Przejdź do głównej zawartości

110. Zeznania Niekrytego Krytyka

Zanim napiszę coś więcej o Zeznaniach Niekrytego Krytyka chcę dodać ogólniejszą refleksję dotyczącą tej książki. Mianowicie - jest to pozycja skierowana do młodzieży. Nie, nie do ludzi młodych w pojęciu: do 25 r.ż. Do młodzieży w sensie: tak do 18 r.ż. Oczywiście nie są to granice sztywne, ale w miarę staram się je jakoś zakreślić. Już wyjaśniam o co mi chodzi. Patrząc na opinie wielu osób mam wrażenie, że uważają książkę za złą, ponieważ nie zawiera ona przemyśleń, które mogłyby jakoś na nich wpłynąć albo chociaż skłonić do myślenia. To prawda, ta książka nie zawiera żadnych “prawd”, które mogłyby przydać się osobie ukształtowanej. Właściwie będzie ona dla takiej osoby po prostu zabawną, sarkastyczną pisaniną. Jednak dla osoby, która, dajmy na to, jest w pierwszej klasie liceum i nie do końca ogarnia samego siebie, taki zbiór tematycznych anegdot już może mieć znaczenie. I może wywrzeć na nią wpływ. Dlatego z mojej strony nie będzie tutaj hejtu na zasadzie: “Niekryty nie wnosi nic nowego do mojego życia, myśli, że jest mądry, a nie jest, aaa!”. 

Źródło

 Maćka przedstawiać nie będę, bo domyślam się, że nawet zapaleni olewacze youtube'a wiedzą kim jest Niekryty Krytyk. A zatem...

Jakie “zeznania”?

Postanowiłam przyczepić się do tytułu. Niby nic wielkiego a jednak. Co prawda autor opowiada w książce głównie o sobie, to nie nosi to znamion zeznań. Ostatecznie też jest pewnie zbyt młody, by mieć co zeznawać. To już te “przemyślenia” brzmią lepiej, bardziej pasują i byłby na miejscu. Szkoda, że nie zostały.

Niczego się nie nauczyłaś? To po co to czytasz!

Książka jest króciutka. Przeczytanie jej zajęło mi tyle, co zjedzenie obiadu. Taka bardziej broszura. To nie długość stanowi jednak o wartości. I chociaż, z powodów wyżej wspomnianych, Frączyk mnie nie zachwycił, ani też nie pouczył, jego morały i życiowe historie nie zasiewają we mnie żadnego ziarenka, to jednak jestem przekonana, że robią to wśród młodszych czytelników. Wcale nie mówię, że każdy poniżej jakiegoś progu dojrzałości bierze sobie do serca te porady. Nie o to w tym chodzi. Chcę powiedzieć, że nierozsądnym jest zaprzeczanie temu, że osoby, takie jak Maciej Frączyk, czy Krzysiu Gonciarz nie mają wpływu na myśl współczesnego nastolatka. Każdy kierował się kiedyś jakimiś ideałami, wzorował na osobach - dzisiaj często są to vlogerzy. Stąd też jestem niemal pewna, że rady Niekrytego trafią do serc wielu młodych poszukiwaczy własnej drogi, którzy "Zeznania..." przeczytali. Nie oznacza to, że stawiam autora w jakiejś czołówce współczesnych geniuszy. Po prostu stwierdzam fakt - młodzi ludzie go słuchają.

Źródło
W takim razie “Zeznania…” dla mnie to…

… śmieszna książka. Pamiętacie te małe książeczki z dowcipami, które kiedyś były wydawane? Uwielbiałam je czytać. Książka Niekrytego jest takim zbiorem śmiesznych zdań, anegdotek, etc. To jedyny wymiar tej pozycji, przy którym mogę powiedzieć: bardzo mi się podoba, polecam! Po prostu można się pośmiać.

Poza tym, jak już mówiłam, gdyby odjąć żarty, to nie jest książka dla ludzi choćby bliskich dojrzałości, bo też nie będzie im do niczego potrzebna i nic po sobie nie pozostawi.

“Zeznania…” są też dla mnie zbiorem świetnie dobranych słów. Nie odmówię Maćkowi talentu do tworzenia fajnych wypowiedzi, pisanych dobitnym językiem. Widać w nim własny styl autora a to zawsze jakiś plus.

Źródło

Chwała…

… człowiekowi, który nazywa się Bernard Ptaszyński. Wnętrze książki głosi bowiem, że to on odpowiada za “projekt graficzny okładki i wnętrza”. Trzeba przyznać, że projekt wnętrza jest świetny. Konstrukcja bardzo mi się podoba. Ciekawe są też ilustracje, chociaż podpisy szału nie robią.

To nie jest książka na półkę.

Zdecydowanie nie. No chyba, że ktoś należy właśnie do tej grupy osób, która korzysta z rad Niekrytego. Wtedy warto kupić, bo to dobry motywator.

Ja nigdy nie zakupiłabym tej książki, obojętnie ile by nie kosztowała. Głupio płacić za 70 stron rozwleczonych [słownik sugeruje: “narzeczonych”...?] na niemal dwa razy tyle w druku. Poza tym wiem, że nigdy do tej książki nie wrócę, chyba, że ktoś da mi bardzo wyraźny powód ku temu.

Podsumowując: szału nie robi, ale można się pośmiać. A jeśli jesteś fanem Niekrytego i nie wiesz co ze sobą począć - przeczytaj. Na pewno nie zaszkodzi.


Komentarze

  1. To trzeba by było wypożyczyć XD, albo od kogoś pożyczyć. Lubię czytać kogoś słowa, często ma ciekawe spojrzenie na świat, a o tych różnych spojrzeniach ciekawie się czyta :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Też nie pokusiłabym się o kupno tej książki, czuję się już na nią za stara. W bibliotece jej nie ma, żaden z moich znajomych jej nie posiada, więc raczej nie będzie mi dane się z nią zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest w Mediatece w Manhattanie na Wrzeszczu

      Usuń
  3. Mi jest jego postać obojętna ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie zaszkodzi, ale też nic nie wniesie. Chyba się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  5. niekryty krytyk coś mi się kojarzy to z audycjami radiowymi, które słuchałem swego czasu jak wstawałem o 5 rano do pracy, pewnie to ta osoba prowadziła, poprawiała mi ta audycja humor z rana ale na książkę o "zeznaniach" tej osoby się nie skuszę

    OdpowiedzUsuń
  6. wahałam się, ale raczej nie przeczytam :) a może? dużo czasu się nie zmarnuje w każdym razie. szkoda, że nie pokusił się o coś lepszego, mógłby...
    bardzo fajna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  7. to ten z jutuba? chyba raz coś oglądałam (jeżeli to ten), ale nie podobało mnie się to, to z pewnością i książka by nie była dla mnie...

    co do wycieczek - to trzeba szukać. ja akurat tak uderzam regionalnie, za rok może gdzieś głębiej w Polskę, zobaczymy jak auto się będzie sprawować :D ogólnie to polecam kupowanie wycieczek na grouponie. tanio tam jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajna recenzja. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. taak, też zauważyłam, że Niekryty jest wśród młodszych autorytetem. na mnie też nie robi już większego wrażenia, chociaż muszę przyznać, że wcześniej bardzo go lubiłam i ceniłam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja za Niekrytym nie przepadam więc książka raczej nie dla mnie. No i w ramach wiekowych się już nie mieszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam i nawet mi się podobała. Czasami nawet się uśmiałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak jak napisałaś - Pana kojarzę, zaraz zajrzę na youtubie i nadrobię zaległości. Książka może w późniejszym etapie..

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja głupia to kupiłam. Od tylu miesięcy szukam kogo, kto by to odkupił, nawet za darmo chyba oddam z desperacji.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…