Przejdź do głównej zawartości

132. Rak ma na nas haka.

Jak nietrudno zauważyć, bardzo rzadko piszę tutaj o czymś, co bezpośrednio dotyczy mojego życia prywatnego. A jednak zdarzało mi się - w tym odnośnie służby zdrowia.
 I dzisiaj znowuż tej służby się uczepię.

Źródło

Minął już rok od kiedy mój ojciec przeszedł zawał. Przy okazji robienia mnóstwa badań okazało się, że oprócz serca, cierpią także jego płuca - ma raka. Nie będę tutaj, w imię współczucia, stawała w obronie ludzi okropnie cierpiących z powodu tej choroby. Nie wiem, czy mój ojciec byłby chory, gdyby nie palił. Jednak prawda jest taka, że palił jak smok. Toteż przyczyna jego choroby jest jasna.

Nie sprawiło to jednak, że nowotwór stał się dla naszej rodziny mniejszą tragedią. Wszyscy potwornie się przejęliśmy. Tata był słaby, ale musiał dojeżdżać na leczenie, ponieważ na łóżko w szpitalu czekałby kilka miesięcy. Został poddany radioterapii i wszystko wydawało się w porządku. Czuł się coraz lepiej.










Źródło

Długo trwało oczekiwanie na kolejne kroki w leczeniu po zawale, który przeszedł. W końcu miał doczekać się zabiegu. Według lekarzy, po jego przejściu, nie powinien mieć robionych innych operacji przez pewien okres czasu, gdyż byłoby to niebezpieczne dla jego życia.




Źródło

Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie poprzedni tydzień. U mojego taty pojawiły się zaburzenia wzroku i niedowład nóg. Rodzina zawiozła go do szpitala. Okazało się, że ma przerzut do mózgu. Trzeba było operować. Szczęście w nieszczęściu, że nie miał jeszcze ruszanej swojej "kwestii zawałowej" oraz, że guz był jeden i "dobrze" położony, więc można było go wyciąć.




Źródło

Pomijając już długie oczekiwanie na leczenie po zawale oraz brak możliwości odbycia leczenia płuc na miejscu, w szpitalu, zastanawiam się, dlaczego nie zrobiono wcześniej wszystkich badań?

Rozumiem, że przerzut może być długo niewykrywalny, że guza w mózgu może nie być widać, że wystarczy jedna komórka rakowa, etc. Jednak mój ojciec miał robione "wszystkie" badania. Na miejscu jest także PET. A jednak nie zrobiono mu nigdy tomografii głowy. Pierwszy raz tomografię, która miała wykazać co dzieje się z mózgiem, zrobiono mu, gdy już znalazł się w szpitalu z objawami guza mózgu. Przez cały czas mój ojciec mówił, że lekarz, który się nim zajmował twierdził,  iż wszystko jest w porządku a przerzutów spodziewałby się co najwyżej w jamie brzusznej (i też na to się ukierunkował). W ogóle nie zwracano uwagi na mózg. Zupełnie nie rozumiem dlaczego, skoro podobno z raka płuc przerzuty do mózgu, są jednymi z najczęstszych.

Wykonane badania były najzwyczajniej niekompletne. Odesłano tatę do domu i kazano wrócić za kilka miesięcy. A w tym czasie nowotwór przerzucił się też do mózgu. Wcześniej nie była robiona żadna tomografia. Jest to dla mnie kompletnie nielogiczne. Co innego, gdyby sprawdzano, czy w głowie wszystko jest w porządku. Ale tak?

Nie wiem, co teraz będzie z sercem, co z tymi zabiegami. Nie wiem też co będzie dalej z nowotworem, bo kolejna wizyta na onkologii dopiero w lipcu.

Póki co, tato wrócił do w miarę normalnego stanu. Już może chodzić, ruszać oboma rękoma, widzi i jutro wróci do domu. Jestem dobrej myśli, bo już gorzej, niż w zeszłym tygodniu, czuć się nie mogę. 

Nie jestem jednak pewna, czy nadal ufam lekarzom, którzy zajmą się nim te kilkadziesiąt kilometrów od domu, na onkologii. Skoro nie pomyśleli o tym, by dmuchać na zimne
 przy czymś tak poważnym, jak nowotwór.


_________________________

Chciałam napisać to wszystko wcześniej - jak tylko dowiedziałam się o przerzucie. Stwierdziłam jednak, że pisząc pod wpływem emocji, mogłabym postąpić zbyt ostro i za bardzo obrazić osoby, które leczą mojego ojca. Szkoda mojego języka na wszystkie wulgaryzmy, jak mi się cisnęły i waszych oczu, na czytanie nieuprzejmości. Choć jestem pewna, że zrozumielibyście w pewnym sensie moje oburzenie, postanowiłam odczekać i opisać wszystko na zimno. A przynajmniej starałam się, żeby było w miarę chłodne.

Komentarze

  1. Cóż, pozostaje tylko życzyć szczęścia i trzymać kciuki - niech będzie tylko lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lekarze pomagają tylko ludziom z dużą ilością gotówki :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam za Was kciuki, żebyście dali radę w tym trudnym dla Was czasie. Życzę dużo siły!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…