Przejdź do głównej zawartości

125. Kanonizacja Jana Pawła II

Jak tam, blogożercy, pokicaliście? Mam nadzieję, że zając był smaczny a wszystkie wymagalne części ciała mokre. 

A teraz czas wracać do roboty i nie ma zmiłuj. Ale za to jest miłosierdzie. Otóż miłosiernie nam, niedawno jeszcze całkiem, urzędujący papież Jan Paweł II, znany również jako "nasz papież" ma zostać kanonizowany w najbliższą niedzielę, 27 kwietnia 2014 r. Mam naprawdę szczerą nadzieję, że wszystkich wierzących to cieszy.

Myślę, że jestem stara. Pamiętam oglądanie odprawianych przez JP II mszy, pamiętam jak zmarł a teraz dotrwałam do jego kanonizacji (choć to dzieje się względnie szybko). Nie jednak o samym fakcie ogłoszenia go świętym mam zamiar mówić. 

Źródło

Bardzo rzuca mi się w oczy cała otoczka związana z tym wydarzeniem. Rozumiem, że jest to doniosły moment, zwłaszcza dla osób, które wyniesienie Jana Pawła II na piedestał, napawa dumą narodową. Zdaje mi się jednak, że jest to raczej wydarzenie, które przeżywa się wewnętrznie, roztrząsa duchowo. Co więcej, pozwolę sobie napisać, że zdaje mi się, iż sami wierni również tak je traktują.





Źródło

Ludzie jednak nie byliby sobą, gdyby z takiej sytuacji nie skorzystali. 

I nie wiem tylko, czy skończy się na tym, że marketingowcy takich-a-takich sieci i miejsc zrobią z siebie idiotów, czy też powinnam porzucić swoje przekonanie o wyższości rozumu i przyzwoitości, i przyjąć do wiadomości, że znajdą się osoby, które na tak tandetne chwyty się złapią?




Oprócz specjalnych promocji na materace oraz inne produkty, które  z JP II związane są zapewne tak, jak ja z religią katolicką, można też sobie kupić, o, monetkę z wizerunkiem papieża-Polaka. Taki szał akurat w Krakowie (nie wiem, czy gdzieś indziej też). Rozumiem, kolekcjonerzy, pamiątki, etc., no ale tutaj odbiegamy oczywiście od normy i stawiamy "papomaty"*. Brawa należą się tylko jednej osobie - tej, która wpadła na tę świetną nazwę. Ja osobiście monetę z automatu zakupiłam tylko raz w życiu i to było w ZOO.

W razie gdybyście nie mogli znaleźć informacji o tym wydarzeniu (kanonizacji, nie stawianiu papomatów), tzn. gdybyście nie usłyszeli tego w serwisie informacyjnym, skrócie informacyjnym 3 minuty po serwisie, skrócie po skrócie, kropce nad skrótem po skrócie, w prasie codziennej i niemal codziennej oraz niecodziennej, ale ze specjalnym codziennym dodatkiem, na stronie internetowej, na blogach, na demotach, na tłiterze, fejsbuku, kwejkach, memach, tefałenach, gazetach, wp-etach, itp. - w razie gdybyście tam niczego nie znaleźli polecam specjalnie założoną na tę okazję stronę internetową dotyczącą tegoż to wydarzenia**. A jak nie tam, to też na Wikipedii ma ono swój osobny wpis***. A jak nie będziecie nadal wiedzieli kiedy to, polecam w drodze do papomatu zajść na dziedziniec krakowskiej kurii, żeby zobaczyć licznik niemal równie jebutny, jak licznik naszego długu publicznego. W końcu kuria pewnie nie ma na co wydawać, więc dobrze jest strzelić sobie licznik.

Źródło
Gdybym nie dowiedziała się, że nasi posłowie również babrają swoje ręce w projektach uchwał dotyczących tego religijnego wydarzenia, pomyślałabym, że nie obudziłam się w Polsce****. Jak już pisałam rozumiem, że to wydarzenie istotne, ważne duchowo dla osób wierzących. Natomiast sama postać Jana Pawła II w ogóle ma duże znaczenia dla Polaków i ich historii, zwłaszcza drugiej połowy XX wieku.



Dlaczego jednak w naszym cudownym, wolnym kraju, władza ustawodawcza zajmuje się uchwalaniem czegoś, co nie czci postaci lub wydarzeń, zmian, etc., a co zajmuje się kwestią czysto religijną? Wybierałam posłów do Sejmu, żeby zajmowali się porządkiem w państwie a nie kanonizacjami. 

Choć ze wszystkiego, co w tym mnie powala, najbardziej nogi podcięło mi, zwaliło mnie niczym Chuck Norris, przyłożyło mi literkami z półobrotu - to pomysł ustanowienia 27 kwietnia 2014 r. dniem wolnym od pracy. Wiem, że to nie przejdzie, nie ma szans. Załamałabym się, gdyby było odwrotnie. Cóż jednak, niech sobie podywagują nad tym, czy dać ludziom wolną... NIEDZIELĘ. No, ale dobrze, nie wszyscy mają w niedzielę wolne (pracują choćby najważniejsze służby: lekarze, strażacy, policjanci, kasjerki Tesco i infolinia Play'a). Tylko dlaczego wydarzenie religijne miałoby wpływać na życie gospodarcze całego kraju? Tego nie wiedzą nawet najbardziej tajemne siły. Jeśli zdarzy się coś wręcz nieprawdopodobnego - tak gdybologicznie - i ten dzień zostanie ustanowiony wolnym od pracy, to czekam z otwartymi ramionami na kolejnych katolików, którzy tak jak w każde jedne inne święto przychodzą do mnie, by mogli zapytać: A dlaczego ty niby masz wolne, jak jesteś niewierząca?! Moja odpowiedź pozostanie niezmienna: Nie wiem. Bo żyjemy w świeckim kraju? Hahaha. [tak, "hahaha" to też część odpowiedzi]

Wiem, że mam do czynienia po prostu z XXI wiekiem,
 który wgniata nas marketingiem i obojętnością, powierzchownością i bezrozumnością. 
Ale nie mogłabym nie powiedzieć nic, bo nie byłabym sobą.

Życzę udanej niedzieli a osobom wierzącym szczerych doznań duchowych, niezakłóconych rzucającą się wam na głowy współczesnością.

______________________

Wybaczcie, że tak kuleję z odsyłaczami. Jedno źródło to nie źródło. Jednak możecie sobie wszystko wygooglać a większość wiadomości, to i tak to samo.

Komentarze

  1. Jako katolika denerwuje mnie ta cała otoczka. Sprowadzamy postać człowieka inteligentnego, oczytanego, wpływowego na kształt obecnej Polski do roli maskotki. Pieprzymy o kremówkach, pielgrzymkach, ale na przykład po encyklikę już mało który Polak sięgnie. Bo trudna.

    Sprowadzamy pewne rozważania duchowe do stanu materialnego, o zgrozo, robi to też KK. Czy to źle? Dla biznesu nie, dla mojego samopoczucia już tak.

    A ten wolny dzień to pomysł Solidarnej Polski, kolejny mocno chybiony.

    PS Nasz kraj w dalszym ciągu jest katolicki wyznaniowo, gdyby nie był, wszyscy byśmy latali w święta do pracy/szkoły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A'propos twojego "PS" - stąd też zaznaczyłam, że "hahaha" również jest częścią wypowiedzi :) Znam znam statystyk (chyba takie nie istnieją), więc nie wiem ilu obywateli polskich naprawdę jest wierzących, ale faktycznie wiele regulacji sprawia, że na kraj katolicki Polska wychodzi. M.in. te święta właśnie.

      Ech, masz rację, biznes leci, szkoda tylko, że kosztem uczuć wewnętrznych osób, dla których papież jest naprawdę ważną postacią. Sami profanują wasze uczucia religijne.

      Usuń
  2. Wypowiem się jako niewierząca.
    Uważam, że cała ta kanonizacja to jedna wielka szopka, jeśli ludzie tego chcą i co ważne - w to wierzą, proszę bardzo, ale tak jak napisałaś - bez przesady. Pokazuje to tylko jak ludzi lubią I MOGĄ żerować na cudzym szczęściu/nieszczęściu - bez różnicy. W pewnym sensie trzeba wszystko dobrze przemyśleć i chwali się ludzi, którzy to robią, ale cel nie zawsze przyświeca.

    Niedługo wprowadzą figurki Jana Pawła II! Wizerunek samego kanonizowanego :).

    Co zrobić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na maskotki na breloczkach doczepiane do plecaków i wersję gry Lego z JP II... : /

      Właśnie to, że "lubią i mogą" bardzo mnie gryzie. Niby to naturalne i rozumiem te wszystkie działania marketingowe, medialne, etc. A jednak się z tym pogodzić nie umiem i chyba już tego nie zrobię.

      Usuń
  3. ojno, wybacz, nie mam czasu na nic, więc i z komentarzami się spóźniam :D
    a co do kanonizacji jak zwykle nic nie wiem, wiadomości z Polski przechodzą obok moich uszu szerokim łukiem, ale faktycznie - ustanowienie tego dnia dniem wolnym od pracy to już GRUBA przesada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się właśnie, jak inne narody to odbierają, ale jedyne, co było mi dane zobaczyć (choć w sumie nie szukałam, więc to moja wina), to jakiś artykuł z NYT, gdzie krytykują JP II (za jego "urzędowanie") i kanonizację. A w Niemczech nie wiem, czy w ogóle kogoś to obchodzi. Może dlatego tak wszystko obok ciebie przelatuje :)

      Usuń
  4. A po mnie ten temat spływa jak po kaczce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to i lepiej. Sama już nie ogarniam jak jest lepiej.

      Usuń
  5. Handel wszędzie się wciska. Jestem tak do tego przyzwyczajona. Ja dlatego nie mam zamiaru zaglądać do marketów XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, wciska się. Nie wiem, czy jest przepis na "przyzwyczajenie się", ale jeśli tak, to możesz podać. Choć w sumie, jak z odpowiedzią dla Marty - nie wiem co lepsze, przyzwyczajenie się, czy nie.

      Usuń
  6. PAPOMAT?!
    Oprócz tego, że jestem zdruzgotana, to, po pierwsze, kompletnie zauroczyłaś mnie ironią i świetnym poczuciem humoru w tekście, a po drugie: masz całkowitą rację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i w sumie smutno mi, że mam rację (wolałabym nie mieć i żeby całej tej dziwnej kwestii nie było w społeczeństwie).

      Usuń
  7. Obecnie wszystko można wykorzystać marketingowo i nie ma już żadnych świętości (choć myślałam, że JP II do nich należy), więc w ogóle nie dziwi mnie ten szum. Każdy chce zarobić i "ukręcić swoje lody", jak to mawiam. Drugą rzeczą jest, w jakim stylu się to robi. Monety są OK i na miejscu, ale papomat, materac i Tesco to gruba, gruba przesada. I piszę to ja, która sprawy kościelne, kanonizacyjne etc. omijam szerokim łukiem. Niektórzy mogą się poczuć dotknięci, ale co to zmieni? Handel, zwłaszcza wielkich sieci, to siła, z którą nie poradzi sobie jakiś tam zwykły Kowalski...Tak jest i chyba trzeba się z tym pogodzić:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba trzeba, jak widać niektórzy potrafią. Ale to, że zawsze zostaje to "chyba" skłania mnie do niegodzenia się : /

      Usuń
  8. Na wszystkim można zarobić... Ech... Już nie wspominając o tym ilu ludzi zostanie okradzionych na tej mszy kanonizacyjnej ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Okradzionych" - w sensie... zbierania na tacę? Muszę przyznać, że nie do końca zrozumiałam :)

      Usuń
  9. Strasznie mi się to nie podoba. Jestem wierząca i wieść o kanonizacji była dla mnie prawdziwie radosną nowiną. W życiu jednak nie spodziewałam się, że ludzie mogą z tej okazji - bądź co bądź niewzykle uroczystej i doniosłej - robić taki teatr. Mam tylko nadzieję, Papież Jan Paweł II by się za to wszystko nie obraził, bo jego pogodne usposobienie chyba bardziej skłoniłoby go do jakieś zabawnej anegdoty, tak sobie myślę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, zdawał się osobą bardzo optymistycznie usposobioną, więc może i by się uśmiał :)

      Tak, wygląda to jak takie drwiące wykorzystanie wiary wielu osób. Mam nadzieję, że niewielu na to poleci. Choć nadzieja może być złudna.

      Usuń
  10. Nie jestem wierząca, ale wychowano mnie na katoliczkę. Jednak ze względu na chroniczny brak czasu ominął mnie cały ten szum, dotarły jednak echa. Kilka dni temu przyznając się do niewiedzy, co właściwie dzieje się w wielkim świecie, zapytałam, kiedy jest ta kanonizacja o której wszyscy mówią. I... Nikt nie potrafił odpowiedzieć, "jakoś niedługo", "pod koniec kwietnia chyba". Tyle szumu, a zabrakło podstawowej informacji. Chciałam sprawdzić w internecie, ale zanim dotarłam złapałam pierwszą z brzegu gazetę z wizerunkiem JPII. Daty nie znalazłam, ale różne wynurzenia osób, które miały kiedykolwiek jakąkolwiek styczność z papieżem (choćby stały w odległości 200 metrów). A ostatnio tak mam, że zanim dotrę do Internetu, to połowę nurtujących pytań zapominam i ciągle nie wiedziałam, kiedy będzie ta kanonizacja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to jestem bardzo zaskoczona. Nie wiem tylko, czy świadczy to o tym, że cały szum medialny przelatuje ludziom koło uszu, czy słuchają tego wszystkiego, ale zapamiętują pierdoły (takie, jak opisałaś), zamiast podstawowej informacji? To przykre, że rzecz najważniejsza w sumie - czyli kiedy to wydarzenie będzie miało miejsce - zupełnie gdzieś zniknęła, oślepiona przez błysk sępich fleszy.

      Usuń
  11. W takich momentach tracę wiarę w ludzi. Mamy przykład na to, że coraz rzadziej prawdziwie cenne dla człowieka są nie duchowe wartości, a materialne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro jest mi przyznawać, że masz rację.

      Usuń
  12. Dowiedziałam się dziś. A może wczoraj? Choć pewnie powinno mi się o uszy obić wcześniej, bo w szkółce jakieś odbywa się jakieś papieskie szaleństwo, które ignoruję, jako przeciwniczka łączenia jednego z drugim.
    A monetę z automatu też tylko kupiłam w ZOO. Taka ciekawostka.

    OdpowiedzUsuń
  13. Osobiście dobija mnie to, że ludzie z Kanonizacji Papieża Polaka robią jakiś mega marketing. Tyle książek nagle się pojawiło o Janie Pawle II itd. Jeżeli to jest dla nich wiarą to ja nie mam pytań...

    OdpowiedzUsuń
  14. ten papieżowy automat to już jest przegięcie xD ludzie ze wszystkiego muszą zrobić biznes, nawet z kanonizacji! chyba mohery zbankrutują..

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…