Przejdź do głównej zawartości

134. Coldplay - Ghost Stories.

Poszedł w świat kolejny album Coldplay'a, zatytułowany Ghost Stories. Zespół gra alternatywny rock, jednak ze znanego nam rocka niewiele można na tym krążku uświadczyć. 
Tym razem jest klimatycznie, delikatnie, spokojnie.

Źródło

Pierwszy album studyjny Coldplay'a ukazał się w 2000 r. Można uznać, że ich posłuchuję, nie jestem natomiast ogromną fanką. Najlepszą ich piosenką jest według mnie utwór Cemeteries of London (z czwartej płyty, 2008 r.). Drugiego takiego nie uświadczyłam, choć mają wiele piosenek, które tworzą swego rodzaju magię.






Źródło
Ghost Stories

Nowy album, który ukazał się w tym miesiącu (nie jestem pewna, ale w Polsce premiera jest chyba za trzy dni) ma chyba najspokojniejszy klimat. Całość podobno opiera się na własnych przeżyciach Chrisa Martina, związanych z trudnościami w jego związku z Gwyneth Paltrow. Niestety tego wam nie przybliżę, bo śledzenie życia gwiazd jest dla mnie bezcelowe. Niemniej jednak warto wspomnieć, że teksty utworów faktycznie opierają się na stosunku wobec miłości, jako uczucia, poszukiwaniu sensu i swego rodzaju akceptacji tego, że nie jest to uczucie idealne, bezproblemowe.

Źródło


Coldplay nie należy do ostrych zespołów. Jednak pewien czar tych wszystkich piosenek przyciąga, zwłaszcza w momentach wyciszenia, kiedy potrzebuję wieczoru dla siebie. Nie da się też ukryć pewnego romantyzmu bijącego z utworów na nowej płycie (i nie tylko).


Z trzech singli promujących album, Magic, wypuszczony jako pierwszy, w ogóle mi się nie podobał. Wydał mi się nijaki. Lepiej wypadł utwór Midnight:


Już chyba każdy zdążył zapamiętać, powtarzane przeze mnie na okrągło zdanie, że nie jestem fanką utworów odnoszących się do miłości. Coldplay to jeden z niewielu zespołów, który takie kawałki potrafi tworzyć. Samo Midnight nie zachwyca mnie wykonaniem, jednak tekst można odczytywać na wiele sposobów - równie wiele, co mamy rodzajów miłości - i, moim zdaniem, jest bardzo dobry.

Millions of miles from home
In the swirling I'm swimming on
When I'm rolling with thunder
But bleed from thorns
Leave a light a light on

Zdecydowanie najlepszym singlem, i chyba najlepiej wykonanym z tego krążka utworem, jest A Sky Full of Stars:


Wstrzykuje on trochę energii w spokój panoszący się po całości. Patrząc na ogół utworów, tekst właśnie tego, jest też pewnym chwytaniem się nadziei.

Nie będę was już zamęczać moimi wywodami. Zwrócę jeszcze tylko uwagę na jedną piosenkę, a mianowicie Another's Arms, której to, po prostu, podoba mi się wykonanie.



Generalnie nie jestem powalona na kolana. Być może to po prostu nie moje kręgi muzyczne. Jednak wielbicielom spokojnych i subtelnych utworów, z męskim wokalem, zdecydowanie polecam Ghost Stories. Album jest dobry, tylko nie w moim stylu.

_______________________


Inne albumy z tego roku:


Znajdź mnie:


Komentarze

  1. W związku z moim zupełnie innym gustem muzycznym komentuję wpis nt. Eurowizji (tak, jeszcze można to męczyć :D) i publikuję go pod Twoim najnowszym postem, by nie zniknął w odmętach internetów :)
    Kiedyś wydawało mi się, że Eurowizja to najważniejszy festiwal wszechświata, wyznaczający kolejność poszczególnych krajów do prawa nazywania się muzycznie i kulturalnie wybitnymi. Razem z przyjaciółkami robiłyśmy listy swoich faworytów, przyznając im punkty, a później był płacz i łzy, gdy wiodło się zupełnie komuś innemu. Lecz przez ostatnie lata - lata eurowizyjnego zapomnienia w Polsce - zdałam sobie sprawę, że to wcale nie jest takie muzyczne Święto Lasu; że wcale nie skupia na sobie centralnej uwagi całego świata (ba! nawet nie całej Europy), po prostu interesują się nią określone kręgi. Oczywiście ma znaczenie dla tych, którzy się nią interesują (to oczywiste) i można się nią emocjonować dla czystej rozrywki, ale przeświadczenie o jej znaczeniu w fajności i przebojowości jest zwyczajnie błędne. Ot, kolejne muzyczne wydarzenie z poziomu średniogłośnych i komercyjnych, zabawne, lecz jedynie kolejne. Jak to powiedział Artur Orzech: "W końcu to tylko Eurowizja".
    Osobiście od początku stawiałam na reprezentantkę Austrii (nie na Austrię, przecież cały kraj na scenie nie występował). Naprawdę śpiewała najlepiej, ma charakterystyczny głos, a i idea brania udziału nie płynęła z chęci promowania siebie, tylko udowodnienia innym, że, cytuję, gdy nie robi się krzywdy innym, wygląd nie ma znaczenia. Przyjemne były też występy maltański (tak! :D) oraz szwajcarski. No i polski - kibicowałabym nawet, gdyby wysłali zespół Boys - chociaż piosenki bardzo nie lubię, a sposobu na jej promocję i osoby Donatana jeszcze bardziej.

    Pozdrawiam i mam nadzieję, że moje 'wynurzenia' Cię nie zanudziły.
    Buźka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie należę do tych osób, które po prostu są zainteresowane Eurowizją. Zdaję sobie sprawę z tego, że teraz jest to jeden z wielu festiwali i należy raczej do tych słabszych.

      Gust muzyczny faktycznie mamy bardzo odmienny, I bardzo dobrze, dzięki temu jest ciekawiej. Im więcej różnorodnych odbiorców, tym bardziej różnorodna muzyka :)

      Mogłaś być już na dnie
      A nie byłaś
      Nigdy nie dowiesz się
      Co straciłaś...!

      Tarara... Fajny masz nick :)

      Usuń
  2. Znam, ale nie słucham. Kurczę, w ogóle ich z żadną piosenką chyba nie kojarzę, jakbym tylko nazwę znała. Muszę posłuchać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja "znam" wiele grup, które w sumie są popularne - nazwę jak najbardziej kojarzę, czasami nawet wiem jaki gatunek, ale za cholerę nie jestem w stanie dopasować utworów. Nie wiem jaką muzykę lubisz, ale jeśli wpadasz czasami w melancholijny nastrój (a ty chyba wpadasz), to Coldplay może ci się spodobać.

      Usuń
    2. Największą miłością jest Pearl Jam, ale w sumie czasem ciężko za mną nadążyć.
      A w melancholię wpadam czasem w samotności, czasem na blogu; wśród ludzi... hmm, chyba niemal nigdy. Tak mi się widzi.

      Usuń
    3. Mmmm, Pearl Jam. To już, według mnie, wyższa półka, coś naprawdę świetnego.

      Usuń
  3. Dla mnie Coldplay to straszne smęty, chociaż trafiały w moje gusta w gimnazjum, kiedy próbowałam różnych rodzajów muzyki. :D Sentyment każe mi powracać czasem do starych płyt, bo są świetne, jeśli człowiek potrzebuje wyciszenia.
    Przesłuchałam te trzy utwory, które zamieściłaś i, zabij mnie, ale one wszystkie brzmią tak samo... Jak niemal każdy od Coldplay. Ale niech im będzie, gorsi od niektórych zespołów nigdy nie będą, zawsze wpasują się w jakiś tam poziom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może właśnie ta ich powtarzalność sprawia, że nie jestem fanką. Nie słuchałam Coldplay'a "za młodu", raczej ktoś podsunął mi go już w liceum. I wtedy zostałam właśnie przy Cemeteries of London a innych utworów słuchałam na wyrywki, przy jakiś depresjach.

      Usuń
  4. Nie przepadam za piosenkami o miłości. Bo wiele zespołów o tym śpiewa. Słucham jak leci, ale nie widzę w tym rewelacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, oklepany temat. Tak przewałkowany, jakby zupełnie już stracił na znaczeniu w muzyce, bo to, co powstaje, nie ma ani głębi, ani nawet zmysłowości i kojarzy mi się wyłącznie z kiczem.

      Usuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…