Przejdź do głównej zawartości

104. Gra Endera

Witam wszystkich pięknych, blogujących, którzy zajmują się równie wielkimi pierdołami przed równie trudnymi egzaminami, co ja. Czas pomiędzy kichaniem, kaszleniem a próbą rozszyfrowania notatek umilała mi ostatnio dobra książka i miał umilić film nakręcony na jej podstawie.

Źródło

Gra Endera


Książka należy do kategorii fantastyka, jednak osoby, które nie lubią tego rodzaju powieści nie powinny się zniechęcać. Historia co prawda w głównej mierze dzieje się w kosmosie i zawiera opisy wielu technologii. Nie jest to jednak coś, co nas atakuje (jak np. w Gwiezdnych Wojnach). W tej książce na pierwszym miejscu jest fabuła a nie stworzony świat.

Sama w sobie historia Endera jest nie tylko ciekawa i poruszająca, ale również w pewien sposób prawdziwa. Nietrudno zauważyć, że w książce, jak i w prawdziwym świecie, każda władza potrzebuje wroga, żeby utrzymać w ryzach swój naród, robić coś z wojskiem. Wątek poboczny, dotyczący rodzeństwa Endera, także jest ciekawy i pokazuje siłę oddziaływania słowa, ideologii na ludzi.




Książkę zdecydowanie polecam. Jest to jedna z bardziej interesujących pozycji, jakie czytałam, jeśli chodzi o fantasy. Na szczęście - nieprzesadzone fantasy. 

Źródło
W zeszłym roku powstał film na bazie opisanej wyżej książki, o tym samym tytule. Opis na górze plakatu (Harry Potter meets Star Wars) sprawia, że nie wiem, czy osoba, która go stworzyła jest głupia, czy po prostu lubi żartować. Nie. Dla mnie nie jest to kompletnie odzwierciedleniem filmu. Nie robi to jednak żadnej różnicy - niech już lepiej nic nie odzwierciedla tego filmu.

Każdy reżyser* ma prawo do własnej wizji filmu, który tworzy. Dlatego nie obrażam się, gdy akcja na ekranie odbiega od tej w książce. Obrażam się jednak, gdy akcja na ekranie odbiega od niej na tyle, że nagle fabuła staje się zupełnie bez sensu i stanowi tylko dziwny zlepek migawek. Wydawało mi się, że mógłby to byś fajny film dla dzieciaków, ale po obejrzeniu zaczęłam się zastanawiać ile z nich realnie byłoby w stanie go zrozumieć? W związku z tym nie jest to film dla nikogo - ani dla dzieci, ani dla dorosłych. Może dla nastolatków - żeby robić memy i głupie przeróbki. Chyba jeszcze nigdy nie oglądałam filmu na postawie książki, który tak bardzo zepsułby całe dzieło, zmieszał je z błotem i obrzydził. 


Jeśli ktoś tylko oglądał film i uznał, że to, wybaczcie, kupa po prostu - niech się nie zniechęca, tylko sięgnie po naprawdę dobrą książkę.




A osoby, które takie filmy tworzą depcząc wysiłek autora historii powinni zapamiętać: jeśli filmu nie ratuje nawet Harrison Ford, to wiedzcie, że coś się dzieje!


___
* Reżyserem tego filmu jest Garvin Hood. Po obejrzeniu Gry Endera boję się zobaczyć jego adaptację W pustyni i w puszczy.

Komentarze

  1. nie lubię tego typu książek, jednak wolę filmy na ich podstawie i te przepiękne efekty! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat ten oglądałam w mega słabej jakości. Ale faktycznie, zazwyczaj to efekty robią największe wrażenie. Nie mogą jednak odpowiadać za cały film, więc jak ktoś zrypie fabułę, to i tak jest słabo. : /

      Usuń
  2. ciekawie to opisujesz, zainteresowałaś mnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach, wspomnienie gimnazjum <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uważam, że takie książki mogłyby z powodzeniem zastąpić lektury typu "Krzyżacy". Dobrze jest znać Sienkiewicza, ale który gimnazjalista przeczyta to w całości i jeszcze to zrozumie?

      Usuń
    2. Tego nie da się przeczytać.

      Usuń
  4. Książkę spróbuję dostać, filmu nie oglądałam. Ogólnie za fantastyką nie przepadam, nie lubię tych technologii itd

    Co do adaptacji. Zobacz sobie serial "wiedźmin" a książka. To dopiero jest dno. Książka ma wiele ukrytych znaczeń, jest po prostu pełna humoru, szczera i odzwierciedlająca rzeczywistość. Film to wielkie niewiadomoco. Jak napisałaś. Zlepek migawek. Bo nawet charaktery bohaterów się nie zgadzają :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie lubię książki za zbytnio, ale jej plusami są właśnie humor i ciekawe charaktery (Jaskier!). Serialu widziałam kawałek i jak zobaczyłam Jaskra to skończyło się oglądanie.

      Usuń
    2. Ja jak zobaczyłam serial to myslałam, że czymś rzucę.

      Usuń
    3. Obejrzałabym go i oceniła, ale jest już chyba na tyle stary, że każdy wie, że to gówno :D Mam za to nadzieję, że niedługo przeczytam "Sezon burz" i coś o tym napiszę.

      Usuń
  5. Nie zamierzałam oglądać tego filmu :) utwierdziłaś mnie w moim przekonaniu :)


    P.S. I jak? Udało Ci się zobaczyć "House of cards"? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obejrzałam pierwszy odcinek i muszę powiedzieć, że mnie zaintrygowało. Lubię politykę a jeszcze bardziej intrygi, więc na pewno obejrzę cały sezon.

      Usuń
  6. To zdecydowanie nie dla mnie : )

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie moje klimaty zupełnie, ale za to Twój komentarz o filmie (i sesji) bardzo w moich klimatach! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo prawdopodobne, że widziałaś tam Pou :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam wiele dobrego o tej książce, ale nie miałam za bardzo ochoty się za nią zabrać. Teraz naszła mnie chęć, żeby przeczytać i obejrzeć film, a później porównać. Za to napis na plakacie jest raczej zniechęcający. Harry Potter i Gwiezdne Wojny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta część z oglądaniem filmu może być bolesna, ale mimo wszystko zachęcam :)

      Usuń
    2. Nie takie filmy się oglądało. :) Ostatnio oglądałam "Miasto kości" i myślę, że teraz przez dłuższy czas nic nie wyrządzi mi większej szkody.

      Usuń
  10. Zapraszam Cię serdecznie do blogowej zabawy :) http://claudiopedia4.blogspot.com/2014/01/nominacja-do-liebster-blog-award.html
    Nominowałam Cię do Liebster Blog Award :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…