo moi rodzice są spod Lublina?  Bo jestem mężczyzną?  Kurwa. A może ja ten pierdolony zakres jebany pojęciowy czy chuj wie rozszerzam,…