Przejdź do głównej zawartości

123. Nadia (2)



- Odłóż to, nie skuwaj jej. - wydał szybki rozkaz funkcjonariuszowi stojącemu przy brunetce i zdecydowanym krokiem ruszył w jej stronę. Po drodze bez słowa wyrwał zszokowanemu Mareckiemu jej dokumenty i portfel.

- Nadia! Jak miło cię widzieć! - powiedział, oddając dziewczynie rzeczy. Uśmiechnął się z zażenowaniem. Chciał uścisnąć jej dłoń, ale zbyt późno zrozumiał, że jego rozmówczyni swoje dłonie ma zajęte. Jego ręka zawisła w powietrzu.

- Niech opuszczą broń. - odpowiedziała tylko, upychając rzeczy z powrotem do kieszeni.

- Jak śmiesz, ty...! - Marecki odzyskał swój wigor. Jedno trzeba było mu przyznać, Marti nie miał bardziej lojalnego i posłusznego podwładnego, niż on.

- Opuścić broń! - zażądał szef. Funkcjonariusze wykonali polecenie z lekką konsternacją. Ludzie na sali odetchnęli z ulgą, zaczęli szeptać między sobą.


 

- Ekhem... - zaczął elokwentną wypowiedź jeden z profesorów. - Uprzejmie chcielibyśmy dowiedzieć się co tak właściwie...

- Och, zamknij się. Teraz takiś mądry? - ucięła dziewczyna. - Marti, co wy wyprawiacie? Jestem zaskoczona tą absolutnie kretyńską fuszerką.

- Nie tak to miało wyglądać...  - starszy mężczyzna wymownie spojrzał na Mareckiego. Faktycznie, na innych piętrach banda facetów z bronią nie terroryzowała niewinnych, w większości, studentów i wykładowców. Nie było to ani mądre, ani dyskretne. Prawdopodobnie też niezbyt legalne. - Co ty tu robisz?

- Pewnie to, co wy, ale lepiej. Rozumiesz pewnie, że chciałabym...

- Tak, tak, jasne. - nie dał dokończyć jej zdania. Nie musiała nic więcej mówić. - Marecki, Nadia zajmie się tą salą za ciebie, możecie się odmeldować. - powiedział do podwładnego – I macie to zrobić bez żadnej dyskusji! - dodał, gdy zobaczył, że Marecki już zaczął otwierać usta, by wypowiedzieć jakieś zgrabne „kurwa” otoczone równie wyśmienitym zdaniem.

- Chwileczkę... - Nadia uśmiechnęła się szyderczo. - Przydadzą mi się ludzie, niech szanowny pan Marecki zostanie. I jeszcze ten młody brzęczyk.

Marti był już w drodze do wyjścia, tak jak i część funkcjonariuszy. Zatrzymał się jednak na moment i z ciężkim sercem skinął na Mareckiego, by ten został.

- Masz mojego najlepszego człowieka. Co do tego drugiego, to nie bardzo wiem o kogo ci chodzi… - powiedział skonsternowany, rozglądając się po reszcie swoich podwładnych.

- Melduję posłusznie... - „nowy” wystąpił z szeregu – ...że prawdopodobnie chodzi o mnie.

- Patrzcie jaki bystry! - wykrzyknęła radośnie Nadia. Szef postanowił się nie wtrącać. Zabrał resztę ludzi, pozostawiając wyznaczoną dwójkę, i opuścił pomieszczenie.

- Chyba jednak będziesz wykonywał rozkazy takiego gówna jak ja. - brunetka grzecznie poinformowała Mareckiego, gdy tylko wszyscy niepożądani goście opuścili salę. Następnie wyjęła zza paska telefon wielkości puderniczki i wykonała krótki, bezsensownych dla wszystkich obecnych, telefon.

- Proszę się nie martwić, szanowni państwo. - zwróciła się w końcu do ludzi na sali. Szmery na chwilę ucichły. - Nikt nie będzie was chciał zastrzelić za stanie z opuszczonymi rękoma. Nie wykluczam jednak zaszlachtowania za jakąkolwiek próbę zmiany miejsca. Wszyscy zostaniecie dokładnie przeszukani. Proszę nie zadawać pytań, bo i tak nikt wam nie odpowie.

Dzięki wiedzy zdobytej w czasie minionego 15-minutowego kursu przetrwania nikt nie śmiał polemizować. Każdy bez wyjątku postanowił poświęcić się miłości do posiadania wszystkich kończyn i wnętrzności na miejscu, grzecznie czekając na obowiązkowe przeszukanie.

- Mam zacząć przeszukiwać? - zapytał niepewnie młodzik stojący za Nadią. Ta dopiero teraz mu się przyjrzała. Lekki, celowo pozostawiony zarost, zadbane włosy. Młodzik nie taki młody, bo na oko starszy od niej.

- Ty... – zaczęła dziewczyna, ale urwała szybko, skupiając na nim wzrok.

- Nazywam się Pilas. Funkcjonariusz Pilas.

- Tak, tak, Brzęczyk. Weź się tak nie wyrywaj, coś taki niecierpliwy? Chcesz sam przeszukać tylu ludzi? A może Maruś ma ci pomóc? Coś czuję, że nie jest on typem człowieka, który lubi macać starszych profesorów.

Marecki nie skomentował. Wcale nie był w stanie komentować sytuacji. Jedyne, co byłby w stanie zrobić, to wziąć łopatę, którą widział za oknem, a którą widocznie zostawił tam speszony woźny, i pieprznąć nią w łeb gówniarę, która wzięła się nie wiadomo skąd i teraz mogła wydawać mu rozkazy. Świat schodzi na suki. Emancypacja to suka. – przeszło mu przez myśl.

Drzwi ponownie dały o sobie znać. Tym razem długim skrzypnięciem. Do sali weszło dwóch gości.

- Stać, nie ruszać się! - żywiołowo zareagował Brzęczyk, mierząc swoją, już nie tak rozdygotaną, bronią do przybyszy. Ci jednak nawet nie zareagowali i jakby nigdy nic podeszli do Nadii.

- Łał, ale mam ochronę... - spuentowała dziewczyna. Brzęczyk nie odpowiedział. Marecki przestąpił z nogi na nogę. Miał nadzieję, że ci dwaj goście przyszli ją poćwiartować.

- Przyprowadźcie Rufusa, będzie przeszukiwał. - Nadia wydała rozkaz, patrząc na potulnie czekających ludzi. Jak silny musi być strach, żeby pięćdziesiąt kilka osób stało w sali zupełnie bez ruchu? - zastanawiała się.

- Ale przecież to zwykli cywile są. Tu są starsi ludzie. - odrzekł niepewnie jeden z podwładnych.

- Weź się nie rozżalaj mi tu teraz, Meleks, i jazda po Rufusa.

Przybyli mężczyźni wymienili między sobą bardzo niechętne spojrzenia. Znali jednak swoją szefową na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie jest to moment na dyskusję. Szybko opuścili salę.

- Długo będziemy tutaj stać jak idioci, nic nie robiąc? - odezwał się wreszcie Marecki. Bardzo starał się kontrolować swój głos. Nadia doskonale go rozumiała. Jawna nienawiść jest słabością. Nie usłyszał jednak odpowiedzi. Brunetka przeszła się od drzwi do okna i z powrotem. Potem stanęła na środku i westchnąwszy ciężko podjęła się tłumaczenia.

- Za chwilę wszyscy zostaniecie przeszukani. W czasie przeszukiwania NIE WOLNO wam się ruszać. Dosłownie. Ani drgnąć. Nie próbujcie po nic sięgać, nie próbujcie się podrapać po tyłku. Jeśli lubicie mieć całe ręce lepiej mnie posłuchajcie. Jeśli chcecie mieć całą krtań, to nie próbujcie się schylać. Nie odzywajcie się. Aha... i nie macie się czego bać, spokojnie.

- Nadia... - Meleks wsunął głowę do sali. - Jesteś pewna, że to w porządku? On nie ma chyba dzisiaj dobrego humoru...

- Dawaj...

- Ale...

- Dawaj, dawaj... - ponagliła podwładnego. Dopiero teraz dało się słyszeć jak zaciąga z rosyjska. - ...niech wejdzie.

Drzwi otworzyły się szerzej. Wszyscy z przerażeniem czekali na tego potwornego człowieka, na którego tak należało uważać. W mniemaniu zgromadzonych to musiał być jakiś specjalny osobnik do tego typu zadań. Ninja, który potrafił upieprzyć człowiekowi dłoń jednym ruchem.


Meleks wraz ze swoim kolegą weszli ciągnąc ciężki łańcuch. Nie było łatwo, ale wreszcie udało im się wtaszczyć do sali rzeczonego ninję. Ninja miał cztery łapy i kupę sierści. Gigantyczny, jak na swoją rasę, owczarek niemiecki wgramolił się do pomieszczenia.

- Rufus, ka mnie. - powiedziała krótko Nadia. Wystarczyło, by pies obiegł pędem prowadzących go mężczyzn i stanął przy nodze swojej właścicielki. Ta odpięła mu łańcuch, który służył za smycz, i zdjęła kaganiec.

- Ma ich przeszukiwać jakiś pies? - zdziwił się Brzęczyk. Marecki się nie odezwał. On znał wartość dobrego psa.

- Nie jakiś, tylko mój. - odpowiedziała brunetka, bez nutki ironii w głosie. Przykucnęła przy swoim kudłatym towarzyszu i wydała cicho kilka poleceń. Rufus zwinnie ruszył w stronę zgromadzonych na sali. Podchodził do każdego z osobna, uważnie obwąchując delikwentów. Niemal bezgłośnie poruszał się między ludźmi. Nadia gestem nakazała Brzęczykowi opuszczenie broni. Nie było potrzeby, aby kogokolwiek pilnował.

Głośne warknięcie i krzyk przerażonego chłopaka przebiegły przez wszystkie ściany i błyskawicznie dotarły do uszu wszystkich obecnych. Kilka osób, stojących najbliżej chłopaka, zaczęło pojękiwać ze strachu. Przedramię młodzieńca znajdowało się w uścisku szczęki Rufusa.

- Ja chciałem tylko, ja nawet nie, przepraszam…! – majaczył poszkodowany. Nadia spokojnie podeszła do niego i schyliła się po torbę, która leżała u jego stóp. Rzuciła ją pod tablicę w taki sposób, że torba sunęła w dół po podłodze audytorium.

- Rufu, ostaw. – mruknęła i odeszła. Pies natychmiast puścił swoją zdobycz i wrócił do swojego zajęcia.  Chłopak bał się obejrzeć swoją rękę, jednak okazało się, że jest nienaruszona. Więcej nie próbował się poruszyć.

Pies policyjny to nie zabawka a mimo to udało mu się przez chwilę zarobić darmowe drapanie za uchem od dziewczyny, która spodobała mu się na tyle wyjątkowo, by zostać polizaną. Wiedział, że w zamian za to dostanie nagrodę. Resztę przeszukania odbył w absolutnej ciszy, w całkowitym spokoju. Dopiero na samym końcu, gdy już kierował się w stronę Nadii, coś poczuł. Podążył za bodźcem i po chwili wywlókł zza katedry stylową, czarną teczkę.

- Bardzo dobrze, zostaw. – rozkazała mu właścicielka, idąc w górę auli. Pies podszedł do Meleksa i położył teczkę bok niego. Mężczyzna chwycił ją, aby móc ją otworzyć i pozwolić psu znaleźć to, co przykuło jego uwagę. W tym samym czasie panująca cisza została ponownie przerwana, tym razem przez głośne stuknięcie. Meleks i jego partner, przyzwyczajeni do podobnych sytuacji, nawet nie zareagowali.

- Hej, co robisz! – wykrzyknął Marecki, jakby obudził się z jakiegoś snu. Sam lubił terroryzować cywili, ale nie atakować ich bezpośrednio. Brunetka jednak nic sobie nie zrobiła z jego uwagi.

- No i mam cię, kochana. – powiedziała, wyciągając kajdanki i skuwając powaloną przez siebie na ziemię dziewczynę.

- Ale o co chodzi? – spytała zdziwiona studentka. Zdziwienie to jednak nie emocja, której oczekuje się od zwykłego szarego człowieka w takiej sytuacji. Nie było w niej strachu, nawet głos jej nie zadrżał.

- Już ty dobrze wiesz. – usłyszała odpowiedź. Nadia zaczęła ją obszukiwać. Wtedy dziewczyna zdecydowała, że nie ma sensu udawanie głupiej. Użyła całej siły, by nogami zrzucić z siebie Nadię, szybko przerzuciła się z brzucha na plecy i wstała. Co prawda miała skute ręce, nie przeszkadzało jej to jednak w tym, by spróbować wydobyć spod spódnicy broń. Nie przewidziała tylko jednego…

- Rufus! – zawołała Nadia, raczej pro forma, niż na poważnie, bowiem pies już zdążył skoczyć na blondynkę.  Powalił ją na plecy i stanął na jej piersi. Jego pysk z wyszczerzonym rzędem kłów wisiał tuż nad jej twarzą. Pies warczał wręcz ogłuszająco.

- Nawet nie próbuj. – powiedział spokojnie Meleks, nadeptując dziewczynie na nadgarstek ręki, w której trzymała broń. – Widar! – zawołał swojego kolegę, schylając się jednocześnie, by odebrać blondynce broń. – Zabierzesz ją?

- Niech oni ją wezmą. – Widar wskazał na policjantów.

- Okej, może być. Ty, Brzęczyk… - Meleks zwrócił się do służbowych, machając zdobyczną bronią. Studentka nadal leżała, bowiem pies nie ruszył się nawet o milimetr.

- Jestem Pilas, funkcjonariusz Pilas.

- Dobra, dobra, weź się tak nie spinaj. Zawołaj jakiś swoich przez to wasze ustrojstwo, niech zabiorą ją na komendę. – rozkazał Meleks. Nadia spojrzała na niego z uśmiechem, pod którym jej podwładny skruszył się, uświadamiając sobie, że nie on tutaj decyduje. Jednak jego przełożona nic nie powiedziała. Zeszła z portem na dół auli i podniosła porzuconą teczkę.

- ODWOŁAJ GO! – wydarła się nagle blondynka, co tylko jeszcze gorzej rozwścieczyło psa.

- Och, wybacz… - brunetka skrzętnie udała zmieszanie osoby, której dalekie są niehumanitarne sposoby traktowania podejrzanych. – Rufusku, zostaw ją.
Owczarek natychmiast wykonał polecenie i wrócił do swojej właścicielki. Nie zwrócił uwagi na dwóch kolejnych funkcjonariuszy, którzy pojawili się akurat w sali. Bezzwłocznie podnieśli dziewczynę i ruszyli ku wyjściu z pomieszczenia.

- Dzięki, chłopaki. Na komendzie najpierw przesłucha ich Requiem. – poinformował ich grzecznie Meleks. Na te słowa zatrzymana zaczęła wrzeszczeć nienaturalnie i wyrywać się.

- Nie, proszę was! Niech mnie nie przesłuchuje… Nie, proszę, może wy? Wy mnie przesłuchajcie!? Na przykład ona?! – wołała, próbując wskazać na Nadię.

- Ja? – brunetka udała szczere zdziwienie.

- Tak, tak, nawet ty, proszę!

- W porządku, skoro tego pragniesz, to przysięgam ci, że to właśnie ja przesłucham cię pierwsza.

Funkcjonariusze ruszyli dalej z uspokojoną dziewczyną. Mieli już wychodzić, gdy nagle do sytuacji wtrącił się Widar:

- Szefowo… - powiedział, grając nie gorzej od Nadii. – Ale przecież to na ciebie przesłuchiwani mówią Requiem.
Nadia nie odpowiedziała. Wystarczające w tej sytuacji były rozszerzone źrenice blondynki i jej ponowna szamotanina. Szybko jednak została wyprowadzona, bowiem nie ma takiej blondynki, z którą funkcjonariusze policji by sobie nie poradzili.

___________________

Pierwsza część: Nadia  (1) 

Znajdź mnie:


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…