Przejdź do głównej zawartości

135. Lista rzeczy, które mnie spaczyły.

Nie wmówicie mi, że jesteście normalni. Normalni ludzie nie istnieją. Każdego z nas coś kiedyś spaczyło. Im jesteśmy starsi, tym bardziej zdajemy sobie z tego sprawę (i tym więcej spaczających rzeczy przybywa w naszym życiu). Dzisiaj, inspirując się wpisem Myszy(klik), opiszę listę kilku rzeczy, które mnie wypaczyły,
 czyli uczyniły mnie mną.



Źródło
1. Moje rodzeństwo i Andruty.

Mam trójkę starszego rodzeństwa. W tym dwóch starszych braci. Kto ma starszego brata? Haha, wiem, że nie podniesiesz ręki do góry, bo do dzisiaj się boisz tych wszystkich historii o złych duchach, etc.

Jednak nie tylko mnie straszono. Także próbowano wpoić coś do mojego łba. Bardzo ubogo, ale jednak. Toteż robiłam furorę wśród starszaków, bo znałam cały tekst Plus i Minus oraz Cmentarnej Bramy [i potem pytałam mamusię, co to jest crack] na pamięć (i znam do dzisiaj). Nie, nie pytajcie.

Chodzenie do jednej podstawówki miało pewne profity. Kiedy zaczynałam było jeszcze 8 klas. Jednak profitem nie były Andruty. To był towar pożądany, szkolny Iphone moich czasów, tylko, że ze sklepiku, zamiast z Apple'a. Trzeba było przejść na poziom klas najstarszych, aby się po nie dostać. Po tej prawdziwie ciężkiej wyprawie, której nie przetrwałby nawet Bear Grylls, i tak traciłam swoje trofeum na rzecz rodzeństwa. Nie było i nie ma sprawiedliwości na tym świecie.



Źródło
2. Mieszkanie niedaleko stadionu żużlowego. Z moim tatą.

Mój tatuś, fan sportów wszelakich, ekscytuje się wszystkim, więc myślę, że dogadałby się z Myszą. I ten dźwięk ćwiczących żużlowców, i kamienie w twarz na niedzielnych żużlach, obstawione policją ulice, gdy przyjeżdżali Lotos albo Polonia. To były czasy, to był żużel. Tak, a koledzy do dziś dziwnie patrzą, gdy ekscytuję się tym sportem.



Źródło
3. Winnetou i moja mama.

Kolejne dzieło mojego ojca, to przygody Winnetou. Kto by nie kochał Lexa Barkera (Old Shatterhand)? Do dzisiaj uwielbiam dialog między Winnetou a kobietą, którą spotkał... Tamtaram. Sceneria: tereny byłej Jugosławii. Język: niemiecki. Miejsce akcji: Ameryka.



Rozmowa prowadzona w języku niemieckim:

Pytanie: Mówisz w języku powszechnym, języku tutejszych ludzi? [chodzi oczywiście o j. angielski]
Odpowiedź: Ja, ich bin Winnetou!

Czy to nie jest cudowne w swej prostocie?

Posiadaliśmy też książkową wersję. Właściwie to książkowe wersje wszystkiego. Moja mama pochłaniała książki, nadal to robi. Spaczyłam się od niej, prawie je zjadam, kocham je i nie umiem ich nie czytać.

Źródło

4. Kapuściaki.

Dlaczego nikt mi nie wierzy, że taka książka istnieje?! Proszę, oto ona!

Opowiada o małych, zielonych, wielonogich ludzikach. Myślałam, że to stonogi. Ale wtedy nikt mnie nie pytał co autor miał na myśli.

Rozbudziła moją miłość do robali. Zbierałam ślimaki i hodowałam je w kartonie. Razem z moją przyjaciółką+sąsiadką Nee. Razem również uczyłyśmy liszki tańczyć, bo wierzyłyśmy, że one naprawdę nas słuchają. Przynajmniej ja wierzyłam. Może Nee była na to za mądra.

Niemniej - dzięki, mamo!

Źródło


5. Zerówka.

Poszłam do niej gdzieś tam w środku semestru. Nikogo nie znałam. Słabo ją pamiętam. Cały problem zerówki polegał na tym, że moja babcia nauczyła mnie wcześniej pisać oraz czytać krótkie czytanki. Nie rozumiałam dlaczego inne dzieci tego nie umieją i czemu w kółko to robimy.

Pierwszy raz w życiu czułam się uwsteczniona. Teraz uwsteczniam się sama.

Źródło
6. Świat według Ludwiczka i Dragon Ball.

Do dzisiaj potrafię zaszokować mojego Ktosia śpiewaniem pod wieczór "Torreadorzy nie mają noży, gdy byczuś ich rozłoży, to wtedy są chorzy...". Na Andersona mogę się powoływać, omawiając dowolne wydarzenie z historii Stanów Zjednoczonych.








Źródło
Dragon Ball to wiadomo, inna liga. Coś z serii: oglądaj anime, nie wiedząc, że to anime. To pierwszy tasiemiec mojego życia. I jakoś nie niecierpliwiłam się, gdy z Bubu walczyli z trzy miechy, z Frezerem kolejny miesiąc.

Razem z Nee przemieniałyśmy się i walczyłyśmy z podwórkowym złem!

Szatan Serduszko był drugą wielką miłością mojego życia. Dzięki niemu otrząsnęłam się z Włóczykija.






Myślę, że to jeden z wielu czynników, który pchnął nas w objęcia anime, a w następstwie do tworzenia fan-fiction Bleach'a (co też powinno dostać własny punkt na tej liście). Oczywiście z Nee.


Źródło
7. Ich Troje.

Wspominam o nich na tym blogu już drugi raz. Chyba powinnam zacząć się siebie bać.

Pamiętam tekst każdej piosenki oraz to, jak potwornie ich uwielbiałam. Z Nee śpiewałyśmy nawet Keine Grenzen z podziałem na role. To było pierwsze tak poliglotyczne wydarzenie w moim życiu. Do dzisiaj znam tylko polski i angielski a potrafię śpiewać w każdym.





Źródło
8. Kapsle po piwach.

Zbieranie kapselków nauczyło mnie podstaw handlu. Sprawiło też, że znałam więcej okolicznych żuli, niż bym chciała. Stanowiło też podstawę do jednego z rozdziałów mojego pierwszego opowiadania ("Podwórkowa Paczka").

Ważną lekcję wyciągnęłam na sam koniec - nigdy nie ufaj wspólnikom! Dodatkowo też: korzystaj z szansy, jaką dostajesz!

Tak, tak, drodzy Państwo. Nie wystarczy mieć kapsle. Trzeba umieć ich użyć. Ja nie umiałam i wreszcie oddałam wszystko, co miałam, koledze. Cwaniak mógł je opchnąć na złomie. Kapitalizm, drodzy państwo. Głupota.

Źródło

9. Przedsiębiorczość.

Tak, bywa ona nie tylko budująca. Zwłaszcza, gdy zajmujesz się nią jako dziecko. Z Nee potrafiłyśmy przehandlować wszystko. Umiałyśmy zrobić loterię fantową bez fantów i pobierać opłaty groszowe na używanie naszego zestawu do mini-golfa, który w gruncie rzeczy nie był nasz.

Na całe szczęście można z tego wyrosnąć i żałować, że było się taką wredną mendą.


Źródło

10. American Pie na jednej płycie z Pasją oraz inne pornole.

Chciałam pozdrowić tę osobę, która stworzyła na dysku DVD tak genialny zestaw, jak Pasja i American Pie. Niestety nie pamiętam, kto to był.

Niemniej jednak, gdy zapraszacie do domu koleżankę (Nee) i chcecie obejrzeć film, ale okazuje się, że ta Pasja to jakiś Jezus i jakieś nudne - nie włączajcie kolejnego filmu! Nie, nigdy.

I błagam, nie grzebcie nikomu nieznajomemu w jego rzeczach - nie ważne, czy to wujek, ciocia, sąsiad, nauczyciel. Jeśli schował ten karton, to na pewno z jakiegoś powodu.







Chciałam jakoś podsumować ten wpis, ale nie potrafię. Bo kiedy tak na niego patrzę, to widzę wszech-objawiającą się prawdę. 
Dzięki, Nee. 
Tobie dedykuję ten wpis. 
Zadedykowałabym też rodzinie, ale na szczęście nie czytają - inaczej musiałabym dodać punkt 11. Moment, w którym rodzice zaczęli czytać mojego bloga.

_______________________
Znajdź mnie:

Komentarze

  1. "Szatan Serduszko" - błagam, tylko nie ten erteelowski slang.

    A Bleacha tylko oglądałaś czy też czytasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, takie dziecko RTL-u :)

      Tylko oglądałam, bo ja straszna mangowa łajza jestem!

      Usuń
    2. A to szkoda, nie wiadomo kiedy (i czy na pewno) anime zostanie wznowione, a manga (o być może wiesz) jest cały czas kontynuowana. Warto rozważyć:)

      Usuń
    3. Wiem, że idzie dalej. Rzeczona to Aneta B. (pseudonim Nee) zawsze udziela mi takich informacji. Kiedyś nawet namawiała do czytania. Ja rozkminiam, rozważam, obiecuję sobie, że przeczytam, ale potem i tak nie czytam : /

      Usuń
    4. Ja z kolei uważam, że tu nie ma nic wartego rozważania, bo Tite przesadza. Historia zaczęła zmierzać w absurdalnym kierunku już przy Fullbring Arc. No nie wspominając o tym, co jest dalej. Podręcznikowy przykład z serii "nie wiedział, kiedy skończyć". Oczywiście w mojej skromnej opinii.

      Usuń
    5. Co do historii to niemal całkowita zgoda. Ja teraz czytam głównie dla walk i dla nowych zdolności. Nie umiałbym się powstrzymać przed czytaniem wiedząc, że np. Zaraki rozwinął swoje umiejętności. A jest to moja ulubiona postać, gdyż jako chyba jedyny bohater posiada "sajańską" duszę:) Nie mniej, nie namawiam.

      Usuń
    6. No powiem tak: najważniejsze jest, jak widzisz powód, żeby dalej czytać. W końcu robisz to mimo wszystko dla samego siebie. Ale w moich oczach manga straciła bardzo dużo i nie ukrywam, że mnie to boli. No, ale takie jest życie :)

      Usuń
  2. Łezka się w oku kręci. Nie chcę nic mówić, ale wyglądam tutaj strasznie na winną wszelkiego wypaczenia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ty masz konto na Google+ ?!

      A ja najpierw pomyślałam, że podpisałaś się "Aneta B", żeby wypaść poważniej, że niby już nie taka wypaczona :D

      Usuń
    2. Utrzymywać pozory i tak muszę :D No kurczę, mam konto na G+, co w tym dziwnego? :D

      Usuń
  3. Haha rewelacyjna notka! Byłaś tą mądrą, skoro umiałaś pisać i czytać :D i szacunek dla Twojej babci :) ja chyba dopiero w przedszkolu uczyłam się wszystkiego :) Niektóre spośród wymienionych przez Ciebie rzeczy kojarzą mi się też ze mną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że chodzi o Kapuściaki, żebym nie była sama w tej niedoli obrony tych małych stworków :)

      Usuń
    2. Nie, nikt nie zna Kapuściaków. Deal with it! :D

      Usuń
    3. Pozostaje mi tylko powiedzieć, że dziękuję za dedykację :3

      Usuń
  4. Ech, Wiśnia... niekwestionowana miłość mojego dzieciństwa. Pamiętam, jak podczas dłuższych jazdy samochodem rodzice włączali mi ich kasety, by przy jakże zacnych dźwiękach piosenek typu "Powiedz" szybciej udało mi się zasnąć. Miałam nawet pluszowego, różowego kotka ochrzczonego imieniem Michał. Wędrował ze mną do przedszkola i niemal na wszystkie spacery... A później nadeszły lata wczesnych klas podstawówki i porzuciłam swoje uwielbienie na rzecz słuchania jakże pasjonującej muzyki Tokio Hotel. Na szczęście to również niedługo potem mi przeszło.
    Co to były za czasy... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tokio Hotel, ahahaha, przebiłaś mnie, nie ma co! :D

      O matko, "Powiedz" to był hicior wszech czasów. No i "Kaśka". Ale ja np. do dzisiaj lubię "Prawo" albo ichniejszą wersję "Kochaj mnie, kochaj" z tym zażulonym głosem.

      A'propos zażulonego głosu, to mi się jeszcze Stachurski przypomniał, ojoj...!

      Usuń
  5. Haha, jednak jestem innym pokoleniem ;) O Ivh Troje nawet nie wiedziałam, u mnie słuchało się Ewy Farny i Maleńczuka...(nie wiem, czemu :P ) oraz rapu, ale to nie ja. Nigdy też nie oglądałam "amerykańskich" bajek bo nie miałam kablówki, do teraz nie wiem, o co w nich chodzi, byłam fanka Reksia, Wilka i Zająca, Krecika...
    Jak tak pomyślę, najbardziej spaczyło mnie "W pustyni i w puszczy" czytane w wieku sześciu lat... Take słuchowisko z kasety o olbrzymie który smażył krasnale w głębokim tłuszczu... I "Tapatiki", jedna z ksiażek, których nikt nie zna :P
    No tak, ja też zbierałam kapsle na potęgę :D Nauczyłam sie przez to mistrzowsko grzebać w śmietnikach :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, lubię Maleńczuka. A Ewkę, to tak średnio. Już za stara byłam, jak zaczynała :D (nie no, żart,... żart, prawda?).
      Też oglądałam nasze dobranocki, ale nie czuję się nimi spaczona. Chociaż w Kreciku, jak ta rodziła... Hmmm O.o

      Nie cierpię "W pustyni i w puszczy". No zabijcie mnie, ale nienawidzę tej książki!

      Tapatiki? W życiu nie słyszałam. Przeczytam kiedyś do kolekcji z Kapuściakami.

      Ja w śmietniku raz pod Biedrą na dworcu grzebałam, bo resztę wyrzuciłam :D I nie znalazłam :( A wysypałam wszystko :( Szkoda, że nie było cię z nami (to kolejna debilna rzecz, w której udział brała Aneta Nee), pomogłabyś :D

      Usuń
  6. O, kapsle to moja bajka... Do tej pory nie wiem, z jakiego piwa był ten z czarnym jamnikiem, ale był śliczny! No i ślimaki...Czyżby każdy miał w życiu okres w którym musi hodować jakieś paskudztwa? Niesamowite, co ja robiłam tym stworzonkom, nawet pogrzeby miał porządne.
    Jeszcze mogę do tych strasznych spaczeń dorzucić serial ,,Kasia i Tomek" czy jakoś tak, nie wiem czy to tytuł czy bohaterowie, w każdym razie teraz każda poznana Kasia kojarzy mi się odruchowo z jakimś Tomkiem! Najlepsze jest to, że nigdy tego nie oglądałam, tylko gdzieś słyszałam.
    I masz wielka rację, nie zawsze warto oglądać/wyciągać rzeczy które miały być przed tobą schowane! W moim wypadku zwłaszcza książki- jak tylko mama zaznaczała mi, którego fragmentu mam nie czytać, natychmiast go czytałam, i robiłam sobie wieelką szkode na psychice...Eh, żeby tak choć raz posłuchać starszych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahahaha, nasze ślimaki też miały pogrzeby (jednego niechcący zmasakrowała Nee... * never forget*). Ba, nawet śluby brały. To już było chore. Matko, jaki wstyd.

      Ja oglądałam "Kasię i Tomka". I mam na imię Kasia. I chyba nie jestem taka, jak tamta Kasia. Mam nadzieję :D

      Moja mam w ogóle się nie przejmując dala mi do przeczytania "Świat według Garpa" jak miałam niewiele-naście lat. Nie wiem, czy kojarzysz tę książkę, ale m.in. w niej facet wjeżdża na podjazd i niechcący uderza w stojący na nim samochód, w którym akurat jego żona robi loda kochankowi. W wyniku tego zderzenia, odgryzła gościowi penisa. Także ten.

      Usuń
  7. hue hue XD. Wszystko to kojarze z mojego własnego dzieciństwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy19 maja, 2014

    Hahah :) Wszystko to znajomo brzmi,Winnetou tez zawsze gościł w moim domu,ale to tylko dzięki tacie :) Jak tak sobie pomyślę to też wieeele rzeczy z dzieciństwa mnie przeraża :) Np. Tabaluga :) Najlepszy tekst Arktosa . Andruty- zawsze ich brakowało,zanim jeszcze zostały rozpakowane przez sprzedawczynię już ich nie było! Ach . . . Czasem zastanawiam się jak ja przeżyłam dzieciństwo :P Tragediaaa,a zarazem miłe wspomnienia
    http://razemzmieniamyswiat.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  9. Tego się nie spodziewałam, ktoś poszedł moim śladem :D
    A ja nie śpiewałam Plus i minus, ja śpiewałam, że brat nie ma już miłości dla mnie. Ale Kaliber tak bardzo mnie nie spaczył. O, w Bydgoszczy też mamy stadion żużlowy! No dobrze, mieszkam w dziczy, godzinę drogi od Bydgoszczy, ale liczy się! Jestem ułomna, nie oglądałam filmu Winnetou, tylko ksiązkę czytałam. Ale to tylko potwierdzenie mojej teorii, że Indianie wypaczają, wypaczają okrutnie.
    KAPUŚCIAKI O_O
    Zerówka - dlaczego dzieci nie czytają? Pierwsza klasa - czemu nadal nie czytają?
    WSTAŃ POWIEDZ NIE JESTEŚ SAM
    Moi rodzice po trzech latach wiedzy o tym, że piszę bloga ani razu nie zajrzeli na niego, Yeach.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeeej, przypomniały mi się czasy dzieciństwa ^^

    OdpowiedzUsuń
  11. każdy ma chyba taką listę :) choć nie każdy ją publikuje, ale miło sie czyta. Podobał mi się też post ofacebookowych fanepageach . Przepraszam, za zbiorowe wpisy, ja czytam chcoć nie zawsze mnie widać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, nie zawsze jest czas albo chęć do komentowania.

      Ta lista powinna mieć wiele części, ale nie mogę stworzyć monotematycznego bloga o wypaczeniach :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…