Przejdź do głównej zawartości

111. Nadia (1)


Nie da się opisać tego, co czuje człowiek, kiedy do pomieszczenia wpada nagle cała zgraja uzbrojonych facetów. W takim momencie nie ma tak naprawdę znaczenia fakt, że są to służby porządkowe. Służby, które moją bronić obywateli. Ludzie widzą wielkich facetów z bronią i są oszczani ze strachu.


- Nie ruszać się! Nikt nie ma prawa nawet drgnąć! - wydarł się niemiłosiernie jeden z przybyszy. Wszyscy zamarli. Nikt nawet nie śnił o tym, by się poruszyć. W sali wykładowej zrobiło się ciszej, niż kiedykolwiek. Krótkie brzęknięcie broni. Skierowana na słuchaczy. Prelegent został zagoniony w stronę tłumu. Teraz stoi przy jakiejś mizernej studencinie, co chyba mamy nie odwiedzała przez miesiąc, i do tego trzęsie się jak osika na wietrze. A taki mądry, władczy był przed chwilą pan profesor. Kto by mu podskoczył? I co teraz zrobi z tą swoją błyskotliwością? Niech rzuci w napastników tytułem naukowym, może się skruszą pod jego mocą.


- Przepraszam... - cienki głosik przerwał zmowę milczenia. Nikt nie śmiał się obrócić w stronę jego źródła, choć było wielu takich, co chciało. Żeby zapamiętać jej twarz. A potem roztrzaskać ją na chodniku za narażanie wszystkich na gniew mundurowych.

- Zamknij się i nie ruszaj! - zakomenderował jeden z mężczyzn. Był niższy od całej reszty i zdecydowanie bardziej najedzony. Ciemne włosy z nieładem opadały mu na gładziutką twarz. Widocznie z grzebieniem nie kocha się tak bardzo jak z maszynką. Nic zresztą dziwnego. Lepiej to dla społeczeństwa, że jego mordercze spojrzenie skrywało się pod za długą grzywką. Wyglądał jak dziecko emo. Pięćdziesięcioletnie, prześmieszne dziecko emo.

- Ale co to wszystko ma... - dziewczyna nie dawała za wygraną.

- Zamknij się, powiedziałem! - wkurzył się, ale nie na tyle, by przejmować się zbyt aktywną smarkulą. Miał zadanie do wykonania. A zadaniem było niewypuszczenie nikogo z sali. Nie ma znaczenia jak to zrobisz, ważne, żebyś zrobił to skutecznie – taki dostał rozkaz. Więc zrobił tak, jak uważał najsłuszniej – siłą. Marecki należał do tych ludzi, którzy uważają całą „pozostałość” społeczeństwa za motłoch. Jak nie wymierzysz do nich ze spluwy, to ci się to było rozlezie! - to jego motto życiowe. Nie potrzebował przemądrzałych panów w okularkach i przyszłych bezrobotnych, żeby pałętali mu się po budynku, kiedy ten będzie przetrząsany przez służby. Zwłaszcza, że winny może znajdować się w tej sali. W tej i w każdej innej. Z jego doświadczenia zawodowego wynikało, że żaden narkotyk nie ma nóżek, nie potrafi chodzić, toteż zawsze Ktoś go gdzieś wnosi.

- Szefie, ona... - zadygotał jeden z „nowych”. Właściwie to nie był nowy. Pracował już ładnych kilka lat. Pierwszy raz jednak udał się na taką akcję. Jasne rozkazy: zatrzymać każdego, kto będzie się sprzeciwiał. Drobna czarnowłosa dziewczyna bardzo powoli zaczęła opuszczać jedną rękę w dół. Mogła chcieć sięgnąć po broń – on mógł za chwilę dostać rozkaz strzelenia do niej. Nigdy nie strzelił do człowieka.

- Spokojnie, jestem...

- Nie ruszaj się suko, bo strzelę! - Marecki zaszczycił ją wymierzeniem w jej głowę swojego władczego palca wskazującego – Jak spróbuje czegoś, strzelać!

- Suko? - dziewczyna uniosła rękę z powrotem do góry – Suką to ty jeździsz. Suki masz w schronisku. Może nawet jedną w domu. Uważaj jak się odzywasz do kobiet.

- Takie gówno jak ty nie będzie mi grozić! - Marecki podszedł do delikwentki i zbliżył swoją twarz do jej. To jedna z tych chwil, kiedy człowiek może stwierdzić co rozmówca jadł na śniadanie, i że widocznie w mieście jest deficyt miętówek. Na szczęście twarz po chwili odsunęła się, a sam dowodzący obrócił się na pięcie i ruszył z powrotem na środek sali. Nie miał czasu na pierdoły, musiał przeszukać każdego z osobna a potem jeszcze całe pomieszczenie.

- Powiedz Martiemu, że chcę z nim rozmawiać. - oświadczyła po chwili brunetka. Marecki stanął jak wmurowany.

- Coś ty powiedziała? - spytał, zupełnie poważnie chcąc, by powtórzyła poprzednie zdanie.

- Powiedziałam, żebyś poinformował Martiego...

- Skąd znasz..., skąd wiesz jak na niego...!

- Szefie... - młody trzęsidupek z pierwszego rzędu powstrzymał wybuch Mareckiego, rzucając w jego stronę walki-talki, które właśnie zatrzeszczało.

- Marecki, jak robota u was? - usłyszał głos swojego przełożonego.

- Myślę, że mamy, kogo potrzebowaliśmy, szefie. Zna Pana, pewnie maczała w tym palce... i jeszcze jest na tyle bezczelna, by... - mężczyzna z dumą odrzekł do słuchawki, machając jednocześnie ręką na podwładnych, żeby skuli dziewczynę. Ta nie stawiała oporu kiedy do niej podeszli. Poprosiła jedynie, by to najprzystojniejszy ją obszukiwał, za co też wskazany funkcjonariusz ochoczo się zabrał.

- Mów jaśniej, Marecki, bo nie wiem o co ci chodzi. Weszliście i co, wyszła jakaś laska i się przyznała? Sumienie ją kurwa ruszyło?

- Nie, ale...

- Cześć, Marti! - wykrzyknęła zadowolona dziewczyna, podczas gdy funkcjonariusz grzebał jej pod kurtką.

- Zamknij się, kurwo!

- Kurwa, Marecki! - wykrzyknął głos. Coś trzasnęło i tyle było rozmowy z szefem.

Minęło kilka chwil, nim funkcjonariusz skończył przeszukiwać dziewczynę. Zabrał jej portfel, dokumenty i zapalniczkę. Marecki posłał dwóch ludzi, żeby weszli piętro wyżej i sprawdzili co się dzieje z szefem. Miał też właśnie zamiar zabrać się za zbadanie dokumentów irytującej krzykaczki. Przerwał mu jednak huk drzwi, które, otwarte z ogromnym rozmachem, trzasnęły przy zamykaniu się. Do sali wkroczył wysoki, posiwiały mężczyzna o twarzy naznaczonej wieloma zmartwieniami.

- Odłóż to. Nie waż się jej skuwać.

__________

Nie wyraziliście swojej opinii, więc postanowiłam was katować swoimi wybełcinami. Zapewne jeśli dacie wyraźnie do zrozumienia, że czegoś takiego to czytać nie będziecie, pewnie przestanę. Póki co wstawiam malutki fragment początku. Zawsze to jakaś motywacja dla mnie żeby w ogóle pisać.

Inne prace mojego autorstwa:

1. Wakacyjne opowiadanie.
2. Poezja: Spacery z cierpieniem #1 i #2.
3. E-book: Spacery z cierpieniem. 

Komentarze

  1. Przeczytałam jednym tchem. Niesamowicie kreujesz rzeczywistość i zaciekawiasz czytelnika. Z niecierpliwością czekam na kolejną część.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Jeśli ta forma wpisów wam się spodoba będę kontynuowała opowieść na blogu :)

      Usuń
  2. Dopisałabym kilka informacji kto co mówi, bo miejscami idzie się zgubić w dialogu : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zwrócenie mi na to uwagi. Postaram się bardziej przy pisaniu kolejnych dialogów.

      Usuń
    2. Nawet nie musisz odsyłać do autora pomysłu, po prostu daj mi znać, że przygotowałaś taki post, bardzo chętnie go przeczytam : )
      Na dialogi stałam się wyczulona po przeczytaniu pewnej książki, w której dialogi ciągnęły się po kilka stron bez dopisków kto, co i jak mówi i za cholerę nie mogłam się połapać, kto co powiedział...

      Usuń
  3. Ciekawa akcja, naprawdę, ale coś maławo opisów. Opisy robią swoje, ja sama często mam ich za mało XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że opisy robią swoje, ale ja mam jakąś taką ogromną niechęć do nich. Postaram się mimo wszystko jakoś je rozbudować.

      Usuń
    2. Sama mam z nimi problemy, więc cię rozumiem. :)

      Usuń
  4. No no, zapowiada się interesująco. Trudno po tak krótkim fragmencie oceniać fabułę, ale widać, że masz potencjał. :)
    Powodzenia w dalszym pisaniu!

    OdpowiedzUsuń
  5. wow, ale fajne :) świetny opis policjanta i (nie)typowych ludzkich przeżyć, brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bina? O.o O kurcze, zdębiałam :D Ty zawsze miałaś podpis z imienia i nazwiska, czy zmieniłaś niedawno i nie mam urojeń? :D

      i dzięki za miłe słowa :)

      Usuń
  6. OJEZU UMARŁAM HAHAHAHAHAHA! Twój komentarz mnie rozwalił, serio! :D
    a co do Twoich ''wypocin'' to mnie się one podobają, masz fajny styl, taki lekki i przyjemny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzisz każdy ma miejsca, które chciałby zobaczyć. Ja na przykład chciałbym zobaczyć dżunglę amazońską :)
    Ale ze wstydem przyznaję, że Prawie w ogóle Krakowa nie znam i Wrocławia :) Nie starcza czasu, żeby wszystko zobaczyć. Jak będziesz w 100licy to zapraszam na spacer .
    Hej

    Uważam, ze artysta a w szczególności artystka ciało ma. Nawet jak tego nie czuje i nie widzi. A lufy karabinów to obserwowałem na Marszach Niepodległości. I sam gumowa kulą dostałem w nogę:) Buta mi zniszczyła i musiałem kupić nowe.
    Dołączę do Twojego bloga. mam nadzieję, że się zrewanżujesz.
    Pozdrawiam ze środka Mazowsza
    Vojtek

    OdpowiedzUsuń
  8. I podoba mi się to co napisałaś o sobie. Tylko trzeba uważać, żeby za bardzo się w sobie nie zakochać. Co za dużo to niezdrowo :)
    Hej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie co za dużo to niezdrowo! Równowaga ma w sobie dużo siły :)

      Usuń
  9. Masz swój styl. Już olać to, czy ten fragment mi się podobał czy też nie. Widać, że masz pewną lekkość pisania, to się ceni. Już od samego początku nie jest nudno, ja na przykład lubię, gdy książka zaczyna się od takiego małego "bum" - i tutaj coś takiego jest.

    Czy czyta się dobrze? Ano czyta. Czy jest bardzo dobrze? Nie, nie jest. I bardzo dobrze, masz co w sobie doskonalić.

    Lubię Cię czytać, bo wydaje mi się, że pokazujesz w swoich wpisach to, jaką osobą jesteś. I taki klimat tekstów/felietonów mi pasuje. Tak trzymaj, Nina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonalenie to takie świetne słowo, nie sądzisz? Przynajmniej ja zawsze je lubiłam - tak jak rozwój, etc.

      Ty zawsze słodzisz, Dox.

      Usuń
  10. Tak jak ktoś już wyżej napisał, w dialogach można się lekko pogubić :) poza tym czyta się nieźle, czuję klimat policyjno-kryminalny :)


    P.S. Ja też czytam książki in eng :) ale wiesz... taki magazyn w dłoni też potrafi sprawić przyjemność :) i można go czytać w pociągu ;p a nie ciągle siedząc przed komputerem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na jasne, lżejsze to i przyjemniejsze :) Widziałam, że były osoby, które polecały Ci jakieś magazyny. Mam nadzieję, że znajdziesz coś dla siebie.

      Usuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…