Przejdź do głównej zawartości

129. Humanista - idiota.

Po Ynternetach krąży pełno obrazków dotyczących matury i jeszcze więcej komentarzy ludzi, którzy ich nie znoszą. Odwiecznie tylko, rok w rok, padają słowa: "matura jest co roku i co roku się jaracie, przestańcie, bo matura jest prosta, itd.). Zupełnie jakby z rzeczonych, starszych, roczników nikt, ale to nikt, nie jarał się maturą. Jednak nie o tym chciałam piać.

Źródło


Dzisiaj obowiązkowa matura  z matematyki i jak pewnie się domyślacie, również o niej powstało całe mnóstwo mniej lub bardziej debilnych memów oraz tekstów. Irytują mnie te, które opierają się na, standardowym już chyba, szydzeniu z humanistów, którzy (cytuję jakiegoś wykwintnego użytkownika jednego z portali) "srają w gacie na myśl o matmie". Nie jest to cytat zbyt dokładny, dodałam bowiem polskie znaki oraz ułożyłam słowa w jakiś logiczny szyk. Sens jest jednak taki sam.












Tutaj pojawia się moje pytanie - Kiedy humanista stał się idiotą?

Chociaż bardziej poprawne byłoby chyba pytanie: Kiedy humanista stał się synonimem idioty? Wszak wiemy wszyscy, że z założenia, humanista, to osoba wszechstronna, o rozległych horyzontach. Chce rozwijać się jako człowiek, jako jednostka racjonalna, zdolna do pojmowania. Działa na różnych polach, co najczęściej wyraża się chyba w samokształceniu.

Jak zatem doszło do tego, że humanistą określa się idiotę, który nie potrafi liczyć?

Źródło
Najpierw pomyślałam o głupim stereotypie, który jest szerzony przez opozycję, czyli tzw. ścisłowców. Chcąc podbić swoje ego i nabijać się z przyszłych ponoć bezrobotnych, sieją takową propagandę, robiąc debila z każdego, kto potrafi napisać zdanie poprawniej, niż oni oraz nie uważa, że książki wypalają dłonie, niczym kwas solny. Jednakże ci ściśli żartujący sobie z humana, mimo wszystko zdają sobie sprawę z tego, że humaniści z krwi i kości tak naprawdę są ogarnięci, gdyż nigdy nie mają wystarczająco, nigdy nie przestają w poszukiwaniach.



Źródło
Dlatego musiałam odrzucić na chwilę spiskową teorię złych ściślaków. Ostatnio nie mogę się powstrzymać od zarzucenia szerzenia tego głupiego stereotypu humanistajom (inaczej: tumanistom - nie wiem, kto to wymyślił, ściągnęłam od Xar'a z demotów). Bo widzicie... Choć się przed tym bronię, to zarówno ja, jak i pewnie wy - wszyscy znamy takie istoty, które twierdzą, że liczyć umieć nie muszą i nie potrafią, tylko i wyłącznie dlatego, że są humanistami. Tutaj właśnie pojawia się model tumanisty. Osoby, która sama robi krzywdę humanistom, do których zresztą podkreśla swoją przynależność. Nie wiem jakim sposobem ktoś, kto nie robi nic innego,jak tylko poznawanie romansów i Harry'ego Pottera, uważa się za humanistę z samej racji czytania książek, ale cóż...

Nie możemy wiecznie narzekać na tych ścisłych i technicznych.

Znam wielu ścisłych i technicznych, co to też potrafią czytać i czasami robią to w większych ilościach, niż humanistaje. Przykładem jest mój Ktoś. Różnica polega na doborze treści. Jakbyśmy się nie bronili - czytanie z różnych dziedzin jest dopiero poszerzeniem horyzontów. Poznanie wszystkich kryminałów Agaty Christi jest super, ale nie uczyni nikogo wszechstronnym. Co najwyżej doda nam kolejne pole widzenia. Toteż wychodzi na to, że jakaś przyklejona do humanistów podkultura ludzi nieokreślonych, niechętnych do samorozwoju i po prostu nieumiejących liczyć, robi im czarny pijar. 
I takich osób nie znoszę najbardziej.

______________________
Znajdź mnie:



Komentarze

  1. "Humanista" nabrało dzisiaj znaczenia "uczeń klasy o profilu humanistycznym lub na podobnym kierunku studiów". I to jest błąd. Sama chodzę do klasy hum-lingw. na wysokim poziomie. Są w mojej klasie ludzie, którzy są gotowi przeczytać "Chłopów" w dwa dni, erudyci znający się na wszystkim, przyszli prawnicy którzy mają na maturze rozszerzona matmę, ale też pewna grupa artystycznych duszy, nieogarniętych umysłów i tym podobnych, którzy nie kumaja matmy za grosz. Nic a nic, serio. A co dopiero w klasach na niższym poziomie, gdzie trafiaja zrzuty z innych profili? Nie kuma matmy, nic z przyrodniczych też nie, to idzie na humana, bo czytać i pisać to on umie. Takich przypadków jest tragicznie dużo. Ludziom wydaje się, że humana jest łatwa... No i stereotyp powstaje.
    Dlatego chociaż sama jestem dobra z matmy i przyrodniczych, to specjalnie nie wkurza mnie te ludzkie gadanie. Zwykły stereotyp, która nie powstał z niczego, ma swoje podłoże, a na to nic nie poradzimy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też mnie trochę to wkurza, że humanista został zgnieciony do określenia ucznia profilu humanistycznego. Jednocześnie- no kurcze, prawdziwych humanistów już nie ma, w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Nasza wiedza na temat świata jest zbyt duża, żeby to ogarnąć jednym rozumem. Więc zawsze humanista będzie trochę ograniczony i więcej będzie wiedział o języku niż fizyce...
    Ale zniesienie humanisty do rangi człowieka nie kumającego matmy to paskudna rzecz, której niestety, łatwo nie zmienimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, nie dałoby się tego ogarnąć. Jednak dobrze jest próbować ogarniać cokolwiek. A tutaj, jak sama napisałaś, ot, przypisuje się ludzi do profilu z liceum. I tyle. Liceum się kończy i profile też.

      Usuń
  3. Anonimowy06 maja, 2014

    Bardzo ciekawy wpis,cieszę się ,że ktoś wreszcie poruszył ten temat :) Faktycznie teraz liczą się tylko ścisłowcy,ale cóż :) Trzeba to jakoś przeżyć :)
    Serdecznie zapraszam na mojego bloga ,może najdziesz coś dla siebie,tak jak ja znalazłam na twoim http://razemzmieniamyswiat.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech, ile razy to się człowiek nasłuchał o rzekomej głupocie humanistów... jestem sama humanistką, a matematyka idzie mi bardzo dobrze i nie powinno to nikogo dziwić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ ja jestem typowym humanistą co dawno temu mój matematyk zauważył już na pierwszej lekcji. Ujęła go chyba pustka mojego spojrzenia :) To jeden z niewielu podziałów jakie naprawdę się sprawdzają, choć nie brakuje "hybryd" czyli takich co radzą sobie i w jednym i drugim. Maturę zdałem tylko dlatego ze wtedy akurat matematyka nie była obowiązkowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ogarniasz matematyki, bo nie ogarniasz matematyki. A nie dlatego, że jesteś humanistą. Bycie "humanistą" nie ma tutaj nic do rzeczy. Mi też ciężko jest ogarnąć matematykę, fizykę, etc., ale jedno z drugiego nie wynika. Wydaje mi się, że bycie "humanistą" to określenie odnoszące się do tego kim człowiek jest i co robi, a nie kim nie jest, czego nie robi i czego nie ogarnia.

      Usuń
  6. No właśnie mi to nie odpowiadało, bo pojęcie humanisty kojarzę ze szkoły jako osobę wszechstronną, istnego człowieka renesansu, a tutaj takie coś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I chyba tak też humaniści funkcjonują. Jak napisałam w komentarzu wyżej - zdaje mi się, że to określa kim człowiek jest a nie czego nie potrafi. Jesteś humanistą, bo jesteś wszechstronny. A nie: jesteś humanistą, bo nie umiesz matmy i odwrotnie.

      Usuń
  7. Sama jestem humanistką, ale nic na to nie poradzę, że matma mi zwyczajnie nie wchodzi, i to niezależnie od tego, jak długo nad nią siedzę. Ale fakt, takie uogólnianie, że humanista musi być debilem, jest bardzo krzywdzące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, no właśnie. Jesteś humanistką oraz po prostu człowiekiem, któremu matma nie wchodzi. Jedno nie wynika z drugiego. A niektórzy traktują to jako jakiś zestaw obowiązkowy a całą resztą jako odstępstwo od reguły.

      Usuń
  8. Osobiście zaliczam się bardziej do ścisłowców (chociaż te dokładne podziały są idiotyczne, bo niby uwielbiam czytać, interesuję się kulturą i piszę bloga) i wydaje mi się, że ten idiotyczny stereotyp powstał przez to, że osoby nierozumiejące matematyki i czy fizyki od razu twierdzą, że są "humanistami", nawet jeśli nie mają nic wspólnego z tym określeniem - idioci wolą się okłamywać, niż powiedzieć prawdę. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Akurat mam teraz czas matur...

    Powiem Ci, dlaczego o humanach jest taka opinia. Bo pokrywa się z rzeczywistością. Gdy 3 lata temu wybierałem profil w liceum - rozważałem 3 kierunki - humana, mat-fiza (tu bym poległ raczej), ekonoma. Ostatecznie stwierdziłem, że jestem humanistą. To znaczy, że się nim czuję - lubię poezję, sztukę, literaturę (zwłaszcza rosyjską), poza tym piszę coś więcej niż wypracowania. Wybór więc był oczywisty.

    No i się zawiodłem. Trafiłem na ludzi, którzy w ogóle nie pasowali do moich wyobrażeń odnośnie humanistów. Przez te 3 lata chcąc porozmawiać o literaturze musiałem chodzić do ludzi z innych profili. Ludzie utożsamiają humanistów z licealnymi profilami. A humaniści przeważnie są na szarym końcu pod względem wyników - gdzie tu wszechstronność?

    Wiem, że Ty jesteś humanistką. Wiem, że ja nim jestem. Ale wiem też, że jakieś 90% (cyferki z pupy) ludzi tylko się nimi nazywa. Humanizm jest w odwrocie, natomiast nie zmienia to faktu, że Ty czy ja możemy pokazać ludziom, że nie jesteśmy tępi z matmy czy geografii. Każdy odpowiada za siebie, nie za ogół.

    Ja jestem humanistą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, oni tylko się nimi nazywają.
      Ludzie utożsamiają humanistów z licealnymi profilami? No nie wiem, chyba w liceum. Ono się kończy, kończy się profilowanie i zostaje sama osoba. Ocenia się ją po studiach i tym, co mówi (w ogóle i o sobie). Ludzie nie żyją liceum cały czas po jego skończeniu. Przynajmniej tak wynika z moich starczych doświadczeń.

      Usuń
  10. ludzie teraz mówią ironicznie 'human' na ludzi słabych z matmy.. cóż. bez humanistów nie byłoby świata, bez matematyków równiez :) ja należę do tych drugich, ale każda z tych "grup" ma wielką moc! nie brakuje ani humanistów-idiotów ani matematyków-idiotów :D

    OdpowiedzUsuń
  11. aaa, teraz ścisłowcy wyżywają się na humanistach, a na maturze z polskiego sami srali w gacie. dziecinne to wszystko i tyle :P
    nie wspomnę o tym ile 'ścisłowców' nie zdało matury z matmy...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale dlaczego powiedzenie, że matura z matmy sprawia problem humanistom znaczy, że humaniści są idiotami? Większość humanistów, własnie przez to, że jest humanistami, nie radzi sobie najlepiej z przedmiotami ścisłymi - to nie ich świat i tyle, za to mają inne zdolności. Dlaczego ma to znaczyć, że humaniści są idiotami? :C
    Tak zwani ,,ścisłowcy" musza odreagować. Dla mnie i tak miks chemii i biologii jest czymś najgorszym, oczywiście każdemu najgorzej z tym, co właśnie ma :) Ale ludzie z mat-fizów i humanów robią przerażona miny, gdy widzą szczegółowy cykl Krebsa lub Calvina-Bensona ;__;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie twierdzę, że humaniści to idioci. Ani, że osoba, która ma problem z ogarnięciem matmy, to idiota. Jednak człowiek, który nie rozumie, bo nie, bo z założenia, bo jest humanista i już, nie stanowi dla mnie żadnej wyżyny intelektualnej. Jak pisałam wyżej: nieradzenie sobie z przedmiotami ścisłymi wynika po prostu z nieradzenia sobie z przedmiotami ścisłymi. Bycie humanistą oznacza zupełnie coś innego - bycie wszechstronnym, etc. Przynajmniej według mnie.

      Usuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…