Przejdź do głównej zawartości

102. Veronika decides to die

Nie wiem, czy wśród czytających te bzdury osób znajduje się ktoś, kto pamięta co pisałam po przeczytaniu "11 minut" Coelho. Pisałam wtedy, że fabuła jest słaba, ale przemyślenia dobre. Cóż, były tak dobre, że nawet już nie pamiętam do czegoś odnosiły.

Tym razem złapałam:

Veronika decides to die

   
Żródło

Mogę śmiało powiedzieć, że Coelho mnie nie zawiódł, ani nie zmylił. Jest to tak samo słabe jak poprzednia czytana przeze mnie pozycja i fragmenty innych, za które się zabierałam. Tym razem jednak bardziej podoba mi się fabuła - jest po prostu interesująca, choć zakończenie niestety ma przewidywalne.

Co do myśli wielkich, to wydają mi się one natrzaskane na siłę. Odnoszę wrażenie, że Coelho po prostu bardzo chce być twórcą wielu złotych myśli, więc zamiast pisać powieść siedzi i zastanawia się jak by tu jeszcze umoralnić postaci.



Nie wiem z czego to wynika. Może to jakiś mój wewnętrzny zatarg z tym autorem. Uważam jednak, że jest on zupełnie niesłusznie wynoszony na piedestał powieściopisarstwa a jego "głębia" może być zachwycająca co najwyżej dla nastolatek. 

__

Link do opinii na LC: klik

Komentarze

  1. Tyle się nasłuchałam o tym Coelho - że słaby, myśli banalne i oczywiste. Ale tytuł tej mnie zaciekawił. Tylko Twoje słowa "jest tak samo słaba (...) zakończenie niestety ma przewidywalne" skutecznie mnie zniechęcają :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A do mnie Coelho w ogóle nie przemawia. Próbowałam czytać, ale nie dało rady.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyjątkowo czytałam tę książkę. Na mnie zrobiła pozytywne wrażenie. Stwierdzam, że to nie jest książka dla dorosłych tylko dla nastolatków. Podobne myślenie, podobna filozofia. Jak dla mnie dobra książka. Oczywiście nie dla osób, które czytają lepsze książki. To dla młodych odbiorców, którzy mało książek czytają. Jest to książka pełna dla nich mądrości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, jak się nad tym zastanowić, jest ona dobra dla młodzieży, bo w literaturze dla nich całe mnóstwo tego typu "lekkiej" filozofii. Co prawda niektórzy krytykują, że przez to młodzi ludzie nabawiają się złudzeń. Ale od tego jest młodość, żeby jedne rzeczy odrzucać, inne przyjmować a jeszcze inne rozważać.

      Usuń
  4. Czytałam. Dwie jakieś, nie pamiętam które. Niepamiętanie świadczy najlepiej o tym, że też mi do gustu nie przypadł. Znamienne, że ostatnio w rozmowie z uczennicą, po wypowiedzeniu jakiegoś wzniosłego zdania stwierdziłam, że gadam jak Coelho. Powinnam się wystrzegać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie cierpię tego odkrywcy prawd dawno poznanych. Coelho ubiera je jedynie w barwne słowa, ale pomalowana na złoto cegła i tak nią pozostanie, w sztabkę złota się nie zamieni. Dlatego omijam, ignoruję i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja nigdy nie czytałam nic od Coelho, ale jakoś nie mogę się przemóc.. wydaje mi się, że to będzie właśnie słabe. cóż. może mam rację?
    dzięki za obszerny komentarz :)
    sama nie ogarniam ludzi, którzy narzekają na studia.. u mnie nie korzystają z okazji, które dają nam profesorowie.. jak nie chcesz młodo zacząć zarabiać jako projektant, to kiedy się za to weźmiesz? ludzie sa dziwni,,
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakoś nie przepadam za tym autorem...

    OdpowiedzUsuń
  8. a ja Weronike czytalam kilka razy, raz po angielsku raz albo dwa po polsku, i tak jak inne Coelho - wciąga :) 11 minut jedna z lepszych i na brzegu rzeki piedry... ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. p.s. nie wiedziałam, że tak wiele jest sceptycznych o nim opinii, myślałam, że wszyscy uewilbiają...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…