28 stycznia 2014

104. Gra Endera

Witam wszystkich pięknych, blogujących, którzy zajmują się równie wielkimi pierdołami przed równie trudnymi egzaminami, co ja. Czas pomiędzy kichaniem, kaszleniem a próbą rozszyfrowania notatek umilała mi ostatnio dobra książka i miał umilić film nakręcony na jej podstawie.

Źródło

Gra Endera


Książka należy do kategorii fantastyka, jednak osoby, które nie lubią tego rodzaju powieści nie powinny się zniechęcać. Historia co prawda w głównej mierze dzieje się w kosmosie i zawiera opisy wielu technologii. Nie jest to jednak coś, co nas atakuje (jak np. w Gwiezdnych Wojnach). W tej książce na pierwszym miejscu jest fabuła a nie stworzony świat.

Sama w sobie historia Endera jest nie tylko ciekawa i poruszająca, ale również w pewien sposób prawdziwa. Nietrudno zauważyć, że w książce, jak i w prawdziwym świecie, każda władza potrzebuje wroga, żeby utrzymać w ryzach swój naród, robić coś z wojskiem. Wątek poboczny, dotyczący rodzeństwa Endera, także jest ciekawy i pokazuje siłę oddziaływania słowa, ideologii na ludzi.




Książkę zdecydowanie polecam. Jest to jedna z bardziej interesujących pozycji, jakie czytałam, jeśli chodzi o fantasy. Na szczęście - nieprzesadzone fantasy. 

Źródło
W zeszłym roku powstał film na bazie opisanej wyżej książki, o tym samym tytule. Opis na górze plakatu (Harry Potter meets Star Wars) sprawia, że nie wiem, czy osoba, która go stworzyła jest głupia, czy po prostu lubi żartować. Nie. Dla mnie nie jest to kompletnie odzwierciedleniem filmu. Nie robi to jednak żadnej różnicy - niech już lepiej nic nie odzwierciedla tego filmu.

Każdy reżyser* ma prawo do własnej wizji filmu, który tworzy. Dlatego nie obrażam się, gdy akcja na ekranie odbiega od tej w książce. Obrażam się jednak, gdy akcja na ekranie odbiega od niej na tyle, że nagle fabuła staje się zupełnie bez sensu i stanowi tylko dziwny zlepek migawek. Wydawało mi się, że mógłby to byś fajny film dla dzieciaków, ale po obejrzeniu zaczęłam się zastanawiać ile z nich realnie byłoby w stanie go zrozumieć? W związku z tym nie jest to film dla nikogo - ani dla dzieci, ani dla dorosłych. Może dla nastolatków - żeby robić memy i głupie przeróbki. Chyba jeszcze nigdy nie oglądałam filmu na postawie książki, który tak bardzo zepsułby całe dzieło, zmieszał je z błotem i obrzydził. 


Jeśli ktoś tylko oglądał film i uznał, że to, wybaczcie, kupa po prostu - niech się nie zniechęca, tylko sięgnie po naprawdę dobrą książkę.




A osoby, które takie filmy tworzą depcząc wysiłek autora historii powinni zapamiętać: jeśli filmu nie ratuje nawet Harrison Ford, to wiedzcie, że coś się dzieje!


___
* Reżyserem tego filmu jest Garvin Hood. Po obejrzeniu Gry Endera boję się zobaczyć jego adaptację W pustyni i w puszczy.

20 komentarzy:

  1. nie lubię tego typu książek, jednak wolę filmy na ich podstawie i te przepiękne efekty! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat ten oglądałam w mega słabej jakości. Ale faktycznie, zazwyczaj to efekty robią największe wrażenie. Nie mogą jednak odpowiadać za cały film, więc jak ktoś zrypie fabułę, to i tak jest słabo. : /

      Usuń
  2. ciekawie to opisujesz, zainteresowałaś mnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach, wspomnienie gimnazjum <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uważam, że takie książki mogłyby z powodzeniem zastąpić lektury typu "Krzyżacy". Dobrze jest znać Sienkiewicza, ale który gimnazjalista przeczyta to w całości i jeszcze to zrozumie?

      Usuń
    2. Tego nie da się przeczytać.

      Usuń
  4. Książkę spróbuję dostać, filmu nie oglądałam. Ogólnie za fantastyką nie przepadam, nie lubię tych technologii itd

    Co do adaptacji. Zobacz sobie serial "wiedźmin" a książka. To dopiero jest dno. Książka ma wiele ukrytych znaczeń, jest po prostu pełna humoru, szczera i odzwierciedlająca rzeczywistość. Film to wielkie niewiadomoco. Jak napisałaś. Zlepek migawek. Bo nawet charaktery bohaterów się nie zgadzają :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie lubię książki za zbytnio, ale jej plusami są właśnie humor i ciekawe charaktery (Jaskier!). Serialu widziałam kawałek i jak zobaczyłam Jaskra to skończyło się oglądanie.

      Usuń
    2. Ja jak zobaczyłam serial to myslałam, że czymś rzucę.

      Usuń
    3. Obejrzałabym go i oceniła, ale jest już chyba na tyle stary, że każdy wie, że to gówno :D Mam za to nadzieję, że niedługo przeczytam "Sezon burz" i coś o tym napiszę.

      Usuń
  5. Nie zamierzałam oglądać tego filmu :) utwierdziłaś mnie w moim przekonaniu :)


    P.S. I jak? Udało Ci się zobaczyć "House of cards"? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obejrzałam pierwszy odcinek i muszę powiedzieć, że mnie zaintrygowało. Lubię politykę a jeszcze bardziej intrygi, więc na pewno obejrzę cały sezon.

      Usuń
  6. To zdecydowanie nie dla mnie : )

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie moje klimaty zupełnie, ale za to Twój komentarz o filmie (i sesji) bardzo w moich klimatach! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo prawdopodobne, że widziałaś tam Pou :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam wiele dobrego o tej książce, ale nie miałam za bardzo ochoty się za nią zabrać. Teraz naszła mnie chęć, żeby przeczytać i obejrzeć film, a później porównać. Za to napis na plakacie jest raczej zniechęcający. Harry Potter i Gwiezdne Wojny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta część z oglądaniem filmu może być bolesna, ale mimo wszystko zachęcam :)

      Usuń
    2. Nie takie filmy się oglądało. :) Ostatnio oglądałam "Miasto kości" i myślę, że teraz przez dłuższy czas nic nie wyrządzi mi większej szkody.

      Usuń
  10. Zapraszam Cię serdecznie do blogowej zabawy :) http://claudiopedia4.blogspot.com/2014/01/nominacja-do-liebster-blog-award.html
    Nominowałam Cię do Liebster Blog Award :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą opinię.