Przejdź do głównej zawartości

133. Alkoholik, nierób, debil, dzieciak. Czyli student.

Juwenalia się zbliżają! Idealny moment dla frustratów, żeby się wyładować. 
Idealne dni na to, aby znaleźć przykłady potwierdzające tezy wszechwiedzących osób z serii:
"siedzę-w-domu-i-twierdzę-że-mi-z-tym-dobrze-a-mimo-to-ciągle-podpatruję-życie-innych-ludzi-żeby-krytykować-je-z-pozycji-osoby-lepszej-od-wszystkich".

Źródło

Jesteś koneserem domowej atmosfery ciszy, spokoju, kawy i książek. I bardzo dobrze! Wiem, że bywa tutaj co najmniej kilka takich osób. Zresztą każdą z nich bardzo sobie cenię.

A teraz. Jesteś koneserem domowej atmosfery ciszy, spokoju, itd. 

W związku z tym wyżywasz się gdzie możesz na ludziach, którzy lubią imprezy, którzy lubią sobie wypić. Jeździsz po nich jak Rudy 102 po Niemcach (przepraszam, nazistach z Nazilandu). Gdzie logika? CO CIĘ TO OBCHODZI?





Źródło

Wszyscy ludzie, którzy nie lubią imprez to zrypane kujony, bez przyjaciół, bez chłopaka/dziewczyny, bez perspektyw na życie towarzyskie. Prawda? No jasne, że nie. To opis jakiś wyjątków, które są po prostu aspołeczne lub mają problem ze swoją osobowością. Ależ oburzenie się podnosi, jak ktoś coś powie o osobach nielubiących imprez. No, bo wtedy przecież powtarza się krzywdzące stereotypy. Wtedy "nie wszyscy jesteśmy tacy!".

Ale już ta pani/panna po prawej stronie nie jest krzywdzącym stereotypem. To zdjęcie jest przecież standardem. No, bo każdy student tak kończy po juwenaliach. Bo "wszyscy jesteście tacy!".

(Osoby z 3miasta uprasza się o znalezienie upadłej, rudej, Histerycznej, w czarnej, skórzanej kurtce, gdzieś na śmietniku pod UG, po 31 maja. Bo przecież juwenalia każde, bez wyjątku, tak się kończą)

Źródło

No i co z tego, że ktoś się upił? Nigdy nie chciałam być nowoczesna, ale chyba teraz będę i zapytam: o co ten ból dupy?

Zastanawiam się, czy najgłośniej krzyczący anty-imprezowiści pomyśleli kiedyś, że dla zdecydowanej większości to upicie się do stanu przedstawionego obok, nie jest zasadą? Że wydarzyło się może z raz, dwa razy? Że taka osoba jest zupełnie w porządku i nie czołga się na czworakach do domu co tydzień?




Źródło
Na każdym roku, w każdej grupie, znajdzie się osoba, która zapracuje na melanżową opinię całej braci studenckiej. Niesamowite, że może ona mieć naprawdę tak ogromny wpływ na ludzkie opinie, by przez nią uogólniali do grupy, specjalizacji, roku, kierunku, wydziału, uczelni, wszystkich studentów.

Ludzie są różni. Istnieją studenci-abstynenci. Serio. I nikt im krzywdy nie robi. I nawet chodzą na imprezy: po prostu nie piją. A jak nie chodzą, to można się z nimi umówić na kawę i rozmawiać.




Jeśli ktoś zmusza cię do picia - nie rycz, tylko zmień znajomych.

Jeśli studiujesz z bandą stereotypowych głodnych, brudnych, zachlanych studentów - współczuję, kończ jak najszybciej. Wiem, że tacy są. Są wyjątkowi. Są w mniejszości. Ale dobrze rozsiani, no wiecie, jak idioci po świecie - jest ich mało, ale dobrze ustawieni.

Nauka. Sjesta. Sesja.


Źródło

Nie wiem jak jest na innych kierunkach, ale na moim, jeśli ktoś idzie do biblioteki dopiero z okazji sesji, to jest po prostu nierozgarnięty i prawdopodobnie wyciągnie jakieś słabe trzy. Słabo ocenią go także ci studenci, którzy lubią zaimprezować. (tak, ja, ja, jak ja nie lubię debili jęczących w czasie sesji, nieumiejących znaleźć jednej sygnatury na półce)
Studenci uczący się nie są w mniejszości. I nie są linczowani za to, że się uczą. Wyglądam na kogoś zlinczowanego? A, przecież nie wiecie jak wyglądam.


W sesji nie chodzę do biblioteki WCALE. 

Ogarnięcie w temacie i oczytanie zdobywam przez cały czas. Przed egzaminem tylko powtarzam. Zdarzyło mi się płakać nad trudnymi egzaminami (egzaminatorami). Ten płacz nie jest wyrazem: jestem debilem, nie uczyłem się, więc nie zdam, a teraz pójdę prosić "PanDa3". Dupa blada, nie jest tak. Studenci, którzy są prześlizgującymi się debilami, to po prostu prześlizgujący się debile. Jak w pracy, jak w szkole. Nie stanowią oni grupy reprezentacyjnej wszystkich polskich studentów.

Źródło
No ja wiem, ja wiem, że niektóre osoby nie mogą się wręcz powstrzymać od tego, by czekać i cieszyć się z każdego potknięcia, z każdej studenckiej porażki. Ba, z potknięć ludzi z własnego roku. Bo przecież jak coś im nie pójdzie, to na pewno dlatego, że zachlewali pałę cały rok. 

Szkoda tylko, że "ciągłe zachlewanie pały" to dla kogoś po prostu wyjście do klubu w weekend. No nie ogarniam. Źle tej osobie, że nie była zaproszona? Źle jej, że nie poszła? Przecież ona pragnie siedzieć w domu i się uczyć, bo tylko to ma dla niej wartość w życiu. Nikt zatem się nią nie przejmie, ale też jej nie skrytykuje. Niech sobie jest, jaka jest.

Po cholerę zatem na bieżąco śledzi życie towarzyskie innych ludzi i ciągle o nim paple? Wrzuca memy i demoty, pisze jadowite teksty, komentarze? Osoby niepijące i nieimprezujące zdają się wtedy znawcami w temacie tego, co się dzieje na imprezach, itp. Czyżby byli na jakiejś nieudanej? Słabej? Zarzyganej? No, to chyba trzeba było po prostu zmienić towarzystwo.

Źródło

Ktoś powinien mi wcześniej przypomnieć, że mam się stoczyć. Jestem na czwartym roku studiów, tyle teraz mam do nadrobienia! Muszę przestać się uczyć, olewać naukę, wydawać kasę jak popadnie. Napisałabym, że muszę zacząć pić, ale akurat to skrupulatnie robię (selfhejt). Taka ze mnie typowa studencina. Taki ze mnie alkoholik, nierób, debil, dzieciak - przedłużyłam sobie młodość, w końcu po to poszłam na studia. 

Natomiast ludzie stateczniejsi poszli na studia, bo są po prostu błyskotliwi i nie mogą marnować talentu. No proszę. Znam mnóstwo domatorów-baranów.


A co jeśli studenci naprawdę tak uczą się do sesji?

Źródło
No nic. Bardzo dobrze! To świetny sposób na naukę. Nic tak nie dokłada człowiekowi wiedzy, jak rozmowa z inną osobą. Do głowy wpadają najlepsze pomysły, omówić można praktycznie wszystko, zapamięta się to w przyjemny sposób.

A co, wieszcze osób typu "gardzę tobą, bo piłeś dziś piwo zamiast czytać" nie pili? Wykładowcy nie pili? Powieściopisarze? Politycy? Filozofowie? Myśliciele? Geniusze? Nie bywali na imprezach, nie mieli burzliwych rozmów przy wódce? Churchill spacerował z coca-colą wlaną do szklanki?

Ach nie, zapomniałam. Przecież picie alkoholu i udział w juwenaliach oznaczają, że się nie zda sesji. Jedna impreza = jeden niezdany egzamin. Tak to działa. Nie, to nie żarty. Są osoby, które tak twierdzą. Co więcej podobno mają na to dowody niemal naukowe. Nie wiem tylko, czy przypadkiem nie wzięli ich od amerykańskich naukowców.


___________________
Znajdź mnie:


Komentarze

  1. Uwielbiam stereotypy o studentach! Mnie one absolutnie nie dotyczyły. Akurat na studiach doszłam do wniosku, że alkohol nie jest dla mnie, więc zarzuciłam jego spożywanie. I o dziwo nie byłam traktowana jak dziwoląg, a nawet zyskałam uznanie i aprobatę w oczach pewnej osoby, na której mi zależało (choć nie robiłam tego, by się jej przypodobać). Natomiast ogólnie o studentach mam nienajlepsze zdanie-szczególnie po ostatnich wydarzeniach w Poznaniu (nie wiem, czy słyszałaś). Niestety, umasowienie studiów i to, jaka jest obecnie "młodzież" sprawia, że o studentach nie ma co mieć dobrego zdania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o tego studenta, który zginął? Jeśli wpadł pod pociąg, a tak wynika z newsów, to jest tragedia dla rodziny, ale on jest jedynym winnym. Nawet jeśli jakieś osoby trzecie miałyby w tm udział, to odpowiadali by za swoje czyny jako dorośli ludzie, a nie jako studenci. Jeśli ktoś nie potrafi pić a pije, to jest idiotą i bycie na studiach nie ma nic do rzeczy. :-)

      Ja jestem studentką. Nie ma co mieć u mnie dobrego zdania, bo ktoś inny wyprawia głupoty? To tak jak bym nie miała dobrego zdania o kobietach, bo cała masa jest głupia. Albo jak bym nie miała dobrego zdania o abstynentach, bo ci, z którymi jestem na studiach, to najwięksi debile - nic nie czytają, jednej pracy nie umieją dobrze napisać, absolutny zaścianek.

      Te stereotypy są śmieszne, ale też dla dużej części nieprawdziwe. Jeśli ktoś na studiach ma ludzi, którzy zajmują się tylko piciem, bez wyjątku, i nadal przechodzą, to znaczy, że jest na prostym kierunku, nie wymagającym wysiłku. Mogła bym więc powiedzieć, że lubię stereotypy o politologii, socjologii, ekonomi, zarządzaniu i innych takich, bolidzie, których stamtąd znam też nie błyszczał intelektem. Ale tego nie robię, bo to nie jest prawdziwe wobec ogółu. Prawdziwe studia są pełne nauki, czytania, dyskusji, przygotowań, etc. Udział w imprezach nie przekreśla tego.

      Usuń
    2. Poznań, a dokładniej Stary Rynek, nawet nie w czasie juwenaliów, wygląda wieczorami jak jedna wielka żulownia. Według mnie oczywiście. Szczególnie upodobałam sobie dźwięk facetów sikających w rogach kamienic.

      Usuń
    3. Serio? Jejku, fuj, dobrze, że tam nie mieszkam. Z drugiej strony w moim rodzinnym mieście (w którym również już nie mieszkam) jest dokładnie tak samo. A nie ma tam nawet uczelni (tylko jakaś filia, filii czegośtam), studentów tyle, co kot napłakał i to nie oni obrzydzają rynek główny a po prostu zwykli mieszkańcy.

      Usuń
    4. Mieszkam blisko Poznania - jak dla mnie mocno niewykorzystany potencjał miasta. Stwierdziłem, że wolę iść na studia do dalej położonego Torunia, niż do Poznania, który mam niejako "po drodze". Stereotypy stereotypami, ale imo miasto całkiem bez klimatu.

      A co do samego wpisu - ludzie są różni, grunt to umieć się od nich zdystansować i trzymać się tych, którzy w naszym mniemaniu są wartościowi. Poza tym studenci studentami, ale meneli, którzy swoją obecnością żadnej wyższej szkoły nie skalali też jest sporo. I bardzo dobrze. :)

      Usuń
  2. Prawda jest taka, że są 3 typy ludzi: Ci co tylko na imprezy chodzą i fartem udaje im się przejść dalej, Ci co nie chodzą na imprezy, uczą się i spokojnie zdają i Ci, co uczą się, zdają, ale niekiedy na jakąś imprezę pójdą. (chyba, nie znam się, nie jestem na studiach :P) Ale są też tacy, którym nigdy nic nie pasuje i się nie da im dogodzić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są też tacy, którym nie udaje się zdać i wylatują - zarówno imprezowicze jak i spokojni. Bo też nie jest tak, że jak ktoś nie chodzi na imprezy to się uczy i jest super, np. u mnie ma roku tak nie jest. Ale generalnie fajnie to podzieliła, wszystko da się zrobić z jakimś umiarem. Przede wszystkim to dorośli ludzie, którzy pracują na własną opinię. A ludzie jakoś tę opinię przerzuca ją na ogół.

      Usuń
  3. Jak na mój gust, te wszystkie stereotypy to dzieła podstarzałych ludziów tęskniących za swoją młodością i zazdroszczących tym, którzy wciąż ją mają. Zwłaszcza czytając o alkoholizmie studentów odnoszę wrażenie, że po prostu wiele osób chciałoby nie iść do pracy tylko wrócić do wspaniałych czasów młodości, móc imprezować bez reumatyzmu i uczyć się bez problemów ze sklerozą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może jest to jakieś wyjaśnienie.
      Na pewno dla części tych osób przyczyną krytyki są ich poglądy. Ale zachowanie i to, w jaki sposób się wypowiadają, robi z tej krytyki po prostu jakieś wyrzuty. Zupełnie jakby byli sfrustrowani tym, że sobie nie poimprezują.

      Usuń
  4. Jak dowiedli amerykańscy naukowcy, 100% ludzi, którzy pili kiedykolwiek alkohol, nie dożyje nawet 150 lat. Statystyki nie kłamią.

    OdpowiedzUsuń
  5. STUDENT ZAWSZE GŁODNY HAHAHA

    ****

    Nie mogłam się powstrzymać C;

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…