Przejdź do głównej zawartości

126. Pod Mocnym Aniołem (książka i film).

Naczytaliśmy i naoglądaliśmy się już pijaństwa w wielu formach. Niektórzy pewnie i skosztowali ciągów, choć, mam nadzieję, nie choro-alkoholickich, a jedynie głupio-młodo-imprezowych. Temat często traktowany z przymrużeniem, ze śmiechem, spojrzeniem na zabawę, nie na problem.

Pamiętam swoje pierwsze podejście do filmu Wszyscy jesteśmy Chrystusami. Kilku znajomych uznało ten film za świetną... komedię. Mnie nie bawiła ani jedna scena. Przerażał mnie ich paradoksalny realizm. Od tego czasu widziałam ten film jeszcze kilka razy, zawsze z niezmienną trwogą.Kiedy zobaczyłam zwiastun Pod Mocnym Aniołem, siedziałam akurat z moim Ktosiem w kinie (nie pamiętam na co poszliśmy).




Oczywiście, jest on zrobiony z humorem. I tak też został przyjęty przez obecne na sali osoby. Nie powiem, że i ja się nie uśmiechnęłam na dźwięk towarzyszącej wyświetlającym się scenom muzyki. Jest jednak w tym zwiastunie coś przerażającego, co wbiło mi się do głowy.

Źródło
Film został nakręcony na podstawie książki Jerzego Pilcha i też za nią zabrałam się w pierwszej kolejności. Jest ona napisana świetnym, niezbyt trudnym językiem i czyta się ją bardzo szybko. Autor z ogromną swadą porusza się po trudnym temacie. Całość opiera się na wynurzeniach alkoholika, który, zdawałoby się, chce coś wyjaśnić, ale właściwie to opowiada coś niewytłumaczalnego. Powieść jest bardzo dobra, ale dosyć ciężka tematycznie. Jest w niej to coś, co zatrzymuje na moment w trakcie czytania, co trzeba przetrawić, żeby ruszyć dalej.







Źródło
Po przeczytaniu zabrałam się za obejrzenie ekranizacji. Nie będę rozpływała się nad panem Więckiewiczem, którego uwielbiam. Powiem jedynie tyle, że zagrał bardzo dobrze. W samym filmie, siłą rzeczy, jest mniej refleksji a więcej wydarzeń, więcej wymiotów i wódy, więcej scen, które dla osoby postronnej i nieświadomej ogromu traumy z nich związanych, mogłyby wydawać się zabawne. Została jednak ukazana jedna istotna, moim zdaniem, kwestia - to wszystko nie jest ciągłą, wielką imprezą ludzi niskiego polotu (główny bohater jest przecież inteligentnym pisarzem, człowiekiem oczytanym, itd.). Pijaństwo jest brudne, obleśne, obrzygane, nie ma perspektyw, jest odpychające fizycznie i psychicznie. Upokarzające, pijak upokarza siebie i bliskich, których traci z każdym kieliszkiem.
Jedynym nieprzyjemnym dla mnie aspektem filmu była muzyka. Nie spodobała mi się. Miała tworzyć klimat lat nie tak dawnych, klimat pełen zgrzytów mentalnych i ruchowych. A jednak niekiedy rozpraszała mnie i przeszkadzała.

Całość jednak jest świetna. Choć bardziej podobała mi się książka, którą gorąco polecam, to film również jest warty zachodu. Są to dwa różniące się obrazy, po części jednak dopełniające się.


Miotałem się i - tak jest - myślałem jeszcze o niepiciu, ale myślałem o niepiciu tak jak człowiek, który z całą pewnością nie popełni samobójstwa, myśli o samobójstwie: wyrazistość wyobrażeń nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. 
Możesz często myśleć o samobójstwie, możesz detalicznie widzieć rozmaite szczegóły, możesz zajadle wyobrażać sobie własnego trupa wiszącego na belce pod powałą, 
ale przecież w głębi duszy wiesz, że tego nie zrobisz. 
Tak. W głębi duszy wiedziałem, że tego nie zrobię.

Jerzy Pilch

Pod Mocnym Aniołem:

_______________________ 

Inne filmowo-książkowe:

Znajdź mnie:

Komentarze

  1. To była książka tego? O.
    Miałam obejrzeć wersję filmową, ale zawsze coś wyskakiwało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była, jest, dobra, polecam :)

      Usuń
    2. Trzeba się w końcu ogarnąć :)

      Usuń
    3. Co ty, nieogarnięcie też jest spoko. Każdy ma swój sposób, swoje gusta, etc. ;)

      Usuń
    4. Podobały mi się i książka i film. Jestem również fanką Roberta Więckiewicza.

      Usuń
  2. Hmm, słyszałam zarówno o filmie jak i o książce, ale jakoś nie udało mi się ani obejrzeć, ani przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trudno żebym o tym filmie nie słyszała, w końcu codziennie przechodzę koło Multikina i mam najświeższe wiadomości z filmowego świata... Ostatnio na topie jest ,,Saila. Jak dać chodu z krainy lodu"
    O ,,Aniele" też był duży, wielki plakat. Jednak samego filmu nie widziałam, ponieważ mam wstręt do kina i telewizji, bardzo mocny. Stanowczo wole teatr- i właśnie niedawno widziałam sztukę na podobny temat. Była to reinterpretacja ,,Wesela". Zazwyczaj te nasze ,,przeróbki" starych dramatów wołają o pomstę do nieba, ale ta była całkiem udana- zwróciła uwagę nie na zniewolenie Polski fizyczne (który to temat pasował do czasów ,,Wesela") ale na zniewolenie całkiem nowe, właśnie zniewolenie od alkoholu. Nośny temat ostatnio, bardzo nośny. I wyszła im ta sztuka- przerażająco. Tak jak film- mogła rozbawić i jednocześnie była przerażająco realna. Polacy stracili szanse na powstanie nie przez zgubienie złotego rogu, ale przez to, że dowódca się upił i nie wiedział co robi. taka mała zamiana...
    Jest to ważny temat, oczywiście, ale wyczuwam jego obcość... Tak jak we fragmencie książki który przedstawiasz- myślisz sobie, nie, to niemożliwe, w moim wieku człowiek jeszcze nie powinien zajmować się tematem uzależnień, przecież mnie to nie dotyczy... Ciekawe na jak długo...
    Jak będę kiedyś miała ochotę podręczyć swój mózg, puszczę mu ten film. A potem ,,Generała Nila" i mamy wieczór filmowo-tragiczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądając "Generała Nila" byłam załamana tym, jacy to byli ludzie, jacy... właściwie są, kto nas otacza.

      Chętnie obejrzałabym ten spektakl. W ogóle wyjście do teatru, czy kina, jak dla mnie, sporo kosztuje. Zastanawiam się, czy (nie licząc teatru telewizji, który też bywa świetny) zdarza się, by gdzieś były udostępniane nagrania ze spektakli? Bardo by mnie to ucieszyło. Jasne, że to absolutnie nie to samo, ale zawsze jakaś namiastka.

      Usuń
  4. O nie. Nigdy przenigdy raczej nie obejrzę ani nie przeczytam. Dla mnie to temat tabu. Nienawidzę pijaków, wiem, że mają problem i muszą z tym walczyć i wiem, że to trudne. Ale mnie to obrzydza.
    Ale fajnie to opisałaś (tak by samej negatywnej wypowiedzi nie było XD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo pijaństwo jest obrzydliwe. I chociaż faktycznie to jest problem, to nie oznacza to, że współczucie i chęć zgłębiania się w temat są obowiązkowe :) Ja akurat to robię, bo temat jest mi bliski, jakkolwiek to nie brzmi, i do tego interesujący.

      Usuń
  5. Bym obejrzała chyba tylko dlatego, że, jak napisałaś, główny bohater jest człowiekiem inteligentnym, pisarzem... Nie napatrzyłam sie w życiu na pijaństwo, bo w domu nikt nie pije, przez co przerażały mnie opowieści moich koleżanek... A miały co opowiadać o swoich rodzicach, Ale to byli zasadniczo ludzie z nizin społecznych- tak to jest, jak się mieszka na wsi. Pijacy kojarzą ci się z brudnymi facetami spod sklepu. Współczujesz ich żonom, które nie potrafią płakać na ich pogrzebach, bo przecież właśnie dostaja drugą szansę. No, chyba że też pija, co nie jest takie rzadkie. W moim środowisku tylko z takim wiejskim, tragicznym pijactwem się spotkałam, wynikajacym z bezrobocia, z bezsensu życia. A tu człowiek "na poziomie"... To może być ciekawe inne spojrzenie.

    Myślę, że z Gdyni do Gdańska trudniej się jedzie, niż z mojej wsi do Bydzi, bo pociagiem to 20 minut- puste tory, dwa przystanki zaledwie. Za to drugie tyle, a nawet więcej, zajmuje mi jazda przez miasto z przesiadkami. Korki, powolne autobusy, czekanie na kolejny autobus na przesiadce- to jest długotrwałe... Czasami piechotą jest szybciej... Przeważnie wstaję o 6:30 lub 6:00 i jestem całkiem zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat zetknęłam się z tym problemem bardzo bezpośrednio i choć mieszkam w mieście, to wynikało to z sytuacji, którą opisałaś.

      Co do dojazdów - dlatego z Gdyni do Gdańska czmycham SKMkami, jest o wiele szybciej. Nie podjęłabym się karkołomnego zadania jazdy czymkolwiek innym przez całe 3miasto.

      Usuń
  6. Świetny film ,osobiście polecam ! Obrazuje trudne tematy,potrzebujemy coraz więcej takich ekranizacji. Sama też dodaję recenzje i zachęcam do odwiedzenia mojego bloga. Może też wybierzesz coś dla siebie http://razemzmieniamyswiat.blog.pl/
    PS.Świetny blog :D Czekam na kolejne posty ^.^ !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden z lepszych polskich filmów współczesnych. Tematy są trudne, ale aktualne i dobrze jest je poruszać.

      Wpadnę, wpadnę :)

      Usuń
    2. Czekam na kolejne fajne recenzje :) http://razemzmieniamyswiat.blog.pl/

      Usuń
  7. Nie widziałam ani nie czytałam, ale to zrobię. Dziękuję, że poszerzasz moje horyzonty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, za wiele powiedziane. Sama je poszerzasz odwiedzając różne strony, sobie możesz dziękować :)

      Usuń
  8. na pewno obejrzę, jestem ogromnie ciekawa filmu. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo lubię filmy Smarzowskiego, więc i ten jest u mnie na liście "do obejrzenia" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie wszystkie jego pozostałe są teraz na liście "do obejrzenia" :)

      Usuń
  10. Na Smarzowskiego chadzam od razu, jak tylko coś nowego zrobi. Podobnie w sumie na Szumowską. I chyba na tym kończy się moje umiłowanie dla polskiego kina, choć czasem (coraz częściej) robię wyjątki. Książki jeszcze nie czytałam, ale jest na mojej liście.
    Film sam... no właśnie, pokazuje, że może się to zdarzyć Tobie, mnie, wszystkim nam tak zwanym wykształciuchom. Że nie trzeba nie mieć podstawówki, nie mieć pracy, nie mieć perspektyw - że mając to wszytko, można też mieć ciąg. Znam takiego pana: ma wszystko, ale kiedy ma ciąg, nie liczy się nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wykształciuchów - tego słowa mi zabrakło, gdy pisałam ten tekst.

      Każdy może się stoczyć a niektórzy zdają się tego nie dostrzegać. Zupełnie, jakby staczanie się było chorobą cywilizacyjną biedoty.

      Usuń
  11. zaciekawłas mnie :) może będę też musiała zacząć od książki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zazwyczaj po prostu wolę zaczynać od książek. Tutaj jednak wydaje mi się, że powieść pozwala trochę więcej zrozumieć i inaczej podejść do filmu, niźli gdybym najpierw obejrzała.

      Usuń
    2. Dokładnie, dokładnie tak! Kiedy chcę obejrzeć jakiś film, najpierw sprawdzam, czy nie został zrealizowany na podstawie książki. Wtedy staram się znaleźć lekturę w bibliotece, a seans musi (nie)stety poczekać. Z wizją jest tak, że często ogranicza wyobraźnię. Gdy sięgam po książkę dopiero po obejrzeniu filmu, sprowadzam wszystko do znanych mi już scen, a postaci niekoniecznie zgadzają się z opisem autora, tylko wizją reżysera. A wolę kształtować moją fantazję i pracować nad jej rozwojem dzięki literaturze.

      Zwiastun filmu Smażowskiego (<3) jest genialny. Nie wiem, co z resztą, bo czekam, aż dostępna będzie jakaś dobra wersja (do kina to raczej za późno). Wczoraj zaś skończyłam czytać "Pod Mocnym Aniołem" i uważam, że to naprawdę, naprawdę dobra, bardzo dobra książka. Kiedy ją jednak zamknęłam, przykro mi się zrobiło. Z powodu życiowej ambiwalencji. Gdyby Pilch pisał, zamiast pić przez te 20 lat, mógłby napisać o wiele więcej dobrych rzeczy. Ale czy pisałby tak dobrze, gdyby nie wzbogacił się o koszmarne doświadczenia czerpane z alkoholowej traumy? Nie wiadomo. A poza tym, smutno mi jeszcze dlatego, że myślę o takich rzeczach, a wiadomo, że gdyby nie pił, byłby zdrowszym, szczęśliwszym człowiekiem. Dla mnie to dopiero drugorzędność. Wychodzi na to, że pisarze to przede wszystkim pisarze, a nie ludzie. (Przynajmniej dla mnie. Co za wniosek, aż się sama zdziwiłam).

      Usuń
  12. Książka jest na prawdę bardzo dobra, a film koniecznie muszę obejrzeć! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…